piątek, 29 marca 2013

BÓG? OJCZYZNA? H O N O R A R I U M !!!

skopiowane z Onet,biznes:
Są pieniądze na nagrody, nie ma na szpital
23 lut, 10:32
Skandal w Łodzi. 38 lat budowy, koszt około miliarda złotych. Ale olbrzymi szpital Uniwersytetu Medycznego zamiast leczyć, stoi pusty. Powód: żeby dokończyć inwestycję brakuje „marnych” 50 mln zł. Skąd je wziąć? To proste! Wystarczyłoby, żeby rząd zrezygnował z nagród dla siebie, na które poszło aż 60 mln zł. Jeśli premier mówi, że w kryzysie trzeba godzić się na wyrzeczenia, to niech da przykład! On i jego ludzie.
fot. Shutterstock
To miała być chluba polskiej medycyny. W 17-piętrowym gmachu miał powstać najnowocześniejszy szpital w Europie. Gotowych jest 9 pięter. Super nowoczesny szpital mógłby przyjmować setki pacjentów. Klinika dysponuje wyposażoną w najlepszy sprzęt pracownią diagnostyki obrazowej, a także m.in. stacją dializ z 22 sztucznymi nerkami. Ale niestety chorych się tu nie przyjmuje.
– Nie wystarczyło nam na zakup materacy, wyposażenie apteki szpitalnej, część aparatury medycznej dla OIOM-u i transport chorych, a bez tego nie uruchomimy placówki – tłumaczy prof. Paweł Górski, rektor Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Budowa szpitala rozpoczęto w 1975 r, potem przerwano. Wznowiono 8 lat temu. Szpital mógłby już działać.

REKLAMA
Przeszkodą jest brak 50 mln zł na konkretne cele, co przy 60 mln wydanych na nagrody rządowe do niemałych też pensji, nie wydaje się być przesadną kwotą. O problemach władze uczelni informowały resort zdrowia już dwa lata temu. O pomoc zwróciły się też do premiera. Ale jak na razie rozwiązania nie znaleziono. Po interwencji mediów, ministerstwo odpowiada, że sprawdza rozliczenia. A Donald Tusk (56 l.) czeka na szczegółowe informacje od ministra Bartosza Arłukowicza. (42 l.).
Czytaj więcej na Fakt.pl  


Jak widać, "bliższa ciału koszula" a nie jacyś tam pacjenci: http://www.fakt.pl/polityka/takie-premie-biora-urzednicy-w-nfz-a-na-leczenie-chorych-nie-ma-,artykuly,531789.html


Milionowe premie dla prezesów spółki PL 2012

dzisiaj, 16:57
Stadion Narodowy w Warszawie, fot. Reuters Po ponad milion trzysta tysięcy złotych premii zainkasowali dwaj szefowie rządowej spółki PL 2012 - ustaliła Informacyjna Agencja Radiowa.
Stadion Narodowy w Warszawie, fot. Reuters
Premie wypłacone przez ministerstwo sportu zostały przyznane za przygotowania i pracę przy projekcie Euro 2012. Szef spółki PL 2012 Marcin Herra otrzymał dokładnie 1 330 436 złotych, a wiceprezes Andrzej Bogucki 1 307 713 złotych.
Rzecznik PL 2012+ Mikołaj Piotrowski mówi, że premie zostały wypłacone zgodnie z umowami. Rada nadzorcza spółki pozytywnie oceniła realizację projektu przygotowań do Euro i przeprowadzenie samego turnieju.

REKLAMA
 - Te pięć lat pracy i sukces Euro został wyceniony na około milion trzysta tysięcy złotych. Jeżeli porównamy stopień zaawansowania tego projektu, wyzwania, ryzyka, problemy które się pojawiały, a finalny rezultat to jest to kwota jak najbardziej uzasadniona - mówi IAR rzecznik PL 2012+.
Prezesi PL 2012 nie muszą się także martwić o swoją przyszłość. Właśnie podpisano z nimi nowe kontrakty. Będą zarządzać Stadionem Narodowym. Obydwaj będą zarabiać po 29 tysięcy złotych brutto plus opcjonalne premie. Będą one jednak uzależnione od konkretnych wyników finansowych stadionu.  
- Premia nie będzie wypłacana automatycznie. Jeżeli wyniki finansowe stadionu będą lepsze niż te założone w biznesplanie będzie można rozpocząć ewentualne rozmowy o dodatkowym wynagrodzeniu - dodaje rzecznik PL 20212+.
Zgodnie z wcześniejszymi obietnicami spółka PL 2012 zamieściła informacje o kontraktach prezesów na swojej stronie internetowej.    

Tagi: premie, Euro 2012, stadion  

"Fakt": Oto nowe premie prezesów od Euro 2012

dzisiaj, 08:52
Wzięli jedne premie, a już mogą liczyć na kolejne. Prezesi od Euro, Marcin Herra i Andrzej Bogucki wzięli po 1,3 mln zł premii tylko za to, że mistrzostwa Europy w piłce nożnej się odbyły. A dostaną kolejne pieniądze – co najmniej po 125 tys. zł rocznie – za straty, jakie ponosi Stadion Narodowy. Taki bonus obiecało im ministerstwo sportu.

fot. Aleksander Majdański / newspix.pl
Ministra sportu Joanna Mucha żaliła się, że najchętniej nie wypłacałaby gigantycznych premii prezesom od Euro 2012, ale nic nie może zrobić. Winą obciążała swoich poprzedników na tym stanowisku. Jednak dała nową pracę prezesom spółki PL.2012 – Herrze i Boguckiemu.
Obaj – pod szyldem nowej spółki PL.2012 Plus  – będą zarządzać Stadionem Narodowym. Zarobią po 29 tys. zł miesięcznie. To jednak nie wszystko. Podczas, gdy w normalnych firmach wypłaca się premie od zysku, Herra i Bogucki dostaną premie... od straty.
REKLAMA
Na ten rok rząd założył, że Stadion Narodowy przyniesie aż 21 mln zł strat. Nowi prezesi premie dostaną za każdy wynik lepszy niż ten założony. Jeśli straty będą o milion mniejsze, czyli wyniosą 20 mln zł na minusie, Herra i Bogucki podzielą się jedną czwartą tej "zmniejszonej straty". Dostaną więc po 125 tys. zł. Jeżeli założoną stratę zmniejszą o 5 mln zł – dostaną 750 tys. zł do podziału. A jeśli o 10 mln zł – podzielą się okrągłym milionem złotych.
Więcej w Fakt.pl:



  • Lekarze ze szpitali: Pacjenci nie mogą bać się przychodzić po pomoc
  • Dość tego! Oto nowe premie prezesów od Euro 2012 
  •  (skopiowane z: "wPolityce.pl") 

     UJAWNIAMY. Kryzys w wydaniu stołecznej PO. Warszawscy urzędnicy w minionym roku przyznali sobie niemal 43 miliony złotych nagród!

    opublikowano: wczoraj, 10:16 | ostatnia zmiana: wczoraj, 12:32

    Fot. Profil Hanny Gronkiewicz-Waltz na Facebooku
    Władze Warszawy przekonują, że wszechobecny kryzys musi odbić się również na codziennym życiu mieszkańców stolicy. Stąd bardzo duże podwyżki cen biletów miejskich, stąd rosnące opłaty za czynsz mieszkań, poszerzenie strefy płatnego parkowania, a także wprowadzone wysokie opłaty za wywóz śmieci. Wszystko w trosce o budżet i finanse publiczne Warszawy kierowanej od kilku lat przez Hannę Gronkiewicz-Waltz.
    Efekty zaciskania pasa i coraz większych wydatków widać jednak nie tam, gdzie oczekiwaliby tego mieszkańcy. Informacje o przedłużającej się (a przy tym niezwykle drogiej) naprawie Wisłostrady czy promocji spotów reklamowych w zaprzyjaźnionych mediach to jednak nic w porównaniu z odpowiedzią, jaką nasz Czytelnik otrzymał od władz Warszawy.
    CZYTAJ WIĘCEJ: Władze stolicy i "zaprzyjaźnione media". Za emisję spotu „Zakochaj się w Warszawie na Święta” TVN wziął od ratusza 600 000 zł!
    Kilka miesięcy temu media obiegła wieść o premiach dla warszawskich burmistrzów, które przyznała im Hanna Gronkiewicz-Waltz. Chodziło o 120 tys. złotych, co w czasach kryzysu wywołało zrozumiałe oburzenie. Czytelnik portalu wPolityce.pl zapytał władze miasta o całość przyznanych w 2012 r. premii i nagród. Efekty są naprawdę szokujące.
    Jak się okazuje, całkowita wysokość nagród w Urzędzie Miasta Warszawy wyniosła w minionym roku... niemal 43 miliony złotych! A precyzyjnie mówiąc - 42 953 462 złotych.
    Niektórzy z burmistrzów i ich zastępców (przykładowo - dzielnica Bemowo ma ich aż czterech) otrzymywali nagrody trzy razy w roku - za każdym razem była to suma pięciu, sześciu, a nawet dziesięciu tysięcy złotych.
    Warto przytoczyć konkretne liczby, bo świetnie odzwierciedlają one skalę problemu.
    I tak wspomniane już Bemowo. Burmistrz dzielnicy premie otrzymał trzykrotnie. Kwiecień - 7200 złotych, lipiec - kolejne 7000 zł, wreszcie grudzień - 9500 zł. Jego czterej zastępcy byli tylko trochę gorsi. Kwiecień - od 5 do 6,5 tys. złotych na głowę, lipiec - podobnie, od 5,2 do 6,5 tys. złotych, grudzień pogodził wszystkich pomocników burmistrza - otrzymali zgodnie po 8 tysięcy złotych. I tak jest z każdą dzielnicą - Białołęką, Wolą, Bielanami... wymieniać można by długo.
    Do tego dochodzą premie dla innych urzędników i współpracowników urzędu miasta. Łącznie daje to czterdzieści trzy miliony złotych, co jest naprawdę dużą kwotą - dla porównania na świąteczne dekoracje rządzący stolicą wydają ok. dwóch milionów złotych, co już wtedy wywoływało słuszne oburzenie.
    Czterdzieści trzy miliony złotych. Proszę zapamiętać tę kwotę, gdy znów usłyszymy o przedłużającym się terminie oddania Wisłostrady, drugiej nitki metra czy walących się budynkach przy jego budowie. Powoli zaczynamy rozumieć promocyjne hasło stolicy - "Zakochaj się w Warszawie!". Niektórzy mogą być naprawdę wdzięczni i pełni miłości wobec rządzących stolicą.
    lw

  • Bogdan Borusewicz lata średnio co trzy dni 

    Prawie 400 tys. złotych kosztowały loty marszałka Senatu Bogdana Borusewicza (PO) na trasie praca - dom - praca - pisze "Super Express".

    "SE" otrzymał od Kancelarii Senatu zestawienie rejsowych lotów Bogdana Borusewicza na trasie Warszawa - Gdańsk - Warszawa. Lista zawiera loty odbyte przez polityka PO od 2007 r. do stycznia 2013 r.

    Z zestawienia wynika, że w ciągu sześciu lat Borusewicz skorzystał z lotów rejsowych 713 razy. Jak wyliczył "SE", marszałek z PO latał więc średnio co trzy dni. Najwięcej przelotów - 156 - Borusewicz zaliczył w 2011 r.

    Kancelaria Senatu podała, że koszt jednego przelotu Borusewicza to ok. 511-538 zł. 713 lotów kosztowało więc ok. 364 tys. - 383 tys. zł.

    - Wszystkie przeloty były służbowe i wiązały się z wykonywaniem mandatu senatora i obowiązków marszałka Senatu - oświadczył Zdzisław Iwanicki, wicedyrektor gabinetu marszałka Senatu.

    Ustawa o wykonywaniu mandatu posła i senatora w art. 43 stwierdza, że "Poseł i senator ma prawo, na terenie kraju, do bezpłatnego przejazdu środkami publicznego transportu zbiorowego oraz przelotów w krajowym przewozie lotniczym, a także do bezpłatnych przejazdów środkami publicznej komunikacji miejskiej".
                                                                                          
    Rozporządzenie ministra infrastruktury z 28 grudnia 2001 r. w sprawie trybu korzystania przez posłów i senatorów z bezpłatnych przejazdów i przelotów na terenie kraju wskazuje Polskie Linie Lotnicze LOT S.A. jako zapewniające przewóz parlamentarzystów na trasach krajowych.
    zew, "Super Express"

    A to pisze "Fakt": http://www.fakt.pl/Senat-Bogdan-Borusewicz-latal-wyprowadzac-psa-,artykuly,205700,1.html 

     "Wpolityce,pl/wydarzenia" http://wpolityce.pl/wydarzenia/45492-borusewicz-dwukrotnie-przyznal-sobie-premie-350-proc-pensji-to-nagroda-za-prace-bardziej-intensywna-niz-szeregowego-parlamentarzysty 

    I jeszcze to:  http://pressmix.eu/index.php/2012/11/05/lista-hanby-platformy-obywatelskiej-polska-rzadzi-mafia-rodzinna-z-po/

     
    Joński: interpelacja do Tuska ws. nagród w resortach  (skopiowane z Onet.wiadomości - 30.07.2013 r.) 

    Rzecznik SLD Dariusz Joński zapowiedział, że jeszcze dzisiaj skieruje do premiera Donal­da Tuska interpelację w sprawie nagród, jakie w tym roku miano przyznać w minister­stwach. Jak ocenił, nagrody świadczą o hipokryzji wicepremiera, ministra finansów Jacka Rostowskiego.
    Dariusz Joński
    Foto: Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

    Interpelacja Jońskiego to reakcja na publikację "Super Expressu". "SE" napisał, że zaledwie przez 6 miesięcy 2013 r. rząd Donalda Tuska wypłacił swoim urzędnikom 21,6 mln zł nagród. Najhojniejszy okazał się Radosław Sikorski, szef MSZ, gdzie nagrody wyniosły 9,2 mln złotych. Prawie 3 mln zł przyznano w MON, a 2,4 mln złotych w resorcie finansów - podała gazeta.
    REKLAMA
    W kancelarii premiera przyznano nagrody w wy­sokości ponad 650 tys. zł.

    Joński ocenił, że informacje o nagrodach świad­czą o hipokryzji ministra finansów Jacka Rostow­skiego. Przypomniał, że w zeszłym tygodniu Sejm przegłosował zawieszenie w ustawie o fi­nansach publicznych pierwszego, 50-procento­wego progu ostrożnościowego, a w tegorocz­nym budżecie brakuje 24 miliardów złotych. Oprócz tego, w ubiegłą środę prezydent Broni­sław Komorowski ratyfikował unijny pakt fiskal­ny, który państwom członkowskim narzuca dys­cyplinę budżetową.

    - Tymczasem dowiadujemy się, że panowie mini­strowie wypłacili sobie nagrody na kwotę 21 mln złotych. Jest to o tyle hipokryzja, że w budżecie bra­
    kuje dzisiaj środków, dokładnie 24 mld złotych. Tym samym wypadałoby, żeby pan minister finan­sów zrozumiał i zaczął oszczędności od siebie - powiedział rzecznik SLD.

    - Nie możemy być ślepi i głusi na to, co się dzieje (...), w związku z tym złożymy zapytanie do pana premiera, w formie interpelacji. Pan premier powinien powiedzieć, przede wszystkim ile osób, kto do­stał, w jakiej wysokości, ale też dlaczego podjęto taką decyzję. Przecież pan premier o sytuacji finansów publicznych wie już od kilku tygodni - zaznaczył Joński.
    Interpelacja jeszcze dziś ma wpłynąć do kancelarii premiera.

    (PG)
    Źródło: PAP


    Borusewicz dostał gigantyczną odprawę emerytalną! http://www.se.pl/wiadomosci/polityka/borusewicz-dostal-gigantyczna-odprawe-emerytalna_843322.html


    Kosztowne wojaże posła Śniadka. Obrońca ubogich lata co trzy dni! (skopiowane z Fakt.pl i Onet bez reklam i komentarzy internautów)

    Janusz Śniadek lata samolotem za pieniądze podatników

    Aż 150 razy w tej kadencji Sejmu poseł PiS Janusz Śniadek (58 l.) wznosił się w przestworza. Wygodnie, szybko, miła uśmiechnięta obsługa. Żadnych korków na drogach, czy wlekących się zatłoczonych pociągów. Oczywiście na to, by były szef Solidarności mógł wygodnie dolecieć do domu w Trójmieście, składają się wszyscy Polacy  


    – Gdybym miał jeździć pociągiem osiem godzin, to dla mnie byłby duży problem – tak bezczelnie tłumaczy się Śniadek z podniebnych kosztownych wojaży. A byłoby go stać nawet na jeżdżenie do Warszawy za swoje, bo zarabia w przecież w Sejmie 12,5 tys. zł miesięcznie...

    Cóż, politycy nie mają wstydu za grosz! Zapytaliśmy posła Janusza Śniadka (58 l.), który mieni się obrońcą biednych, dlaczego do domu lata samolotami, skoro pociągiem byłoby znacznie taniej. Pytanie na miejscu, bo jest kryzys, a za przeloty płacimy my, podatnicy. Poseł się oburzył, że każemy mu telepać się pociągiem aż do Trójmiasta, gdzie mieszka. Dlaczego Śniadek wybiera akurat samolot, a nie choćby pociąg? Też ma go przecież za darmo! – Tak jest najszybciej – ucina poseł PiS. Ale i... trzy razy drożej. Ale wieloletni działacz związkowy ma takie przyziemne argumenty gdzieś. – Proponuje mi pani dojeżdżanie z Gdańska, gdzie czasy przejazdu przy tych remontach to około siedem godzin? Gdybym miał jeździć pociągiem osiem godzin, to dla mnie byłby duży problem – mówi poseł PiS.

    Zwykli Polacy, żeby dotrzeć do pracy telepią się godzinami po zdezelowanych torach. I jeszcze sami muszą pokryć koszty dojazdu, a zarabiają kilkakrotnie mniej niż poseł Śniadek. On zgarnia co miesiąc 12,5 tys. zł. To trzy razy więcej niż średnia w pensja (3,8 tys. zł.) w Polsce . Ale czy posła Śniadka to już w ogóle coś obchodzi?


    Takich panów jest wiecej: http://fakt.onet.pl/Poslowie-lataja-za-nasze-pieniadze-Ile-lataja-politycy-,artykuly,224181,1.html

    http://www.fakt.pl/politycy-woza-sie-rzadowymi-autami-i-kaza-nam-placic-za-paliwo,artykuly,432460,1.html           http://wiadomosci.onet.pl/kraj/tusk-bede-rozmawial-z-ministrami-ws-zwrotu-pieniedzy-za-paliwo/61tws


    Fakt.pl » Polityka » Politycy » 23-latka pracuje u premiera. U Tuska jest praca dla młodych.
    23 lata i 7200 pensji. Tak się pracuje u premiera
    Słowa kluczowe: Dobrawa Morzyńska, Donald Tusk, Jacek Cichocki, PO, kancelaria premiera, minister, praca, studia
    A A+ A++ 21.10.2013 05:07
    ZOBACZ ZDJĘCIA
    Premier Donald Tusk dobrze płaci młodzieży z PO
    Robota jak marzenie. W biurze. I to u boku samego premiera. Choć co czwarty absolwent w Polsce ląduje na bezrobociu, niektórzy mają więcej szczęścia – bo od najmłodszych lat poświęcają się partyjnej pracy na rzecz rządzących. Tak jak Dobrawa Morzyńska – radna PO z Pruszcza Gdańskiego – która ma dopiero 23 lata, a w Kancelarii Premiera jest już ważną osobą. Zarabia u Donalda Tuska (56 l.) 86 tys. zł rocznie. To nie wszystko! Dodatkowo jako radna z samych diet dostaje kolejne 15 tys. zł!
    Zobacz galerię zdjęć (2/8)

    Niedawno Kancelaria Premiera ogłosiła program stażu dla młodych ludzi, tyle że darmowy. Są jednak wybrańcy, którzy mimo młodego wieku, mogą liczyć na sowite pensje. Jak to zrobić? Recepta jest prosta – wystarczy związać się z PO i realizować z oddaniem partyjne zadania. Oto przykład: 23-letnia Dobrawa Morzyńska nie skończyła jeszcze nawet studiów, a już zgarnia u premiera 7,2 tys. zł miesięcznie jako... asystentka polityczna szefa KPRM, czyli Jacka Cichockiego. Ten przejął ją po swoim poprzedniku Tomaszu Arabskim i nie może się nachwalić młodej pracownicy. – Jest skuteczna w działaniu. Wiele rzeczy mi ułatwia, bo ma długie doświadczenie w pracy w kancelarii – mówił w mediach. Jakie to doświadczenie? Raczej marne, bo Dobrawa Morzyńska pracuje w KPRM dopiero od półtora roku. Wcześniej dorabiała na umowach–zleceniach w biurze PO.

    Na dodatek urocza asystentka na co najmniej kilka dni w miesiącu porzuca pracę w Kancelarii Premiera i jedzie do Pruszcza Gdańskiego na posiedzenie Rady Miasta, gdzie jest radną. Dzięki temu rocznie zgarnia w sumie aż 100 tys. zł!
    – Pracę radnej i obowiązki służbowe w Kancelarii Premiera godzę bezproblemowo. Takie samorządowe spojrzenie przydaje się też w pracy dla KPRM. Oba zajęcia traktuję na równi, pomimo tego, że Pruszcz Gdański i Warszawę dzieli duża odległość, to jestem w swoim rodzinnym mieście regularnie – mówi Faktowi Dobrawa Morzyńska.

    PO słynie z tego, że na dobrze płatnych stanowiskach w administracji rządowej zatrudnia ludzi bez wielkiego doświadczenia, ale za to dla partii gotowych na wiele poświęceń. Fakt pisał już o Michale Klimczaku, 23-latku, który w gabinecie politycznym ministra transportu zarabia prawie 5 tys. zł. Niedawno wyszło też na jaw, że minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz (52 l.) zatrudnił w resorcie 21-letniego Adama Malczyka, wypłacając mu – bagatela – 4,7 tys. zł. Jak więc widać praca dla młodych jest. W PO!

    http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/717499,Miliony-dla-ludzi-PO-bedacych-na-panstwowy





    AFERA TAKSÓWKOWA
    Hofman! Oddaj kasę, przeproś i nie pajacuj

    Słowa kluczowe: ,

    Pan Ma­riusz Dyśko chciał, by cała Pol­ska się do­wie­dzia­ła, na co po­sło­wie wy­da­ją pu­blicz­ne pie­nią­dze. Dla­te­go – gdy żona posła Adama Hof­ma­na z PiS (34 l.) – za­pła­ci­ła za kurs jego tak­sów­ką kartą na­le­żą­cą do biura po­sel­skie­go, po­wia­do­mił o tym Fakt. Za­dzwo­ni­li­śmy do posła Hof­ma­na, by wy­ja­śnił, jak to się stało, że jego żona ko­rzy­sta z kart na­le­żą­cych do biura. Re­ak­cja była na­tych­mia­sto­wa. Jesz­cze tego sa­me­go dnia pana Ma­riu­sza we­zwa­no na dy­wa­nik do kor­po­ra­cji, w któ­rej pra­cu­je. Zo­stał zwol­nio­ny. Panie pośle, myśli pan, że w ten spo­sób da się za­stra­szyć Po­la­ków, któ­rzy chcą tępić nad­uży­cia wła­dzy?
    Jo­an­na Hof­man po­sta­no­wi­ła sko­rzy­stać z po­sel­skie­go przy­wi­le­ju męża i za­mó­wi­ła kurs tak­sów­ką, roz­li­cza­jąc ją na biuro po­sel­skie. Ozna­cza to, że za tak­sów­kę wszy­scy za­pła­ci­li­śmy z na­szych po­dat­ków! Pani Hof­ma­no­wa w żad­nym wy­pad­ku nie wy­peł­nia­ła obo­wiąz­ków po­sel­skich, a tylko na takie prze­jaz­dy po­słom wolno brać tak­sów­ki, za które płacą z pie­nię­dzy prze­zna­czo­nych na dzia­łal­ność biur po­sel­skich.


  • Tak­sów­karz pan Ma­riusz Dyśko – zbul­wer­so­wa­ny że­nu­ją­cą po­sta­wą pani Hof­ma­no­wej – po­sta­no­wił ujaw­nić spra­wę i za­wia­do­mił o wszyst­kim naszą re­dak­cję. W czwar­tek po po­łu­dniu roz­ma­wia­li­śmy na ten temat z po­słem Hof­ma­nem, który tłu­ma­czył, że tak­sów­ki roz­li­cza pod ko­niec roku i za takie pry­wat­ne prze­jaz­dy płaci z wła­snej kie­sze­ni. żona ko­rzy­sta z vo­uche­rów po­sel­skich, bo tak jest jej wy­god­niej!
  • Adam HofmanŻona posła Adama Hofmana.Żona posła Hofmana
    – Zwłasz­cza, jak się nie ma aku­rat go­tów­ki, to jest tak jak ko­rzy­sta­nie z karty, też jest wy­god­niej­sze – po­wie­dział nam poseł i oświad­czył, że przy pod­li­cza­niu tak­só­wek pod ko­niec roku kursu żony na pewno nie roz­li­czy z pie­nię­dzy na pro­wa­dze­nie biura po­sel­skie­go. Jak wie­rzyć w takie za­pew­nie­nia, skoro go­dzi­nę po tej roz­mo­wie tak­sów­karz zo­stał we­zwa­ny na dy­wa­nik przez wła­dze kor­po­ra­cji i stra­cił pracę.
    – Zde­ner­wo­wa­łem się, gdy zo­ba­czy­łem, że żona posła roz­li­cza kurs na biuro po­sel­skie. Nie chcia­łem się z nią kłó­cić, ale po­sta­no­wi­łem to ujaw­nić. Teraz to ja je­stem uka­ra­ny – opo­wia­da nam za­ła­ma­ny pan Ma­riusz.
    Poseł Hof­man jed­nak sta­now­czo za­prze­cza, że to on do­pro­wa­dził do wy­rzu­ce­nia kie­row­cy z pracy.
    – Nic o tym nie wiem, do­wia­du­ję się o tym w tej chwi­li od pani – po­wie­dział Fak­to­wi w pią­tek rano. –Je­że­li ktoś tego pana zwol­nił, to kor­po­ra­cja tak­sów­ko­wa. Nie mia­łem z tym nic wspól­ne­go, po­wta­rzam, do­wia­du­ję się tego w tej chwi­li.
    Jak to jed­nak moż­li­we, że kie­row­ca zo­stał zwol­nio­ny pra­wie na­tych­miast po na­szej roz­mo­wie z po­słem, choć spra­wa pu­blicz­nie jesz­cze w ogóle nie była znana? Chyba mało kto uwie­rzy w takie tłu­ma­cze­nia. Mało kto także uwie­rzy w tłu­ma­cze­nia o roz­li­cze­niach tak­só­wek pod ko­niec roku – poseł mu­siał­by pro­wa­dzić skom­pli­ko­wa­na bu­chal­te­rię, by po wielu mie­sią­cach wie­dzieć, któ­re­go dnia i z ja­kie­go po­wo­du jego żona brała tak­sów­kę. Dla­te­go Panie pośle, le­piej, żeby skoń­czył Pan z dziw­ny­mi tłu­ma­cze­nia­mi, za­pła­cił za tak­sów­kę i prze­pro­sił.
    Afera tak­sów­ko­wa Jo­an­ny Hof­ma­no­wej może nie ujść na sucho jej mę­żo­wi. Wła­dze klubu par­la­men­tar­ne­go Prawa i Spra­wie­dli­wo­ści za­po­wia­da­ją in­ter­wen­cję w tej spra­wie. – Będę roz­ma­wiał z po­słem Hof­ma­nem o spra­wie tak­só­wek i o zwol­nie­niu z pracy tak­sów­ka­rza. Spra­wa bę­dzie wy­ja­śnia­nia – po­wie­dział nam szef klubu par­la­men­tar­ne­go PiS poseł Ma­riusz Błasz­czak (45 l.).
    Miej­my na­dzie­ję, że spra­wa za­koń­czy się uka­ra­niem posła, a wła­dze klubu do­pro­wa­dzą do ukró­ce­nia pro­ce­de­ru wy­łu­dza­nia przez ro­dzi­ny po­słów przy­wi­le­jów na­leż­nych tylko par­la­men­ta­rzy­stom.
    Zo­bacz, jak pra­cu­ją po­sło­wie na po­sie­dze­niach ko­mi­sji

    Wstyd nie tylko sobie, ale i Polsce przynoszą!
    "Wprost": przyjaciel Sikorskiego dostawał za konsultowanie jego przemówień olbrzymie  sumy.
    Brytyjski dyplomata i zarazem znajomy Radosława Sikorskiego dostawał za konsultowanie jego wystąpień olbrzymie sumy – podaje "Wprost". Jak czytamy w tygodniku, MSZ przyznaje, że chodzi o średnio 19 tys. zł za poprawki w jednym przemówieniu. Łącznie kosztowały one ponad ćwierć miliona złotych. \

                                                                       Zamiast komentarza                     

    7 komentarzy:

    1. To ci co krzyczeli na czerwonych.

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Tamta czerwona burżuazja nie była tak bezczelna jak ci obecni. A złodziei to wtedy zamykano, a nawet wieszano.

        Usuń
    2. Precz z POmuną!

      OdpowiedzUsuń
    3. Probus ! Pozdrawiam Cię i życzę powodzenia!

      OdpowiedzUsuń
    4. Makabra ! Walczyłem o te zmiany które miały przynieść prawo, sprawiedliwość, likwidacje przekupstwa, złodziejstwa, rownych szans itd. Mamy Sikorskiego, Giertycha, Niesiolowskiego, Walese, Nalecza, Gronkiewicz, Tuska, itd. Czasem mysle ze gdyby doszło do karania elit i urzednikow to co najmniej co drugi powinien siedzieć i nie tylko

      OdpowiedzUsuń
    5. A czemu tam niema nikogo z SLD?

      OdpowiedzUsuń