poniedziałek, 25 listopada 2013

Szkoci. Na wesoło


 - Ile będzie kosztował przejazd pana samolocikiem do Edynburga? - pyta szkockie małżeństwo.
 - Mogę was przewieźć za darmo, jeśli podczas lotu nie powiecie ani słowa!
 Już po wylądowaniu pilot, który w czasie lotu wykonywał różne karkołomne akrobacje, gratuluje Szkotowi:
 - No, muszę przyznać, że jeszcze żadnemu z moich pasażerów nie udało się zachować milczenia w czasie lotu!
 - A wie pan - przyznaje Szkot - że w pewnym momencie chciałem krzyknąć!
 - W jakim?
 - Gdy moja żona wypadła z samolotu!

 - Dlaczego Szkoci chodzą wielkimi krokami?
 - Oszczędzają buty.

 Młody Szkot wraca z randki:
 - Jak się udało spotkanie? - pyta tata.
 - Nieźle, wydałem tylko 4 funty.
 - Uuu dużo. Za dużo.
 - Ale ona więcej nie miała.

 - Drogi chłopcze! - mówi Szkot do syna w jego osiemnaste urodziny
  -Od dziś będziesz z nami dzielił rodzinne radości i smutki.
 - Jestem na to przygotowany ojcze.
 - A więc na początek synu - zapłacisz ostatnią ratę za swój wózek dziecięcy.

Para Szkotów w noc poślubną leży sobie pod kołdrą...
 Młoda pani zalotnie zagaduje:
 - Kochanie jestem bez majteczek!
 - Ty nawet w takiej chwili musisz o wydatkach...?

 Szkot do żony leżącej na łożu śmierci:
 - Kochanie, idę po lekarza. Gdybyś jednak wyczuła, że zbliża się twój koniec, to nie zapomnij zgasić światła.

 Mówi stary Szkot do synka:
 - Skocz no, Ken, do sąsiada i pożycz od niego siekierkę...
 Malec poleciał. Za kilka minut przylatuje i krzyczy:
 - Sąsiad nie chce pożyczyć!
 - A to świnia! Idź synu do szopy i przynieś naszą!

 Sprzedawca do Szkota:
 - Powinien pan kupić ten samochód, spala tylko łyżeczkę benzyny.
 - Stołową czy od herbaty?

 Szkot wsiada do taksówki i pyta:
 - Ile zapłacę za przejazd na dworzec?
 - Dwa funty.
 - A za walizkę?
 - Walizkę zawiozę za darmo.
 - To proszę zawieźć ją na dworzec, a ja pójdę piechotą!

 Kumpel podchodzi do Szkota, który się zawsze jąkał i zauważa, że mówi on płynnie.
 - Jak to zrobiłeś? - Pyta.
 - Zmuszony byłem zamówić rozmowę telefoniczną z Londynem, a wiesz, ile to kosztuje...

 Szkot czyta książkę. Od czasu do czasu gasi światło, potem znów je zapala.
 - Co Ty robisz? - pyta żona.
 - Przecież kartki mogę przewracać po ciemku.

 Dwóch Szkotów założyło się, który z nich da mniejszą ofiarę na tacę. Pierwszy dał szylinga i tryumfalnie spojrzał na drugiego. A drugi żegnając się nabożnie powiedział:
 - To było za nas dwóch.

 Przychodzi Szkot do dentysty:
 - Proszę mi tylko obluzować ten ząb, a już żona w domu wyrwie go za darmo.

 Dwóch Szkotów spotyka się w Edynburgu.
 - Czy możesz pożyczyć mi funta?
 - Och niestety, nie mam przy sobie pieniędzy.
 - A w domu?
 - Dziękuję, wszyscy zdrowi.

 Szkot awanturuje się w pralni:
 - Ten rachunek jest stanowczo za wysoki. Oddałem tylko płaszcz i garnitur!
 - Ale w kieszeniach były jeszcze dwie koszule, skarpetki, sweter, spodnie i trzy pary majtek.

 Siedzi Szkot i płacze. Przechodzi obok jego sąsiad i pyta się:
 - Dlaczego płaczesz?
- A bo mi się ząb w grzebieniu złamał.
 - I to taki wielki powód do płaczu?
 - To już był ostatni..

 Jedzie Szkot autem, zatrzymał się otwiera drzwi i bach... jakiś samochód uderza mu w drzwi i je wyrywa. Przyjeżdża policja i karetka, wysiada doktor a Szkot:
 - O mój Boże! Mój samochód!
 Doktor na to:                                                                                  
- Co pan się martwi samochodem, pan nie ma ręki!
 Szkot na to:
 - O Boże, mój Rolex!

 Szkot zginął w wypadku samochodowym. Znajomy ma o tym delikatnie zawiadomić żonę ofiary. Pyta więc ją:
 - Pani mąż pojechał wczoraj do
Aberdeen?
 - Tak.
 - Założył nowy garnitur?
 - Tak, zgadza się.
 - Hm, to szkoda garnituru
.                                                                                                                                                                                                                                                                                                     
 Szkot ożenił się z wdową i po ślubie jedzie pociągiem.
 - Gdzie pan jedzie? - pyta go inny podróżny.
 - W podroż poślubną.
 - A gdzie żona?
 - Ona już była.

 Szkot wsiada z dużym workiem do autobusu. Podchodzi   konduktor i mówi:
 - Będzie pan musiał zapłacić również za bagaż.
 Szkot rozwiązuje worek i mówi:
 - Wychodź, synku. Tak, czy owak trzeba zapłacić!

 W Irlandii przewodnik w górach objaśnia:
 - Te wydrążenia w skale powstały dzięki Szkotowi, który zgubił tu pensa i powiedział o tym znajomym.                                          
                                                                                             
Mały Szkot prosi ojca:                                                                     - Tato, kup mi łyżwy na urodziny!
  - Przecież latem nie jeździ się na łyżwach!
 - To kup mi w zimie                                                                        - Ale w zimie nie masz urodzin!
 

wtorek, 19 listopada 2013

Sam tego chciałeś Donaldzie - Grzegorzu Dyndało*!

 ......................................................................................................................................  
   Od dłuższego już czasu wyniki sondaży są coraz gorsze dla PO i coraz lepsze dla PiS. Oto ostatni przykład:  http://wiadomosci.onet.pl/kraj/tns-polska-pis-31-proc-po-22-proc/0tq                      
    Swego czasu pan premierTusk raczył twierdzić, że PO nie ma z kim przegrać. Rzeczywiście tak było, a zawdzięczał to PiS. Wbrew woli tych ostatnich, ale jednak ("Pomnik dla pana prezesa" - http://probus.blogspot.com/2012/04/pomnik-dla-pana-jarosawa-kaczynskiego.html )
  Pycha jako jeden z grzechów głównych, w końcu została ukarana. A i lista pozostałych grzechów niemała, m.in: 
- ACTA,
- niedotrzymane obietnice wyborcze (!), 
- "urawniłowka" emerytur i rent - http://probus.blogspot.com/2011/12/urawniowka-emerytur-i-rent.html ,
- zamiatanie afer pod dywan, 
- podniesienie wieku emerytalnego do 67 lat: http://probus.blogspot.com/2012/02/emeryci-i-rencisci-popierajcie-po.html ,
- podwyższanie podatków, jawne i ukryte,
- dalsze zubożenie społeczeństwa, 
- nepotyzm i TKM-izm ("Bóg? Ojczyzna? Honorarium" - http://probus.blogspot.com/2013/03/bog-ojczyzna-h-o-n-o-r-r-i-u-m.html ),  
- itd. itp. etc.  

   Pan premier bez większego wysiłku mógł pozbyć się PiS-owskiej konkurencji, gdyby PO nie brakło konsekwencji w działaniu. W 2011 r. sejmowa komisja śledcza (sprawa śmierci B.Blidy) złożyła wniosek o postawienie przed Trybunałem Stanu: Jarosława Kaczyńskiego oraz Zbigniewa Ziobry. Także wniosek o odpowiedzialność karną kilku innych osób "Damscy nekrobokserzy ..."-  http://probus.blogspot.com/2011/06/damscy-nekrobokserzy-kalajacy-pamiec-sp.html 
    To było jeszcze w poprzedniej kadencji Sejmu. Wniosku nawet nie przegłosowano. To jaki sen miało powołanie komisji? Kto teraz rządzi? Kto karty rozdaje? Sam tego chciałeś Donaldzie - Grzegorzu Dyndało! 
Oklasków i fanfar nie będzie. LARUM GRAJĄ PANIE PREMIERZE! 


PS. Grzegorz Dyndała - postać z komedii Moliera.      

poniedziałek, 11 listopada 2013

Przemiły gest Barcelony


Rocznica odzyskania niepodległości. Co wiemy o tym?



     Czcijmy bohaterów tamtych wydarzeń. W sposób godny i łączący wszystkich Polaków. Wielkim smutkiem napawa fakt, że naukę historii w szkołach zredukowano do karykaturalnych kształtów. Przecież nauczanie historii to także kształtowanie patriotycznych postaw u młodych ludzi."Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie!" 

                                                                 

poniedziałek, 4 listopada 2013

Brawo blondynki!


    Ładna blondynka w sklepie z materiałami,  pyta sprzedawcę:
- Po ile ten materiał?
Zapatrzony sprzedawca odpowiada:
- 10 buziaków za metr.
- To poproszę 10 metrów.
Sprzedawca nie wierząc w swe szczęście, odmierza materiał i podaje blondynce, mówiąc:
- Należy się 100 buziaków.
- Jutro przyjdzie moja babcia i zapłaci – informuje go blondynka.

    Dwaj znudzeni krupierzy siedzieli przy stole z ruletką, gdy do kasyna weszła bardzo atrakcyjna blondynka. Podeszła do stołu i zdeklarowała zakład na 20 tys. dolarów na konkretną liczbę. Zaraz potem dodała:
- Mam nadzieję, że to wam nie będzie przeszkadzać, ale naprawdę szczęśliwe zakłady obstawiam kompletnie nago.
Po czym zrzuciła z siebie suknię, bieliznę i buty i rozkręciła talerz ruletki z okrzykiem:
- Mamusia potrzebuje pieniążki na nowe ubranko!
Chwilę później już wykrzykiwała:
- TAK! TAK! WYGRAŁAM! NAPRAWĘ WYGRAŁAM!
Podskakiwała przy tym jak mała dziewczynka i obejmowała każdego z krupierów. Zaraz potem zebrała wszystkie pieniądze i swoje rzeczy i prędko opuściła kasyno.
Krupierzy nieco zakłopotani popatrzyli na siebie, po czym jeden z nich zapytał drugiego:
- Ty, a co ona właściwie obstawiała?
Drugi odparł:
- Nie mam pojęcia, myślałem, że ty to sprawdzasz!
Morał: Nie wszystkie blondynki są głupie, ale wszyscy faceci są tylko facetami…

    Żył sobie pewien człowiek, który ciężko pracował przez całe swoje życie, oszczędzał wszystkie swoje pieniądze, a przy tym był wielkim sknerą. Krótko przed swoją śmiercią rzekł do żony, miłej blondynki:
- Kiedy umrę, chcę żebyś wszystkie moje pieniądze włożyła razem ze mną do trumny. Chcę zabrać moje pieniądze ze sobą na drugi świat.
Tak wiec zmusił swoją żonę, by mu obiecała, że spełni jego prośbę po jego śmierci. No i zmarł.
Leżał w trumnie, jego żona siedziała obok ubrana na czarno, a obok niej siedziała jej przyjaciółka. Po skończonej ceremonii, tuż przed zamknięciem trumny, żona powiedziała, żeby chwilkę zaczekać. Podeszła do trumny i włożyła do niej małą metalową kasetkę, którą przyniosła ze sobą.
Wtedy jej przyjaciółka powiedziała:
- Dziewczyno, chyba nie jesteś na tyle głupia, by włożyć wszystkie te pieniądze razem z twoim mężem do trumny.
Lojalna żona odrzekła:
- Posłuchaj, jestem chrześcijanką, nie mogę cofnąć swojego słowa. Obiecałam mężowi, że włożę pieniądze do trumny.”
Przyjaciółka zapytała zdziwiona:
- Czy chcesz mi powiedzieć, że rzeczywiście włożyłaś wszystkie pieniądze do trumny?
- Oczywiście, że tak. - powiedziała żona, - Zebrałam wszystkie pieniądze, wpłaciłam na swoje konto i wypisałam mu czek. Jeśli go zrealizuje, wtedy będzie mógł wydać wszystkie swoje pieniądze. 

Blondynka i prawnik siedzą obok siebie w samolocie. Prawnik pyta blondynkę, czy nie zechciałaby zagrać z nim w ciekawą grę. Blondynka mówi, że jest zmęczona,odwraca się do okna i próbuje zasnąć. Ten jednak nalega i wyjaśnia, że”gra” jest bardzo prosta i wesoła. Mianowicie, będą zadawać sobie pytania i jeśli któreś nie zna odpowiedzi – płaci 5$. Blondynka ponownie odmawia i znów próbuje zasnąć, ale prawnik nie daje jej spokoju i proponuje inny układ – jeśli ona nie będzie znała odpowiedzi – płaci 5$, jeśli natomiast on nie będzie znał odpowiedzi – płaci 5000$.
To przykuwa jej uwagę, poza tym i tak zdaje sobie sprawę, że on nie da jej spokoju, dopóki nie zagrają w tę grę, więc zgadza się. Prawnik zadaje pierwsze pytanie:
- Jaka jest odległość pomiędzy Ziemią a Księżycem?
Blondynka bez słowa sięga do portfela i wyjmuje banknot 5$.
- Ok – mówi prawnik. – Twoja kolej…
- Co to jest, wchodzi na górę na dwóch nogach, a schodzi na trzech?
Prawnik jest zaskoczony, wytęża umysł i nic, dzwoni do znajomych, wysyła maile,przeszukuje Internet i nic. Po godzinie poddaje się i wypisuje czek na 5000$, Ona przyjmuje, odwraca się i próbuje zasnąć. Prawnik jest jednak ciekaw odpowiedzi i pyta:
- Co to jest, co wchodzi na górę na dwóch nogach, a schodzi na trzech?
Blondynka odwraca się i wyciąga banknot 5$. 

niedziela, 20 października 2013

Smoleńsk - zeznania świadków

Gazeta Polska
Nr 4 z 23 stycznia 2013
Smoleńsk: 24 świadków potwierdza wybuch
Świadkowie z filmu Anity Gargas
Anatolij Żuljew: LECIAŁ NA WYSOKOŚCI 10 M, ale próbował wzbijać się, bo był nachylony do góry pod kątem 40 st. do horyzontu.
Siergiej Mikiszanow: Samolot wtedy zaczął się wznosić. NAD SZOSĄ PRZELATYWAŁ NA WYSOKOŚCI TYCH DRZEW (POKAZUJE). 30–50 metrów za drogą leżały już kolejne elementy, w tym część ogonowa.
Siergiej Kiszan: Wyszedłem na pole i zobaczyłem ścięte drzewa. SAMOLOT LECIAŁ NIE WYŻEJ NIŻ 4 M NAD ZIEMIĄ I PRÓBOWAŁ SIĘ UNIEŚĆ”
Marif Ipatof: Zobaczyłem samolot, KTÓRY LECIAŁ BARDZO NISKO. Ewidentnie było coś nie tak. Zaczął ścinać czubki drzew i tam w oddali usłyszeliśmy duży huk – jak wybuch bomby”.
Igor Fomin: „NISKO LECIAŁ, PRZECHYLIŁ SIĘ NA LEWĄ STRONĘ I ZAHACZYŁ SKRZYDŁEM O DRZEWA, potem poszedł tam. Tam widać było ścięte drzewa. Słyszałem też głuche uderzenie, nie było zbyt głośne, potem było widać ogień, kulę ognia”. „Ja tam byłem, nim ogrodzono teren. To były szczątki porozrzucane w promieniu 150 m, może więcej. Nie było wybuchu, tylko głuchy dźwięk i chmura pyłu”. „Akurat wyszedłem przed warsztat zapalić papierosa. Zwykle, gdy do lądowania na lotnisku podchodziły samoloty, nie było ich słychać. A tu usłyszałem kilka głuchych dźwięków, takie trach, trach, to samolot zahaczał o drzewa.
Artur Wosztyl, pilot polskiego Jak-40, który w Smoleńsku lądował godzinę przed Tu-154M nr 101. „ (…) Stojąc przy swoim samolocie, USŁYSZELIŚMY DŹWIĘK SILNIKÓW TU-154M PODCHODZĄCEGO DO LĄDOWANIA. Rozpoznałem to po charakterystycznym dźwięku pracy silników tego modelu samolotu. Nadmieniam, że go nie widziałem, a jedynie słyszałem. BYŁ DŹWIĘK PODEJŚCIA DO LĄDOWANIA NA USTALONYM ZAKRESIE PRACY SILNIKÓW. W pewnym momencie usłyszałem, że silniki zaczynają wchodzić na zakres startowy, tak jakby pilot chciał zwiększyć obroty silnika, a tym samym wyrównać lot lub przejść na wznoszenie. W tej chwili zastanawiam się, co mogło ich skłonić do takiego działania. Po dodaniu obrotów po upływie kilku sekund usłyszałem głośne trzaski, huki i detonacje. Do tego doszedł milknący dźwięk pracującego silnika, a następnie nastała cisza”. Por. Wosztyl w chwili katastrofy stał 700–800 m od miejsca upadku polskiego samolotu.
Sławomir Wiśniewski, montażysta TVP, obserwował końcówkę lotu tupolewa nad ulicą Kutuzowa ok. 100 m przed pierwszymi śladami kontaktu samolotu z gruntem: „Słyszę głos silnika, tylko ten dźwięk był trochę inny, patrzę we mgłę i widzę, ŻE IDZIE SAMOLOT NISKO, LEWYM SKRZYDŁEM PRAWIE ŻE W DÓŁ (…). Przez okno usłyszałem tak straszny huk i dwa błyski ognia, ale nie jakiś wielki wybuch”. 

Newsweek.plPolska
Smoleńsk: Nieznana relacja oficera BOR Data publikacji: 27.11.2010, 10:35Ostatnia aktualizacja: 09.08.2011, 13:25
http://www.newsweek.pl/polska/smolensk--nieznana-relacja-oficera-bor,68588,1,1.html

Komentarz chyba zbędny.

niedziela, 13 października 2013

Co dalej z działkami? Tylko wróżka wie



Górale, na wesoło

Turysta pyta gazdę:
- Gazdo, mogę przejść przez waszą łąkę? Bo chcę zdążyć na pociąg o 10.40.
- A idźcie, a jak spotkacie mojego byka to i na ten o 9.50 zdążycie.

Baca został skazany na krzesło elektryczne. Sędzia pyta:
- Baco, czy macie jakieś życzenie przed śmiercią?
A baca na to:
- Ja wysoki sędzio to bych tak chcioł, coby pan sędzia mnie potrzymoł za ręke.

Baca słyszy krzyki z podwórka:
- Czego tam?
- Bacoooo! Potrzebujecie drewna?
- Nieeee!
Rano baca budzi się, wychodzi na podworko, patrzy:
- O k****! Gdzie moje drewno?!

Idzie turysta po szlaku i nagle słyszy:
- Ło Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!!!
Biegnie, patrzy a tu baca siedzi na pieńku, obok wbita siekiera i:
- Ło Jezu, Jezu, Jezu!
Turysta:
- Baco! Baco co wam się stało?!
Baca:
- Mnie? Nic. Ło Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu!!!
Turysta:
 - A może komuś w waszej rodzinie?
Baca:
- Mojej? Ni. Ło Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!!
Turysta:
- No to co tak lamentujecie?
Baca:
- Ło Jezu, jak mi się robić nie chce!

- Baco, co pijecie, wódkę, wino?
- No, i piwo!

Oddział terenowy Centralnego Biura Śledczego, Nowy Targ. Dzwoni telefon:
- Centralne Biuro Śledcze, słucham.
- Kciołem podać, co Jontek Pipciuch Halica chowie w stosie drzewa marychuane.
- Dziękujemy za zgłoszenie, zajmiemy się tym.
Następnego dnia w obejściu Halicy zjawia się grupa agentów CBŚ. Rozwalają stos drewna, każdy klocek precyzyjnie rozszczepiają siekierką, ale narkotyków ani śladu. Po kilku godzinach, wymamrotawszy niewyraźne przeprosiny, odjeżdżają. Stary Halica patrzy w zadumie a to na drogę, którą odjechali, a to na stos drewna. Nagle słyszy telefon. Wzrusza ramionami, wchodzi do chałupy, odbiera.
- Hej Jontek! Stasek mówi. Byli u ciebie z Cebeesiu?
- Ano byli. Tela co pojechali.
- Drzewa ci narąbali?
- A narąbali.
- Syćkiego nojlepsego we dniu urodzin, hej!

Pyta juhas bacy:
- Baco, jak to jest, że Ziemia się kręci?
Baca:
- Widzis Jądruś, Ziemia, jest to taka kula okrągła, no i się krynci.
Juhas:
- Baco, ja wiem, że Ziemia jest to taka kula okrągła, ale dlaczego ona się kręci?
Baca:
- Widzis Jądruś, Ziemia jest to taka kula okągła, no i ma w środku taką ośkę, no i na tej ośce się krynci.
Juhas:
- Baco, ja wiem, że Ziemia, to jest taka kula okrągła, ma w środku ośkę, no i na tej ośce się kręci, ale jak to jest, że ona się kręci?
Baca:
- Widzis Jądruś, Ziemia, jest to taka kula okrągła, ma w środku ośkę, a na końcach tej ośki są takie cypecki, no i w tych cypeckach ona się krynci.
Juhas:
- Baco, ja wiem, że Ziemia, to jest taka kula okrągła, ma w środku ośkę, a na tej ośce cypecki, ale jak to jest, że ona się kręci?
Baca:
- Jądruś, cosik mi sie widzi, ze ty chces w morde dostoć…

Górala zesłano w czasie II wojny na roboty do Rzeszy. Jak to góral, obijał się jak mógł i unikał pracy. Wypatrzył to bauer i mówi do górala:
- Wy Polacy to jesteście lenie, nie to co my Niemcy. My potrafimy pracować pół dnia bez przerwy. Potem mały odpoczynek, coś do zjedzenia, i praca do późnego wieczora.
Baca posłuchał bauera i rzekł:
- Wie pan co? Jak się ta wojna skończy i wrócę do domu, to sprzedam konia i kupię sobie Niemca!

Egzaltowana turystka mówi do bacy:
- Ależ pan musi być szczęśliwy… Patrzy pan na zaślubiny górskich szczytów z obłokami, widuje pan zachodzące słońce wypijające czar niknącego tajemniczego dnia…
- Oj widywałem ja, widywałem – przerywa baca – ale już teraz nie piję

Mówi góral:
- Tak, to prawda, telewizja kłamie nawet w prognozie pogody! Bo gdy w Warszawie spadnie 30 cm śniegu,to krzyczą, że klęska żywiołowa, a jak u mnie chałupa po dach zasypana, to gadają, że są dobre warunki narciarskie…

W Zakopanem miała się odbyć walka Gołoty z Tysonem.  Wszystko już przygotowane, a Gołota nie pojawił się. Górale zdenerwowani po tych przygotowaniach stwierdzili, że walka musi się odbyć, więc idą do bacy i  pytają się:
- Baco, bydziecie walcyć?
- Ano byde.
Pierwsza runda baca dostał straszny łomot, ledwo stoi na nogach. Pytają się go:
- Baco, wycymocie?
- Ady wycymom.
Druga runda, znowu oberwał mocno.
- Baco, wycymocie?
- Wycymom
Trzecia runda baca już słania się na nogach i pytanie
- Baco wycymocie?
- Nie wycymom, zaroz mu je*ne

Rano wychodzi gazda przed chałupę, przeciąga się i woła:
- Jaki piękny dzionek !
A echo z przyzwyczajenia:
- …Mać, mać, mać …. !

Bacę zaproszono na bal przebierańców.
Pytają się go znajomi, za co się przebierze.
- A za łoscypka.
- A jak to będzie, baco, za oscypka?
- A siedne se w kąciku i bede śmierdzioł.

W górskiej chacie pod Gubałówką wielką uroczystość – Jan Gąsienica kończy sto lat. Zjechali się reporterzy, naczelnik miasta, wręczono medal i dyplom. Wszyscy, trzęsącego się ze starości pomarszczonego Gąsienicę, pytają jak dożył tak sędziwego wieku.
- Zwyczajnie, nie piłech, nie paliłech, za dziewkami nie goniłech…
W tym momencie przerywa mu straszny hałas.
- Nie przejmujta się – mówi Gąsienica – to ino mój starsy brat, całą noc pił gorzałe, to mu się chce teraz za dziouchami ganiać.

Turysta w Zakopanym wchodzi do knajpy, siada przy barze i pyta:
- Barman, co polecisz dziś do picia w ten deszczowy dzień?
- Ano, panocku, drink „Góracy”! Odpowiada barman.
- Jak to „Góracy”, co to jest?!
Barman na to:
- Widzicie, biezemy sklanecke wina…no moze być dwie…góra cy i wlewamy do garnka.
Potem biezemy sklanecke piwa…no moze być dwie…góra cy i wlewamy do tego samego garnka.
Następnie sklanecke wódecki…moze dwie…góra cy i wlewamy do tego samego garnecka.
Na koniec biezemy sklanecke koniacku…no moze dwie…góra cy i wlewamy do garnecka.
Garnek stawiamy na ogniu i miesając, gzejemy cas jakiś. Później nalewamy ipijemy sklanecke… moze dwie…no góra cy.
Po wypiciu wstajemy…robimy krocek…moze dwa…no, góra cy!

Zebranie rady gminy. Zabrał głos sołtys jednej z wsi;
- U nos we wsi je dziura w drodze. Szła ostatnio baba, wpadła i se nogę złamała. A co by było, jakby tak koń?

Idzie turysta i patrzy, a tu baca owce wypasa. Turysta mówi do bacy:
- Baco jak wam powiem ile macie owiec to dacie mi jedną?
- A dam - mówi baca.
Turysta na to: - 135.
Baca kiwa głową i mówi - Zgadza się, owiecka jest wasza.
Turysta bierze owcę i chce odejść, na co odzywa się baca
- Panocku a jak wam powiem kim jesteście to oddacie mi tę owieckę?
- A oddam mówi turysta.
Na to baca: - Wyście są ekspert od Macierewicza?
- Zgadza się,mówi,mówi turysta - a skąd wiecie baco?
Boście psa wzięli - mówi baca.


Wójt zaprasza bacę na zebranie Rady Gminy.
Zebranie trwa, a baca siedzi, nudzi się i nic nie rozumie.
Po zakończeniu zebrania, wójt pyta się bacy:
- No i cóż pan wynosi z tej debaty?
- Jo? - baca robi wielkie oczy - Nic.
- Jak to? Przecież był pan tu od początku do końca!
- Matko Jedyno! Przysięgom, że nic!
- Naprawdę nic?
- A weźta se te popielnickę z powrotem i dajta mi już świnty spokój!

Gdzie jesteś moja ukochana - Pieśń rosyjska