wtorek, 31 grudnia 2013

Wszystkiego Najlepszego w Nowym Roku!



    Żeby był lepszy od roku 2013, ale niekoniecznie lepszy od roku 2015. 

    Żeby był dobry dla wszystkich ludzi na całym świecie.

    Żeby Polacy uśmiechali się do siebie i pomagali sobie wzajemnie. 

    Żeby nie szukano tego co dzieli a tylko to co łączy wszystkich Polaków.


    Żeby nie zabrakło pracy i chleba dla wszystkich.

    Dużo. dużo, dużo zdrowia, wzajemnego szacunku, miłości i spełnienia wszystkich marzeń! 

Życzmy sobie wszyscy!
....
                                                    
PS.
I obyśmy jutro zdrowi byli!  




"Jak pijemy? Różne zawody" - http://tiny.pl/hks1d



Ku przestrodze: "Skutki picia wódki" -  http://tiny.pl/h4lt5


Serdecznie dziękuję Wszystkim za przysłane życzenia!

piątek, 27 grudnia 2013

Rocznica wybuchu Powstania Wielkopolskiego. Wieczna chwała bohaterom!




95 lat temu wybuchło zwycięskie Powstanie Wielkopolskie. "Problem niepodległości był sprawą całego społeczeństwa" opublikowano: dzisiaj, 8:46
Rozdawanie broni pomiędzy ludności polskiej na placu Wolności w Poznaniu. poznan.pl

Powstanie wielkopolskie, które wybuchło 27 grudnia 1918 roku, było jedyną tak dużą, udaną insurekcją w naszej historii - doprowadziło do wyzwolenia spod władzy niemieckiej niemal całej Wielkopolski. W piątek obchodzona będzie 95. rocznica jego wybuchu.

Według kierownika Zakładu Historii Wojskowej Instytutu Historii UAM w Poznaniu Zbigniewa Pilarczyka, powstanie zakończyło się sukcesem dzięki dobrej organizacji zrywu, ale także wysokiej samoorganizacji wielkopolskiego społeczeństwa.

Mieliśmy do czynienia z bardzo dobrze wykształconymi stanami społecznymi. Cała praca patriotyczna była kierowana do wszystkich stanów, nie tylko do wybranych - jak to było w czasach wcześniejszych powstań. Problem niepodległości był sprawą całego społeczeństwa, każdy mógł się do tej pracywłączyć, działając chociażby w czytelniach i bankach ludowych, towarzystwach śpiewaczych czygimnastycznych

- powiedział.

Jak podkreślił, możliwości budowy polskich organizacji dawali Polakom sami zaborcy.

Przyjmuje się,że w zaborze pruskim germanizacja była bardzo ostra, tymczasem ona z biegiem czasu miała różne natężenie. Gdyby ta germanizacja rzeczywiście była tak radykalna, jak wielu sądzi, skąd wzięłoby się kilkaset polskich organizacji działających na terenie Wielkopolski?

- powiedział Pilarczyk.

Mieliśmy do czynienia z dobrze kształtującym się, nowoczesnym, świadomym społeczeństwem. Jego budowanie było przed 1918 rokiem dobrym fundamentem do prowadzenia prac nad organizacją powstania

- dodał.

Wypracowane przez Wielkopolan idee pracy organicznej wiązały się, w opinii Zbigniewa Pilarczyka, ze sprawą sposobu zagospodarowania niepodległości.

Wiadomo było, że ta niepodległość przyjdzie, ale rzeczą ważniejszą od samego jej zdobywania była kwestia jej wykorzystania. To chociażby sprawa przygotowania kompetentnych osób do obsadzenianiemieckich dotąd urzędów. Rzeczywistość 1919 roku udowodniła, że Wielkopolanie przygotowali się dotego odpowiednio

- powiedział historyk.

Właściwy czas na podjęcie walki nadszedł w grudniu 1918 r., kiedy to wyczerpane militarnie I wojną światową Niemcy musiały zmniejszyć opresje wobec okupowanych przez siebie terenów.

Czynniki zewnętrze sprzyjały Polakom. Wielu działaczy niepodległościowych upatrywało szansy w tym, że zaborcy są ze sobą skonfliktowani. Sytuacja pod koniec 1918 roku - zwłaszcza jeśli chodzi o Niemcy,spowodowała, że zelżał nadzór policyjny i rządowy nad Prowincją Poznańską. Pierwotnie zakładano, że powstanie wybuchnie na początku 1919 roku. To, co zdarzyło się w Poznaniu w ostatnich dniach grudnia 1918 roku można nazwać dziełem przypadku

- powiedział Pilarczyk.

Bezpośrednią przyczyną wybuchu powstania była wizyta w Poznaniu wybitnego pianisty, męża stanu Ignacego Jana Paderewskiego. Jego przyjazd 26 grudnia był okazją do zorganizowania manifestacji patriotycznej.

27 grudnia 1918 roku Polacy gromadzili się pod budynkiem Bazaru, w którym zatrzymał się Paderewski.Niemcy zorganizowali kontrpochód, jego uczestnicy zniszczyli po drodze siedzibę Komisariatu Naczelnej Rady Ludowej - legalnej polskiej władzy państwowej, uznanej przez Polski Sejm Dzielnicowy.

W gotowości bojowej czekały polskie oddziały Służby Straży i Bezpieczeństwa oraz Straży Ludowej.Przed godziną 17. sytuacja wymknęła się spod kontroli. Padł pierwszy strzał - wybuchło powstanie.

Istniało niebezpieczeństwo, że wydarzenia z 27 grudnia staną się zarzewiem konfliktu międzynarodowego. Obie strony - niemiecka i polska - nie dopuszczały do tego, by początek powstania był początkiem wojny niemiecko-polskiej. To byłaby najgorsza możliwość - również z punktu widzenia odbioru międzynarodowego. Sprawę traktowano jako wewnętrzny konflikt Niemiec

- powiedział Zbigniew Pilarczyk.

Początkowo Naczelna Rada Ludowa prowadziła z Niemcami rozmowy o zachowaniu spokoju. Ostatecznie jednak nominowała na tymczasowego dowódcę powstania Stanisława Taczaka.
W pierwszym okresie walk powstańczych, do końca roku, Polakom udało się zdobyć większą część Poznania. Ostatecznie miasto zostało wyzwolone 6 stycznia, kiedy to przejęto lotnisko Ławica. W polskie ręce wpadło kilkaset samolotów. Do połowy stycznia wyzwolono większą część Wielkopolski.

Pod koniec stycznia 1919 roku Niemcy rozpoczęli ofensywę na froncie północnym, w połowie lutego przenieśli siedzibę naczelnego dowództwa do Kołobrzegu, co miało świadczyć o planach ofensywnych przeciwko Wielkopolsce. W sukurs Polakom przyszli politycy Ententy.

Zdobycze powstańców potwierdził rozejm w Trewirze podpisany pomiędzy Niemcami a państwami Ententy 16 lutego 1919 r. W myśl jego ustaleń, front wielkopolski został uznany za front walki państw sprzymierzonych.

Efekty powstania to jednak przede wszystkim zasługa samych powstańców a nie zabiegów dyplomatycznych. Gdyby nie te zdobycze z pierwszych tygodni powstania, rozejm w Trewirze dotyczyłby zupełnie innego obszaru

- powiedział Zbigniew Pilarczyk.

Ostateczne zwycięstwo przypieczętował podpisany 28 czerwca 1919 traktat wersalski, w wyniku którego do Polski powróciła - z wyjątkiem skrawków - prawie cała Wielkopolska. Powstanie zakończyło się sukcesem.

Główne obchody 95. rocznicy wybuchu powstania wielkopolskiego odbędą się 27 grudnia w Poznaniu. Zaplanowano uroczystości pod Pomnikiem Powstańców Wielkopolskich i inscenizację na placu Wolności. Patronat honorowy nad poznańskimi uroczystościami objął prezydent Bronisław Komorowski.

lw, PAP

Zainteresował Cię artykuł?

DODATEK HISTORYCZNY
 kategorie: Historia
 Dodatek historyczny 




**********************************************************************************************
PS.
    Wielkim smutkiem napawa fakt, że bohaterowie walk o Polskę odchodzą w niepamięć.  
    Przed niecałym miesiącem była rocznica Powstania Listopadowego. Kto pamiętał o niej? Na pewno nie politycy.          

    Wstyd! Wielki wstyd!
A powodów do wstydu, jak widać,  jest więcej!  

Wesołego "po Świętach"!


niedziela, 22 grudnia 2013

Święta. Na wesoło

Przepis na karpia:
Dokładnie umytego karpia, układamy na dnie naczynia, najlepiej szklanego.

Dodajemy goździki, cynamon, skrapiamy cytryną.
Tak przygotowanego karpia zalewamy szklanką wina białego, szklanką wina czerwonego, dodając 100 ml ginu, 100 ml koniaku,
200 ml smirnoffa i 50 ml białego rumu i obowiązkowo 150 ml tequili.
Potrawy nie musimy nawet poddawać obróbce cieplnej.
Karpia wyrzucamy, bo jest zbędny.
Natomiast ..... Sos. Sos jest .... paluszki lizać!
 PS. Karp musi być martwy, bo inaczej bydlę sos wychleje !!!
Smacznego!  

Jak zabić świątecznego karpia.

1. Bicie na chama:
- młotek: walnąć z całej siły między oczy lub w okolice oczu (uważać na palce)
- tasak: obciąć głowę (uważać na dłoń)

Skutki uboczne: gwarantowane wyrzuty sumienia i mdłości.
Nasze kalectwo i śmierć karpia równie prawdopodobne…

2. Bicie „na tchórza” – unikanie walki:
- do wanny z karpiem wrzuca się włączoną suszarkę do włosów.

Skutki uboczne: wymiana korków, zakup nowej suszarki.

3. Bicie psychologiczne:
- podchodzi się do wanny, w której beztrosko pływa karp i znienacka pokazuje mu się kalendarz z zakreśloną czerwonym pisakiem datą 24 grudnia (na 99,9% karp umrze na zawał)

Skutki uboczne: a co będzie, jak trafisz na ten 0,01%?

4. Gry wojenne:
- do wanny wrzucasz petardę

Skutki uboczne: odpada patroszenie, lecz dochodzi malowanie ścian i sufitu.

5. Bicie damskie:
- wyciągasz korek z wanny i wychodzisz na papierosa i serial brazylijski

Skutki uboczne: możesz zachorować na raka (palenie szkodzi.

6. Bicie niesportowe:
- idąc do domu z karpiem udajesz, że niechcący wypada ci siatka pod nadjeżdżający autobus.

Skutki uboczne: czasem kierowca autobusu chcąc uniknąć kolizji z siatką, w której może przecież być mina przeciwpancerna, przejeżdża nie tego co trzeba.

7. Bicie koleżeńskie:
- wypijasz z karpiem flaszkę i tłumaczysz mu, że on nie ma już po co żyć, bo jego dziewczyna zdradza go z innym w sąsiedniej centrali rybnej; (karp umiera z żalu lub przepicia)

Skutki uboczne: chora wątroba, wyrzuty sumienia, a jak karp wie coś o twojej żonie?

                           

Wesołych Świąt


Śpiewające zwierzaczki   

czwartek, 12 grudnia 2013

Rocznica nieinternowania pana prezesa, także stanu wojennego

    "Komuna" padła prawie ćwierć wieku temu, ale spóźnieni rewolucjoniści wciąż z nią walczą. Zwłaszcza ci o których wówczas niewielu Polaków słyszało. Największą krzywdę uczynił wredny generał, tym których nie chciał internować. A mógł chociaż na 5 minut! Muszą jakoś odreagować swoje krzywdy. Najbardziej waleczni przychodzą pokrzyczeć pod jego domem. Pan J. Kaczyński planuje marsz ulicami Warszawy. 
    Poglądy i wypowiedzi pana prezesa na temat stanu wojennego są powszechnie znane. Ciekawe czy sam w to wierzy, podobnie jak w "zamach smoleński", sztuczną mgłę, hel (cięższy od powietrza?!), itd. itp. etc. Co wyprawia, każdy widzi. No comment! 
    A tutaj wypowiedzi polityków (nie tylko) zachodnich: http://tiny.pl/h1nj9 oraz ciąg dalszy (wywiad - rozmowa z generałem): http://tiny.pl/hjg79

PS.
    Przed dwoma tygodniami minęła rocznica wybuchu Powstania Listopadowego. Powstania które mogło być wygrane gdyby "wodzom" nie zabrakło ikry. Powstania w którym dowody swojego heroizmu, w wielu bitwach, pokazały rzesze żołnierzy i oficerów. 
    Czy ktoś z polityków raczył zająknąć się na temat uczczenia tamtych wydarzeń i ich bohaterów? 

środa, 4 grudnia 2013

BARBÓRKA. GÓRNICZE ŚWIĘTO!



Wszystkiego Najlepszego! 

Takie różne. Na wesoło!

PROMOCJA!
Tylko do końca tego tygodnia wszyscy klienci w naszym sklepie obsługiwani będą poza kolejnością.

-  Kaśka, twoja siostra w ciąży?
- Tak, a co?
- Mam do sprawę.
- ??????
- Zrobiła by dla mnie test ciążowy? Przyniosę swój, tylko niech mi na niego,  no, wiesz !!
- ????
- Po co ci to?
- Chłopak mnie dzisiaj rano wystraszył w łazience, mało zawału nie dostałam. To mu się ku..a odwdzieczę!

Zderzył się czarny BMW z małym fiacikiem. Z BMW wysiada czterech dresów, a z malucha starszy, poukładany, spokojny facet. Dresy:
- No, facet, sprzedawaj dom, samochód mieszkanie, co masz, może się wypłacisz.
Facet:
- A kto wy jesteście?
Dresy w śmiech:
- My sportowcy.
Facet wyjmuje rewolwer i przez zaciśnięte zęby:
- No to na miejsca, gotowi, START!

Przed amerykańskim sądem toczy się rozprawa. Sędzia:
- Skazuję oskarżonego na łączną karę 230 lat pozbawienia wolności. 
Oskarżony zaczyna histerycznie płakać. Sędzia na to:
- Proszę nie martwić się. Nie jesteśmy biurokratami. Odsiedzi pan tyle, ile będzie mógł.

Kto był pierwszym wędkarzem?
W markecie facet kupuje kurczaka, idzie do kasy, kładzie na taśmie.
Kurczak jest mokry, trochę obcieka, więc kasjerka krzyczy do koleżanki:
- Dorota podaj szmatę, bo panu z ptaka kapie… 

Anestezjolog mówi do pacjenta przed operacją:
- Dziś usypiamy za darmo… ale budzimy za pieniądze.
Donald Tusk spotkał się z poszkodowanymi po nawałnicy:
- I co, śnieg sypał?
- No sypał, sypał.
- I wiało?
- No wiało panie premierze.
- Sami widzicie w jakich warunkach przyszło nam rządzić. 


Wraca syn z Anglii do domu na wieś. Ojciec mówi do niego:
- Synu, idź wyrzuć gnój na pole.
- What?
-Uot krowy i uot kunia. 

Przychodzi do KGB stary Izaak Mojsiejewicz i powiada że chce paszport, bo ma zamiar wyemigrować. Oficer pyta się go: 
— Co się stało? Wytrzymaliście Stalina, Chruszczowa, Breżniewa, pierestrojkę i kryzys, a teraz, gdy
nareszcie można odetchnąć, chcecie emigrować na stare lata?
— To z powodu homoseksualizmu.
— Przecież u was z tym wszystko w porządku!
— U mnie w porządku, ale widzę co się dzieje. Za Stalina homoseksualistów rozstrzeliwali. Za Chruszczowa wsadzali do paki. Za Breżniewa przymusowo leczyli. Za Gorbaczowa przestali się nimi zajmować, a potem homoseksualizm zrobił się modny. To ja chcę wyjechać, póki jeszcze nie jest obowiązkowy.

- Dobry wieczór, mam na imię Wanda, jestem pana nową sąsiadką. 
- Miło mi, Dawid.
- Chcę dziś poszaleć: popić, popalić i kochać się całą noc! Masz wolny wieczór?
- TAK!
- Uff, super. To zostawię ci mojego pieska.

Student marketingu Ivan Iwanow, napisał powieść miłosną.
Z wydawcą zawarł umowę na wypuszczenie dziesięciotysięcznego nakładu.
Niestety książka się nie sprzedawała.
Po konsultacjach ze swoim promotorem, profesorem Dmitrijem Dołganowem, umieścił w gazecie następujące ogłoszenie: „Przystojny milioner szuka poważnego związku uczuciowego z młodą damą przypominającą charakterem główną bohaterkę powieści autorstwa Ivana Iwanowa”.
Następnego dnia nakład wyczerpał się.

Nowy podręcznik: Jak zrozumieć kobietę
Neil Armstrong ląduje na Księżycu. Wysiada z lądownika i mówi:
- To jest mały krok dla człowieka, ale duży dla… Zaraz, co to?
Patrzy, a parę metrów dalej pali się ognisko, przy którym siedzi trzech facetów. Rozmawiają i pieką kiełbaski. Okazuje się, że są to Ukrainiec, Egipcjanin i Polak.
- A wy co tu robicie? – pyta zbity z tropu Armstrong.
- No, ja akurat doiłem krowę i jak pieprznęło w Czarnobylu, to aż tu doleciałem – mówi Ukrainiec.
- A ja – mówi Egipcjanin – chodziłem po piramidach i tak jakoś mnie przerzuciło.
- No a ty? – pyta Polaka.
- K***a, nie wiem. Z wesela wracam. 

Dziewczyna wraca do domu po nocy spędzonej poza  domem, bez wiedzy rodziców.
- Gdzie byłaś? – ryknął rozwścieczony tato.
- Spędziłam noc z bohaterem narodowym! – odpowiedziała z godnością dziewczyna.
- Znaczy z kim?
- Z nieznanym żołnierzem…

Poszedł facet facet do spowiedzi. W pewnym momencie mówi:
 -  Proszę księdza, mam taką papugę która ciągle przeklina…
-  Synu, nie martw się, ja mam papugę która ciągle modli się, może je wsadzimy do jednej klatki, to się dogadają.
Wsadzili papugi do jednej klatki, w końcu papuga, która przeklinała, zapytała drugą:
 - Hej, mała, zrobimy barabara?
 - Dzięki Bogu, cały czas się o to modliłam.

- Franek, kochałeś się kiedyś we troje? 
- Nigdy!
- To biegnij szybko do domu.

Co jest gorsze od znalezienia robaka w właśnie ugryzionym jabłku?
– Znalezienie połowy robaka…

- Co pani robiła, żeby się przygotować do egzaminu?
– Modliłam się, pan mi postawi chociaż trójkę!
– Nie mogę, pani nic nie umie…
– Ależ z pana poganin!

Podobno historia prawdziwa, opisana w jakimś kościelnym wydawnictwie rozrywkowym.
Mała miejscowość, pora przedwieczorna. Małżeństwu z Francji podczas zwiedzania naszego pięknego kraju popsuł się samochód. Brak czynnego warsztatu w okolicy, kłopoty językowe, nie ma hotelu. Ogólnie nie za wesoło.
Losem gości z Francji zainteresowała się zakonnica (w pobliżu był dom w którym mieszkały siostry) Zaproponowała pomoc w postaci noclegu i ciepłej strawy.
Rano przyjechała laweta, zabrała Francuzów i ich auto. Podziękowania itp, itd. Pani obiecała coś przysłać w dowód wdzięczności, przed odjazdem spisała adres który znajdował się na furtce.
Po kilku tygodniach przyszła paczka, a na niej taki adres:
UWAGA ZŁY PIES
UL. XXXX
MIEJSCOWOŚĆ

Kilka powodów, dla których lepiej jest mieć psa niż żonę:
1. Im później wracasz do domu, tym bardziej pies cieszy się z twojego
powrotu.
2. Pies nawet nie zwróci uwagi, jeżeli nazwiesz go imieniem innego psa.
3. Pies lubi, kiedy zostawiasz swoje skarpetki na podłodze.
4. Rodzice psa nie przychodzą do was w odwiedziny.
5. Na psa nigdy nie musisz czekać – zawsze jest gotowy do wyjścia.
6. Pies uważa, że jesteś całkiem zabawny gdy jesteś pijany.
7. Pies lubi polowania i łowienie ryb.
8. Pies nigdy nie obudzi cię w nocy z pytaniem, czy jak umrze to
weźmiesz sobie nowego psa.
9. Jeśli pies wyczuje od ciebie zapach innego psa, nie wkurzy się a
tylko go to zaciekawi.
10. Gdy pies odejdzie, nie zabierze Ci połowy twoich rzeczy.
Aby przetestować tę teorię zamknij żonę i psa na godzinę w garażu.
Potem otwórz i zobacz, kto się bardziej ucieszy na Twój widok. 


piątek, 29 listopada 2013

Zapomniane powstanie? Wieczna chwała bohaterom!

Mija kolejna rocznica patriotycznego zrywu.  Powstania które miało szanse wygranej. Niestety wygląda na zapomnianą. Obchodzona tylko w uczelniach wojskowych. Kto jeszcze o niej pamięta? Politycy? Przepraszam, że wątpię! A godziny nauczania historii w szkołach okrojone! "Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"  (Jan Zamoyski).


   

poniedziałek, 25 listopada 2013

Szkoci. Na wesoło


 - Ile będzie kosztował przejazd pana samolocikiem do Edynburga? - pyta szkockie małżeństwo.
 - Mogę was przewieźć za darmo, jeśli podczas lotu nie powiecie ani słowa!
 Już po wylądowaniu pilot, który w czasie lotu wykonywał różne karkołomne akrobacje, gratuluje Szkotowi:
 - No, muszę przyznać, że jeszcze żadnemu z moich pasażerów nie udało się zachować milczenia w czasie lotu!
 - A wie pan - przyznaje Szkot - że w pewnym momencie chciałem krzyknąć!
 - W jakim?
 - Gdy moja żona wypadła z samolotu!

 - Dlaczego Szkoci chodzą wielkimi krokami?
 - Oszczędzają buty.

 Młody Szkot wraca z randki:
 - Jak się udało spotkanie? - pyta tata.
 - Nieźle, wydałem tylko 4 funty.
 - Uuu dużo. Za dużo.
 - Ale ona więcej nie miała.

 - Drogi chłopcze! - mówi Szkot do syna w jego osiemnaste urodziny
  -Od dziś będziesz z nami dzielił rodzinne radości i smutki.
 - Jestem na to przygotowany ojcze.
 - A więc na początek synu - zapłacisz ostatnią ratę za swój wózek dziecięcy.

Para Szkotów w noc poślubną leży sobie pod kołdrą...
 Młoda pani zalotnie zagaduje:
 - Kochanie jestem bez majteczek!
 - Ty nawet w takiej chwili musisz o wydatkach...?

 Szkot do żony leżącej na łożu śmierci:
 - Kochanie, idę po lekarza. Gdybyś jednak wyczuła, że zbliża się twój koniec, to nie zapomnij zgasić światła.

 Mówi stary Szkot do synka:
 - Skocz no, Ken, do sąsiada i pożycz od niego siekierkę...
 Malec poleciał. Za kilka minut przylatuje i krzyczy:
 - Sąsiad nie chce pożyczyć!
 - A to świnia! Idź synu do szopy i przynieś naszą!

 Sprzedawca do Szkota:
 - Powinien pan kupić ten samochód, spala tylko łyżeczkę benzyny.
 - Stołową czy od herbaty?

 Szkot wsiada do taksówki i pyta:
 - Ile zapłacę za przejazd na dworzec?
 - Dwa funty.
 - A za walizkę?
 - Walizkę zawiozę za darmo.
 - To proszę zawieźć ją na dworzec, a ja pójdę piechotą!

 Kumpel podchodzi do Szkota, który się zawsze jąkał i zauważa, że mówi on płynnie.
 - Jak to zrobiłeś? - Pyta.
 - Zmuszony byłem zamówić rozmowę telefoniczną z Londynem, a wiesz, ile to kosztuje...

 Szkot czyta książkę. Od czasu do czasu gasi światło, potem znów je zapala.
 - Co Ty robisz? - pyta żona.
 - Przecież kartki mogę przewracać po ciemku.

 Dwóch Szkotów założyło się, który z nich da mniejszą ofiarę na tacę. Pierwszy dał szylinga i tryumfalnie spojrzał na drugiego. A drugi żegnając się nabożnie powiedział:
 - To było za nas dwóch.

 Przychodzi Szkot do dentysty:
 - Proszę mi tylko obluzować ten ząb, a już żona w domu wyrwie go za darmo.

 Dwóch Szkotów spotyka się w Edynburgu.
 - Czy możesz pożyczyć mi funta?
 - Och niestety, nie mam przy sobie pieniędzy.
 - A w domu?
 - Dziękuję, wszyscy zdrowi.

 Szkot awanturuje się w pralni:
 - Ten rachunek jest stanowczo za wysoki. Oddałem tylko płaszcz i garnitur!
 - Ale w kieszeniach były jeszcze dwie koszule, skarpetki, sweter, spodnie i trzy pary majtek.

 Siedzi Szkot i płacze. Przechodzi obok jego sąsiad i pyta się:
 - Dlaczego płaczesz?
- A bo mi się ząb w grzebieniu złamał.
 - I to taki wielki powód do płaczu?
 - To już był ostatni..

 Jedzie Szkot autem, zatrzymał się otwiera drzwi i bach... jakiś samochód uderza mu w drzwi i je wyrywa. Przyjeżdża policja i karetka, wysiada doktor a Szkot:
 - O mój Boże! Mój samochód!
 Doktor na to:                                                                                  
- Co pan się martwi samochodem, pan nie ma ręki!
 Szkot na to:
 - O Boże, mój Rolex!

 Szkot zginął w wypadku samochodowym. Znajomy ma o tym delikatnie zawiadomić żonę ofiary. Pyta więc ją:
 - Pani mąż pojechał wczoraj do
Aberdeen?
 - Tak.
 - Założył nowy garnitur?
 - Tak, zgadza się.
 - Hm, to szkoda garnituru
.                                                                                                                                                                                                                                                                                                     
 Szkot ożenił się z wdową i po ślubie jedzie pociągiem.
 - Gdzie pan jedzie? - pyta go inny podróżny.
 - W podroż poślubną.
 - A gdzie żona?
 - Ona już była.

 Szkot wsiada z dużym workiem do autobusu. Podchodzi   konduktor i mówi:
 - Będzie pan musiał zapłacić również za bagaż.
 Szkot rozwiązuje worek i mówi:
 - Wychodź, synku. Tak, czy owak trzeba zapłacić!

 W Irlandii przewodnik w górach objaśnia:
 - Te wydrążenia w skale powstały dzięki Szkotowi, który zgubił tu pensa i powiedział o tym znajomym.                                          
                                                                                             
Mały Szkot prosi ojca:                                                                     - Tato, kup mi łyżwy na urodziny!
  - Przecież latem nie jeździ się na łyżwach!
 - To kup mi w zimie                                                                        - Ale w zimie nie masz urodzin!
 

wtorek, 19 listopada 2013

Sam tego chciałeś Donaldzie - Grzegorzu Dyndało*!

 ......................................................................................................................................  
   Od dłuższego już czasu wyniki sondaży sa coraz gorsze dla PO i coraz lepsze dla PiS. Oto ostatni przykład:  http://wiadomosci.onet.pl/kraj/tns-polska-pis-31-proc-po-22-proc/0tq                      
    Swego czasu pan premierTusk raczył twierdzić, że PO nie ma z kim przegrać. Rzeczywiście tak było, a zawdzięczał to PiS. Wbrew woli tych ostatnich, ale jednak ("Pomnik dla pana prezesa" - http://tiny.pl/hpjx4  )
  Pycha jako jeden z grzechów głównych, w końcu została ukarana. A i lista pozostałych grzechów niemała, m.in: 
- ACTA,
- niedotrzymane obietnice wyborcze (!), 
- "urawniłowka" emerytur i rent - http://tiny.pl/hjgmr ,
- zamiatanie afer pod dywan, 
- podniesienie wieku emerytalnego do 67 lat: http://tiny.pl/hpqkr ,
- podwyższanie podatków, jawne i ukryte,
- dalsze zubożenie społeczeństwa, 
- nepotyzm i TKM-izm ("Bóg? Ojczyzna? Honorarium" - http://tiny.pl/h8chs ),  
- itd. itp. etc.  

   Pan premier bez większego wysiłku mógł pozbyć się PiS-owskiej konkurencji, gdyby PO nie brakło konsekwecji w działaniu. W 2011 r. sejmowa komisja śledcza (sprawa śmierci B.Blidy) złożyła wniosek o postawienie przed Trybunałem Stanu: Jarosława Kaczyńskiego oraz Zbigniewa Ziobry. Także wniosek o odpowiedzialność karną kilku innych osób (http://tiny.pl/h1f21
    To było jeszcze w poprzedniej kadencji Sejmu. Wniosku nawet nie przegłosowano. To jaki sen miało powołanie komisji? Kto teraz rządzi? Kto karty rozdaje? Sam tego chciałeś Donaldzie - Grzegorzu Dyndało! 
Oklasków i fanfar nie będzie. LARUM GRAJĄ PANIE PREMIERZE! 


PS. Grzegorz Dyndała - postać z komedii Moliera.      

poniedziałek, 11 listopada 2013

Przemiły gest Barcelony


Rocznica odzyskania niepodległości. Co wiemy o tym?



     Czcijmy bohaterów tamtych wydarzeń. W sposób godny i łączący wszystkich Polaków. Wielkim smutkiem napawa fakt, że naukę historii w szkołach zredukowano do karykaturalnych kształtów. Przecież nauczanie historii to także kształtowanie patriotycznych postaw u młodych ludzi."Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie!" 

                                                                 

poniedziałek, 4 listopada 2013

Brawo blondynki!


    Ładna blondynka w sklepie z materiałami,  pyta sprzedawcę:
- Po ile ten materiał?
Zapatrzony sprzedawca odpowiada:
- 10 buziaków za metr.
- To poproszę 10 metrów.
Sprzedawca nie wierząc w swe szczęście, odmierza materiał i podaje blondynce, mówiąc:
- Należy się 100 buziaków.
- Jutro przyjdzie moja babcia i zapłaci – informuje go blondynka.

    Dwaj znudzeni krupierzy siedzieli przy stole z ruletką, gdy do kasyna weszła bardzo atrakcyjna blondynka. Podeszła do stołu i zdeklarowała zakład na 20 tys. dolarów na konkretną liczbę. Zaraz potem dodała:
- Mam nadzieję, że to wam nie będzie przeszkadzać, ale naprawdę szczęśliwe zakłady obstawiam kompletnie nago.
Po czym zrzuciła z siebie suknię, bieliznę i buty i rozkręciła talerz ruletki z okrzykiem:
- Mamusia potrzebuje pieniążki na nowe ubranko!
Chwilę później już wykrzykiwała:
- TAK! TAK! WYGRAŁAM! NAPRAWĘ WYGRAŁAM!
Podskakiwała przy tym jak mała dziewczynka i obejmowała każdego z krupierów. Zaraz potem zebrała wszystkie pieniądze i swoje rzeczy i prędko opuściła kasyno.
Krupierzy nieco zakłopotani popatrzyli na siebie, po czym jeden z nich zapytał drugiego:
- Ty, a co ona właściwie obstawiała?
Drugi odparł:
- Nie mam pojęcia, myślałem, że ty to sprawdzasz!
Morał: Nie wszystkie blondynki są głupie, ale wszyscy faceci są tylko facetami…

    Żył sobie pewien człowiek, który ciężko pracował przez całe swoje życie, oszczędzał wszystkie swoje pieniądze, a przy tym był wielkim sknerą. Krótko przed swoją śmiercią rzekł do żony, miłej blondynki:
- Kiedy umrę, chcę żebyś wszystkie moje pieniądze włożyła razem ze mną do trumny. Chcę zabrać moje pieniądze ze sobą na drugi świat.
Tak wiec zmusił swoją żonę, by mu obiecała, że spełni jego prośbę po jego śmierci. No i zmarł.
Leżał w trumnie, jego żona siedziała obok ubrana na czarno, a obok niej siedziała jej przyjaciółka. Po skończonej ceremonii, tuż przed zamknięciem trumny, żona powiedziała, żeby chwilkę zaczekać. Podeszła do trumny i włożyła do niej małą metalową kasetkę, którą przyniosła ze sobą.
Wtedy jej przyjaciółka powiedziała:
- Dziewczyno, chyba nie jesteś na tyle głupia, by włożyć wszystkie te pieniądze razem z twoim mężem do trumny.
Lojalna żona odrzekła:
- Posłuchaj, jestem chrześcijanką, nie mogę cofnąć swojego słowa. Obiecałam mężowi, że włożę pieniądze do trumny.”
Przyjaciółka zapytała zdziwiona:
- Czy chcesz mi powiedzieć, że rzeczywiście włożyłaś wszystkie pieniądze do trumny?
- Oczywiście, że tak. - powiedziała żona, - Zebrałam wszystkie pieniądze, wpłaciłam na swoje konto i wypisałam mu czek. Jeśli go zrealizuje, wtedy będzie mógł wydać wszystkie swoje pieniądze. 

Blondynka i prawnik siedzą obok siebie w samolocie. Prawnik pyta blondynkę, czy nie zechciałaby zagrać z nim w ciekawą grę. Blondynka mówi, że jest zmęczona,odwraca się do okna i próbuje zasnąć. Ten jednak nalega i wyjaśnia, że”gra” jest bardzo prosta i wesoła. Mianowicie, będą zadawać sobie pytania i jeśli któreś nie zna odpowiedzi – płaci 5$. Blondynka ponownie odmawia i znów próbuje zasnąć, ale prawnik nie daje jej spokoju i proponuje inny układ – jeśli ona nie będzie znała odpowiedzi – płaci 5$, jeśli natomiast on nie będzie znał odpowiedzi – płaci 5000$.
To przykuwa jej uwagę, poza tym i tak zdaje sobie sprawę, że on nie da jej spokoju, dopóki nie zagrają w tę grę, więc zgadza się. Prawnik zadaje pierwsze pytanie:
- Jaka jest odległość pomiędzy Ziemią a Księżycem?
Blondynka bez słowa sięga do portfela i wyjmuje banknot 5$.
- Ok – mówi prawnik. – Twoja kolej…
- Co to jest, wchodzi na górę na dwóch nogach, a schodzi na trzech?
Prawnik jest zaskoczony, wytęża umysł i nic, dzwoni do znajomych, wysyła maile,przeszukuje Internet i nic. Po godzinie poddaje się i wypisuje czek na 5000$, Ona przyjmuje, odwraca się i próbuje zasnąć. Prawnik jest jednak ciekaw odpowiedzi i pyta:
- Co to jest, co wchodzi na górę na dwóch nogach, a schodzi na trzech?
Blondynka odwraca się i wyciąga banknot 5$. 

niedziela, 20 października 2013

Smoleńsk - zeznania świadków

Gazeta Polska
Nr 4 z 23 stycznia 2013
Smoleńsk: 24 świadków potwierdza wybuch
Świadkowie z filmu Anity Gargas
Anatolij Żuljew: LECIAŁ NA WYSOKOŚCI 10 M, ale próbował wzbijać się, bo był nachylony do góry pod kątem 40 st. do horyzontu.
Siergiej Mikiszanow: Samolot wtedy zaczął się wznosić. NAD SZOSĄ PRZELATYWAŁ NA WYSOKOŚCI TYCH DRZEW (POKAZUJE). 30–50 metrów za drogą leżały już kolejne elementy, w tym część ogonowa.
Siergiej Kiszan: Wyszedłem na pole i zobaczyłem ścięte drzewa. SAMOLOT LECIAŁ NIE WYŻEJ NIŻ 4 M NAD ZIEMIĄ I PRÓBOWAŁ SIĘ UNIEŚĆ”
Marif Ipatof: Zobaczyłem samolot, KTÓRY LECIAŁ BARDZO NISKO. Ewidentnie było coś nie tak. Zaczął ścinać czubki drzew i tam w oddali usłyszeliśmy duży huk – jak wybuch bomby”.
Igor Fomin: „NISKO LECIAŁ, PRZECHYLIŁ SIĘ NA LEWĄ STRONĘ I ZAHACZYŁ SKRZYDŁEM O DRZEWA, potem poszedł tam. Tam widać było ścięte drzewa. Słyszałem też głuche uderzenie, nie było zbyt głośne, potem było widać ogień, kulę ognia”. „Ja tam byłem, nim ogrodzono teren. To były szczątki porozrzucane w promieniu 150 m, może więcej. Nie było wybuchu, tylko głuchy dźwięk i chmura pyłu”. „Akurat wyszedłem przed warsztat zapalić papierosa. Zwykle, gdy do lądowania na lotnisku podchodziły samoloty, nie było ich słychać. A tu usłyszałem kilka głuchych dźwięków, takie trach, trach, to samolot zahaczał o drzewa.
Artur Wosztyl, pilot polskiego Jak-40, który w Smoleńsku lądował godzinę przed Tu-154M nr 101. „ (…) Stojąc przy swoim samolocie, USŁYSZELIŚMY DŹWIĘK SILNIKÓW TU-154M PODCHODZĄCEGO DO LĄDOWANIA. Rozpoznałem to po charakterystycznym dźwięku pracy silników tego modelu samolotu. Nadmieniam, że go nie widziałem, a jedynie słyszałem. BYŁ DŹWIĘK PODEJŚCIA DO LĄDOWANIA NA USTALONYM ZAKRESIE PRACY SILNIKÓW. W pewnym momencie usłyszałem, że silniki zaczynają wchodzić na zakres startowy, tak jakby pilot chciał zwiększyć obroty silnika, a tym samym wyrównać lot lub przejść na wznoszenie. W tej chwili zastanawiam się, co mogło ich skłonić do takiego działania. Po dodaniu obrotów po upływie kilku sekund usłyszałem głośne trzaski, huki i detonacje. Do tego doszedł milknący dźwięk pracującego silnika, a następnie nastała cisza”. Por. Wosztyl w chwili katastrofy stał 700–800 m od miejsca upadku polskiego samolotu.
Sławomir Wiśniewski, montażysta TVP, obserwował końcówkę lotu tupolewa nad ulicą Kutuzowa ok. 100 m przed pierwszymi śladami kontaktu samolotu z gruntem: „Słyszę głos silnika, tylko ten dźwięk był trochę inny, patrzę we mgłę i widzę, ŻE IDZIE SAMOLOT NISKO, LEWYM SKRZYDŁEM PRAWIE ŻE W DÓŁ (…). Przez okno usłyszałem tak straszny huk i dwa błyski ognia, ale nie jakiś wielki wybuch”. 

Newsweek.plPolska
Smoleńsk: Nieznana relacja oficera BOR Data publikacji: 27.11.2010, 10:35Ostatnia aktualizacja: 09.08.2011, 13:25
http://www.newsweek.pl/polska/smolensk--nieznana-relacja-oficera-bor,68588,1,1.html

Komentarz chyba zbędny.

niedziela, 13 października 2013

Co dalej z działkami? Tylko wróżka wie



Górale, na wesoło

Turysta pyta gazdę:
- Gazdo, mogę przejść przez waszą łąkę? Bo chcę zdążyć na pociąg o 10.40.
- A idźcie, a jak spotkacie mojego byka to i na ten o 9.50 zdążycie.

Baca został skazany na krzesło elektryczne. Sędzia pyta:
- Baco, czy macie jakieś życzenie przed śmiercią?
A baca na to:
- Ja wysoki sędzio to bych tak chcioł, coby pan sędzia mnie potrzymoł za ręke.

Baca słyszy krzyki z podwórka:
- Czego tam?
- Bacoooo! Potrzebujecie drewna?
- Nieeee!
Rano baca budzi się, wychodzi na podworko, patrzy:
- O k****! Gdzie moje drewno?!

Idzie turysta po szlaku i nagle słyszy:
- Ło Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!!!
Biegnie, patrzy a tu baca siedzi na pieńku, obok wbita siekiera i:
- Ło Jezu, Jezu, Jezu!
Turysta:
- Baco! Baco co wam się stało?!
Baca:
- Mnie? Nic. Ło Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu!!!
Turysta:
 - A może komuś w waszej rodzinie?
Baca:
- Mojej? Ni. Ło Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!!
Turysta:
- No to co tak lamentujecie?
Baca:
- Ło Jezu, jak mi się robić nie chce!

- Baco, co pijecie, wódkę, wino?
- No, i piwo!

Oddział terenowy Centralnego Biura Śledczego, Nowy Targ. Dzwoni telefon:
- Centralne Biuro Śledcze, słucham.
- Kciołem podać, co Jontek Pipciuch Halica chowie w stosie drzewa marychuane.
- Dziękujemy za zgłoszenie, zajmiemy się tym.
Następnego dnia w obejściu Halicy zjawia się grupa agentów CBŚ. Rozwalają stos drewna, każdy klocek precyzyjnie rozszczepiają siekierką, ale narkotyków ani śladu. Po kilku godzinach, wymamrotawszy niewyraźne przeprosiny, odjeżdżają. Stary Halica patrzy w zadumie a to na drogę, którą odjechali, a to na stos drewna. Nagle słyszy telefon. Wzrusza ramionami, wchodzi do chałupy, odbiera.
- Hej Jontek! Stasek mówi. Byli u ciebie z Cebeesiu?
- Ano byli. Tela co pojechali.
- Drzewa ci narąbali?
- A narąbali.
- Syćkiego nojlepsego we dniu urodzin, hej!

Pyta juhas bacy:
- Baco, jak to jest, że Ziemia się kręci?
Baca:
- Widzis Jądruś, Ziemia, jest to taka kula okrągła, no i się krynci.
Juhas:
- Baco, ja wiem, że Ziemia jest to taka kula okrągła, ale dlaczego ona się kręci?
Baca:
- Widzis Jądruś, Ziemia jest to taka kula okągła, no i ma w środku taką ośkę, no i na tej ośce się krynci.
Juhas:
- Baco, ja wiem, że Ziemia, to jest taka kula okrągła, ma w środku ośkę, no i na tej ośce się kręci, ale jak to jest, że ona się kręci?
Baca:
- Widzis Jądruś, Ziemia, jest to taka kula okrągła, ma w środku ośkę, a na końcach tej ośki są takie cypecki, no i w tych cypeckach ona się krynci.
Juhas:
- Baco, ja wiem, że Ziemia, to jest taka kula okrągła, ma w środku ośkę, a na tej ośce cypecki, ale jak to jest, że ona się kręci?
Baca:
- Jądruś, cosik mi sie widzi, ze ty chces w morde dostoć…

Górala zesłano w czasie II wojny na roboty do Rzeszy. Jak to góral, obijał się jak mógł i unikał pracy. Wypatrzył to bauer i mówi do górala:
- Wy Polacy to jesteście lenie, nie to co my Niemcy. My potrafimy pracować pół dnia bez przerwy. Potem mały odpoczynek, coś do zjedzenia, i praca do późnego wieczora.
Baca posłuchał bauera i rzekł:
- Wie pan co? Jak się ta wojna skończy i wrócę do domu, to sprzedam konia i kupię sobie Niemca!

Egzaltowana turystka mówi do bacy:
- Ależ pan musi być szczęśliwy… Patrzy pan na zaślubiny górskich szczytów z obłokami, widuje pan zachodzące słońce wypijające czar niknącego tajemniczego dnia…
- Oj widywałem ja, widywałem – przerywa baca – ale już teraz nie piję

Mówi góral:
- Tak, to prawda, telewizja kłamie nawet w prognozie pogody! Bo gdy w Warszawie spadnie 30 cm śniegu,to krzyczą, że klęska żywiołowa, a jak u mnie chałupa po dach zasypana, to gadają, że są dobre warunki narciarskie…

W Zakopanem miała się odbyć walka Gołoty z Tysonem.  Wszystko już przygotowane, a Gołota nie pojawił się. Górale zdenerwowani po tych przygotowaniach stwierdzili, że walka musi się odbyć, więc idą do bacy i  pytają się:
- Baco, bydziecie walcyć?
- Ano byde.
Pierwsza runda baca dostał straszny łomot, ledwo stoi na nogach. Pytają się go:
- Baco, wycymocie?
- Ady wycymom.
Druga runda, znowu oberwał mocno.
- Baco, wycymocie?
- Wycymom
Trzecia runda baca już słania się na nogach i pytanie
- Baco wycymocie?
- Nie wycymom, zaroz mu je*ne

Rano wychodzi gazda przed chałupę, przeciąga się i woła:
- Jaki piękny dzionek !
A echo z przyzwyczajenia:
- …Mać, mać, mać …. !

Bacę zaproszono na bal przebierańców.
Pytają się go znajomi, za co się przebierze.
- A za łoscypka.
- A jak to będzie, baco, za oscypka?
- A siedne se w kąciku i bede śmierdzioł.

W górskiej chacie pod Gubałówką wielką uroczystość – Jan Gąsienica kończy sto lat. Zjechali się reporterzy, naczelnik miasta, wręczono medal i dyplom. Wszyscy, trzęsącego się ze starości pomarszczonego Gąsienicę, pytają jak dożył tak sędziwego wieku.
- Zwyczajnie, nie piłech, nie paliłech, za dziewkami nie goniłech…
W tym momencie przerywa mu straszny hałas.
- Nie przejmujta się – mówi Gąsienica – to ino mój starsy brat, całą noc pił gorzałe, to mu się chce teraz za dziouchami ganiać.

Turysta w Zakopanym wchodzi do knajpy, siada przy barze i pyta:
- Barman, co polecisz dziś do picia w ten deszczowy dzień?
- Ano, panocku, drink „Góracy”! Odpowiada barman.
- Jak to „Góracy”, co to jest?!
Barman na to:
- Widzicie, biezemy sklanecke wina…no moze być dwie…góra cy i wlewamy do garnka.
Potem biezemy sklanecke piwa…no moze być dwie…góra cy i wlewamy do tego samego garnka.
Następnie sklanecke wódecki…moze dwie…góra cy i wlewamy do tego samego garnecka.
Na koniec biezemy sklanecke koniacku…no moze dwie…góra cy i wlewamy do garnecka.
Garnek stawiamy na ogniu i miesając, gzejemy cas jakiś. Później nalewamy ipijemy sklanecke… moze dwie…no góra cy.
Po wypiciu wstajemy…robimy krocek…moze dwa…no, góra cy!

Zebranie rady gminy. Zabrał głos sołtys jednej z wsi;
- U nos we wsi je dziura w drodze. Szła ostatnio baba, wpadła i se nogę złamała. A co by było, jakby tak koń?

Idzie turysta i patrzy, a tu baca owce wypasa. Turysta mówi do bacy:
- Baco jak wam powiem ile macie owiec to dacie mi jedną?
- A dam - mówi baca.
Turysta na to: - 135.
Baca kiwa głową i mówi - Zgadza się, owiecka jest wasza.
Turysta bierze owcę i chce odejść, na co odzywa się baca
- Panocku a jak wam powiem kim jesteście to oddacie mi tę owieckę?
- A oddam mówi turysta.
Na to baca: - Wyście są ekspert od Macierewicza?
- Zgadza się,mówi,mówi turysta - a skąd wiecie baco?
Boście psa wzięli - mówi baca.

Wójt zaprasza bacę na zebranie Rady Gminy.
Zebranie trwa, a baca siedzi, nudzi się i nic nie rozumie.
Po zakończeniu zebrania, wójt pyta się bacy:
- No i cóż pan wynosi z tej debaty?
- Jo? - baca robi wielkie oczy - Nic.
- Jak to? Przecież był pan tu od początku do końca!
- Matko Jedyno! Przysięgom, że nic!
- Naprawdę nic?
- A weźta se te popielnickę z powrotem i dajta mi już świnty spokój!

Gdzie jesteś moja ukochana - Pieśń rosyjska

                                 

sobota, 12 października 2013

70 rocznica bitwy pod Lenino

skopiowane z:
konflikty
Strona głównaHistoriaMilitariaRecenzjeAktualnościWideoTapetyTestyForum
Strona Główna » Historia » II wojna światowa

Bitwa pod Lenino

Podziel się z innymi:





Po przegranej kampanii wrześniowej na terenie ZSRR znalazło się kilkaset tysięcy Polaków. Cześć z nich została wywieziona już po ataku sowietów na Polskę inni przebywali tam już od czasów carskich, a jeszcze inni po prostu zamieszkiwali tereny zachodniej Ukrainy i Białorusi jako mniejszość etniczna. Wobec klęski aliantów - w skład, których wchodzili także i Polacy - na zachodzie, generał Władysław Sikorski zaczął rozważać możliwość utworzenie nowej polskiej armii w Związku Radzieckim. Już w czerwcu 1940 r. złożył on w tej sprawie pismo skierowane do rządu angielskiego, jednak na skutek sprzeciwu rządu polskiego w Londynie cała sprawa na pewien czas upadła. Powrócono do niej już po ataku Hitlera na ZSRR, kiedy to pod naciskiem ze strony USA i Wielkiej Brytanii 30 lipca 1941 r. podpisany został układ polsko-radziecki. Jego uzupełnienie stanowiła umowa o utworzeniu armii polskiej na froncie wschodnim.

Dowódcą mianowano gen. Władysława Andersa. Już wkrótce jego armia osiągnęła liczebność 75 tysięcy ludzi. Jednak w tym samym czasie znacznie pogorszyły się stosunki pomiędzy rządem polskim na uchodźstwie, a ZSRR, co było spowodowane miedzy innymi odkryciem masowych grobów polskich oficerów w Katyniu. Skończyło się tym, że armia gen. Andersa została ewakuowana do Iranu, gdzie Anglicy zamierzali ja wykorzystać do obrony pól naftowych. Jednak w ZSRR ciągle pozostawało kilkaset tysięcy Polaków. Część z nich stanowili komuniści, którzy za zgodą rządu moskiewskiego założyli polityczną organizację – Związek Patriotów Polskich, z Wandą Wasilewską na czele. W kwietniu 1943 r. ZPP wysłał list do rządu radzieckiego z prośba o zezwolenie na utworzenie polskiej dywizji. Odpowiedź Rosjan była pozytywna. 8 kwietnia ogłoszono komunikat o formowaniu 1. dywizji piechoty im. Tadeusza Kościuszki.

Jednostka zaczęła powstawać w Sielcach nad Oką, a na jej dowódcę mianowano pułkownika, a od 11 sierpnia 1943 generała majora (odpowiednik generała brygady) Zygmunta Berlinga. Jej struktura organizacyjna wzorowana była na radzieckich gwardyjskich dywizjach piechoty uzupełniona o kilka innych nieetatowych oddziałów jak na przykład pułk czołgów czy eskadra lotnicza. Ochotników była bardzo dużo, brakowało jedynie oficerów, dlatego ich braki uzupełnienia żołnierzami armii czerwonej. Dywizja zakończyła swoje formowanie w lipcu 1943 roku.

Sytuacja na froncie wschodnim

W tym okresie armia czerwona starła się z siłami nieprzyjaciela w największej bitwie pancernej w dziejach świata – w bitwie na łuku kurskim. Zakończyła się ona porażka Niemców, którzy od tej pory będą tylko się bronili przed posuwającą się na zachód armia radziecką. 7 sierpnia połączone siły Frontu Zachodniego i Kalinińskiego ruszyły do ofensywy, której celem było wyzwolenie lewobrzeżnej Ukrainy oraz okręgu smoleńskiego. Niemcy dysponowali na tym odcinku frontu 40 dywizjami i około 800 samolotami.
Jednak pod naporem sił frontu zachodniego byli oni zmuszeni do wycofania się na wcześniej przygotowane pozycje obronne na linii udnia-Lenino-Drybin-Sławgorod. Była to ostatnia rubież obronna przed Dnieprem, a jej utrata spowodowałaby zajęcie przez Rosjan kluczowych dla Niemców szlaków komunikacyjnych. Wyczerpane długimi walkami wojska radzieckie napotkawszy tak silną linię obrony zaprzestały działań w oczekiwaniu na uzupełnienia. Wśród tych nowoprzybyłych posiłków była także nowa polska dywizja, którą dowództwo Frontu Zachodniego zamierzało wykorzystać w kolejnym natarciu.

Przed bitwą

Wchodząca w skład 33 armii polska dywizja otrzymała zadanie przełamania niemieckiej obrony na odcinku od wsi Sysojewo do wsi Lenino, a następnie zniszczyć siły nieprzyjaciela w rejonie wsi Połzuchy i Trygubowo oraz przygotować przeprawy na Dnieprze w rejonie Orszy. Na skrzydłach miały nacierać dywizje radzieckie: 42 DP na prawym, a 290 DP na lewym. Cały atak miała wspierać 67 brygada artylerii haubic, co w połączeniu z artylerią ze wspomnianych trzech dywizji dawało 452 działa różnego kalibru. Stan osobowy 1 DP wynosił 12 177 żołnierzy, którzy mieli do dyspozycji 7530 karabinów, 166 CKM-ów, 166 moździerzy różnych kalibrów, 34 czołgi T-34, 7 lekkich czołgów T-70 oraz 3 samochody pancerne. Uzbrojenia było więc wystarczająco dużo, martwić mógł jedynie brak doświadczenia bojowego u dużej części żołnierzy.
Teren sprzyjał obrońcom. Główną przeszkodą dla atakujących była rzeka Miereja oraz bagnisty teren wokół niej. Dla piechoty nie był to jakiś większy problem, ale przeprawienie czołgów było praktycznie niemożliwe. Liczne osiedla i gęste zalesienie umożliwiały budowanie wielu stanowisk obronnych oraz skuteczne ich maskowanie. Niemcy główne stanowiska obronne oparli na górujących nad okolicą wzgórzach 215,5 oraz 217,6.
Plan gen. Berlinga zakładał, że w pierwszym ataku pójdą 1 i 2 pułk piechoty, trzeci natomiast ruszy do boju w drugim natarciu. Atak miał być poprzedzony prawie dwugodzinnym ostrzałem artyleryjskim. Już po ataku piechoty oddziały saperskie miały przygotować przeprawy dla czołgów na Mierei. W rezerwie pozostawały: kompania czołgów, kompanie rusznic przeciwpancernych oraz kompania CKM-ów. Początek natarcia zaplanowano na 12 października.

Bitwa

O godzinie 6:00 rozpoczęło się rozpoznanie walką. 1. batalion przeprawił się przez rzekę i dotarł do pierwszej linii okopów wroga gdzie nadział się na silny ogień z broni maszynowej oraz moździerzy. Niemcy mieli przewagę liczebna i groziło to okrążeniem polskiego oddziału, dlatego tez jego dowódca zdecydował się na wycofanie o kilkadziesiąt metrów gdzie część batalionu zdążyła już się okopać. Miał on tam pozostać i poczekać do rozpoczęcia właściwego natarcia.
Przygotowanie artyleryjskie rozpoczęło się o 9:20 i było przesunięte o godzinę względem planowanego z powodu gęstej mgły. Po godzinie padł rozkaz do ataku dla piechoty. W miarę posuwania się Polaków rósł i opór Niemców. Pomimo ciężkiego ostrzału wiele stanowisk obronnych pozostało nieuszkodzonych. Atakujący po zbliżeniu się do pierwszej linii okopów odpalili zielone i czerwone race sygnalizując w ten sposób artylerii, aby ta przeniosła swój ogień dalej na druga linię obrony, co miało zapobiec ostrzeliwaniu własnych oddziałów.
Po przegrupowaniu oddziałów doszło do pierwszego szturmu na niemieckie okopy. Szczególnie aktywna w tym czasie była 3. kompania. Wywiązała się walka wręcz. Pierwsza transzeja znalazła się wkrótce w rękach Polaków. Po tym sukcesie tempo natarcia zmniejszyło się, ponieważ w końcu odezwała się niemiecka artyleria, a dodatkowo polskie oddziały nie dostały obiecanego wsparcia czołgów gdyż ich przeprawa sprawiła znacznie więcej trudności niż się początkowo spodziewano. Niemcy ciągle mieli przewagę liczebną, a dodatkowo atakującym kończyły się podręczne zapasy amunicji i trzeba było czekać na zaopatrzenie.

2. batalion zbliżył się do 177 silnie bronionych Połzuch. Do skruszenia obrony przeciwnika Polacy wykorzystali pułkowa artylerię.1. kompania atakowała w środku natomiast dwie pozostałem miały za zadanie okrążyć wieś. Ten manewr zapewnił zwycięstwo kościuszkowcom i całe Połzuchy znalazły się pod kontrolą sił polskich.

Niestety operującym na skrzydłach 1 DP dywizjom radzieckim nie szło zbyt dobrze. 42 DP doszła jedynie do pierwszej linii obrony, ale nie mogąc jej zdobyć poprzestała na walce ogniowej. Natomiast 290 DP zdobyła pierwszą transzeję na swoim odcinku, ale wyczerpana walkami zatrzymała się. W ten sposób oba skrzydła polskich oddziałów były całkowicie odsłonięte i wystawione na kontrataki Niemców. Należy się tu może pewne usprawiedliwienie dla jednostek radzieckich. Otóż obie dywizje toczyły boje nieustannie od wielu tygodni bez odpoczynku, a ich stany osobowe wahały się w granicach 50%. Z tego też powodu ich żołnierze byli bardzo wyczerpani i po prostu nie byli w stanie dać z siebie już nic więcej.

W rezultacie wieś Trygubowo – która była celem 290 DP - pozostała przez Rosjan niezdobyta, a że Niemcy mieli tam swoje silne pozycje, z których ostrzeliwali Polaków, oddziały gen. Brelinga same musiały się tym zająć. I tak też się stało. Po krótkiej walce i zajściu przeciwnika ze skrzydła wieś została zdobyta. Jednak Niemcy byli zdeterminowani, aby odbić ten rejon i użyli do tego wszelkich dostępnych środków, łącznie z lotnictwem, które stale bombardowało pozycje kościuszkowców oraz przeprawy na Merei przygotowane dla czołgów, które wobec takiego obrotu spraw nie zdołały dotrzeć do wysuniętych linii gdzie miały pomagać w odparciu niemieckiego kontrnatarcia. Wiele maszyn ugrzęzło w błocie. Miało to decydujące znaczenie dla tej potyczki i zadecydowało o tym, że Polacy musieli wycofać się z zajętej tak niedawno wsi. Jednak i oni nie zamierzali tak łatwo się poddać. Po wycofaniu i przegrupowaniu się batalion wzmocniony dodatkowymi siłami drugiego rzutu ponownie przeszedł do ofensywy, podczas której udało się ponownie wejść na skraj Trygubowa. Polskie siły były jednak mocno nadwerężone a straty wśród oficerów powodowały, że wieloma oddziałami nie miał kto dowodzić. To oraz stałe ataki ze strony Wehrmachtu spowodowały kolejne odrzucenie atakujących oddziałów na około 350 metrów od wsi, gdzie polskie oddziały okopały się.
Była godzina 14:00 i można powiedzieć, że bitwa wchodziła w druga fazę. Feldmarszałek von Kluge za wszelką cenę chciał załatać wyłom utworzony przez Polaków w jego liniach obronnych i postanowił do tego użyć wszelkich dostępnych sił. Rozpoczął się kolejny atak od strony Trygubowa, tym razem przy wsparciu nie tylko lotnictwa, ale i potężnych samobieżnych dział Ferdynand. Polakom brakowało amunicji i sytuacja była naprawdę zła i kto wie jak to się mogło skończyć gdyby nie radziecka artyleria, która w odpowiednim momencie ostrzelała przedpole uniemożliwiając Niemcom przejście, a później wymuszając odwrót. Po tym Niepowodzeniu Niemcy spróbowali zaatakować na drugim skrzydle w rejonie wsi Połzuchy. Sytuacja powtórzyła się. Ich atak został powstrzymany przez działa z 67 brygady haubic. Jednak każdy rozkaz – a już szczególnie rozkaz feldmarszałka – trzeba wykonać, więc Niemcy podjęli kolejna próbę pod Trygubowem. Tym razem oprócz Ferdynandów w akcji wzięły udział czołgi. Nie wystarczyło to jednak, aby przełamać obronę 1 DP złożoną z dział kaliber 76 mm i rusznic przeciwpancernych. Zapadał zmierzch.
W nocy Niemcy ponownie próbowali przedrzeć się przez szeregi kościuszkowców i to parokrotnie. Za każdym jednak razem byli dostrzegani dostatecznie wcześnie, aby móc zorganizować skuteczną kontrakcję. Poważny sukces odniósł natomiast polski zwiad. Oddział zwiadowców przeprowadził śmiały rajd na tyły nieprzyjaciela i zaatakował sztab nieprzyjacielskiego batalionu w Trygubowie. Łupem padły mapy z planami niemieckich linii obronnych. Pozostałą część nocy obie strony wykorzystały do umocnienia swoich pozycji, wykopania nowych okopów, podciągnięcia uzupełnień, uzupełnienia zapasów, a także ewakuacji rannych. Co ciekawe do tego ostatniego zadania szeroko stosowane były w polskich oddziałach specjalnie przeszkolone psie zaprzęgi, które ciągnęły specjalne nosze na kółkach. Kiedy race oświetlały teren psy natychmiast się zatrzymywały i kładły na ziemię by natychmiast ponownie ruszyć, gdy znów będą niewidoczne.

Nastał nowy dzień a wraz z nim przystąpiono do realizacji nowego plany opracowanego przez dowództwo 33 armii. Zakładał on półgodzinne przygotowanie artyleryjskie od godziny 7:30, a zaraz po jego zakończeniu powinna ruszyć piechota. Niestety z powodu baków w zaopatrzeniu ostrzał trwał tylko 15 minut. Piechota ruszyła zgodnie z planem jednak tym razem miała do pomocy czołgi, które pod osłona nocy przeprawiły się na zachodni brzeg. Nie było ich dużo, bo zaledwie 12, ale i tak stanowiły ogromne wsparcie dla nacierających. Pomimo początkowych sukcesów ponownie dało o sobie znać niemieckie panowanie w powietrzu. Powtarzała się sytuacja z dnia poprzedniego, kiedy to ani jedna ani druga strona nie była w stanie odnieść ostatecznego zwycięstwa. Czołgi pozbawione wsparcia artylerii przeciwlotniczej stawały się łatwym łupem dla niemieckich Ju-87 i Ju-88. Większość maszyn została zniszczona lub przynajmniej unieruchomiona. Również piechota była przyciśnięta do ziemi i jedyne, co mogła zrobić to okopać się. Tym razem – nauczeni poprzednimi doświadczeniami – Niemcy nie atakowali na ziemi ograniczając się jedynie do ciągłych nalotów. Przez cały dzień doliczono się około 450 nieprzyjacielskich samolotów.
Ponieważ nie było żadnych widoków na osiągniecie sukcesu gen. Berling wydał rozkaz przejścia do obrony i umacniania zdobytych pozycji. Jednak pod wieczór 2 płk podjął jeszcze jedna próbę zdobycia Połzuch i po krótkiej, ale bardzo zaciętej walce odniósł pełen sukces zdobywając niemiecka transzeje na południowy zachód od wsi i okopał się na tych poniemieckich pozycjach. W tym czasie o 17:30 ze sztabu 33 armii przyszła informacja, że w nocy 1 dywizja zostanie zluzowana przez radziecką 164 DP i wycofana na tyły.

14 października do godziny 2:00 zluzowany został 2 pułk, a sześć godzin później również i 3 pułk. Nowa radziecka jednostka tego samego dnia przystąpiła do ataku, jednak jedynym jej sukcesem było zdobycie wzgórza 217,6. W następnych dniach natarcie kontynuowano, jednak wobec braku sukcesów 33 armia przeszła całkowicie do obrony i poczęła umacniać się na zajmowanych pozycjach. Ta część frontu pozostawała bez zmiany jeszcze przez prawie rok, aż do czerwca 1944 roku, kiedy to na Białorusi rozpoczęła się nowa wielka radziecka ofensywa.

Bilans i ocena bitwy

W czasie bitwy Niemcy bezpowrotnie stracili prawie 1400 żołnierzy, a 326 dalszych dostało się do niewoli. Polskie straty były jeszcze większe i wynosiły według różnych danych od 2859 do 3054 ludzi. Jednak cel, jakim było dokonanie pierwszego wyłomu w niemieckich liniach obronnych został osiągnięty. Za bohaterska postawę żołnierzom przyznano 247 polskich i 239 radzieckich odznaczeń bojowych, w tym trzy odznaczenia bohatera Związku Radzieckiego.
Różna jest ocena samej bitwy. Według jednych jest ona chlubą i legendą polskiej armii, według innych był to chytry plan Rosjan zmierzający do unicestwienia polskich oddziałów i tylko odmowa dalszej walki odsunęła groźbę unicestwienia dywizji, a sama nazwa bitwy „pod Lenino” służyła tylko celom propagandowym, gdyż same walki toczyły się wokół Połzuch i Trygubowa. Ocenę pozostawiam czytelnikom, ale parę faktów przedstawić trzeba. Po pierwsze, bitwa zaakcentowała obecność Polaków na głównym froncie drugiej wojny światowej. Po drugie, sprawa Polski na arenie międzynarodowej nabrała nowego wymiaru, gdy okazało się, że polska lewica dysponuje regularnymi oddziałami wojskowymi niezależnymi od rządu w Londynie i to te oddziały będą wyzwalał terytorium Polski spod niemieckiej okupacji.
Po trzecie, informacje o tej bitwie dodały otuchy partyzantom, a także zwykłym ludziom w Polsce, która ciągle jeszcze czekała na wyzwolenie. Po czwarte wreszcie, bitwa miała istotny wpływ na późniejszy szybki rozwój polskich sił zbrojnych na wschodzie – najpierw Pierwszego Korpusu, a następnie Pierwszej Armii, która swój szlak bojowy zakończyła w Berlinie. Jakkolwiek by bitwy pod Lenino nie oceniać jest ona faktem historycznym o istotnych dla Polski następstwach.

Bibliografia

"Polacy w bitwie pod Lenino" Czesław Podgórski Wyd. Interpress, Warszawa 1973 r.
"Lenino październik 1943" Zdzisław Czerwiński Wyd. MON, Warszawa 1970 r.
"Gazety wojenne" nr 51 Wyd. P.O. Polska, Warszawa

Artykuł Onetu na ten sam temat: http://wiadomosci.onet.pl/prasa/ani-zwyciestwo-ani-pod-lenino/86qb6