Każdy na każdym stanowisku powinien znać się na tym co robi. Denerwuje nas jeśli np. mechanik czy hydraulik coś spartoli. Jednak, gdy partacze zaczynają rządzić poważnymi instytucjami, państwowymi staje się to szczególnie niebezpieczne.
Historia Polski powinna nas nauczyć, a przede wszystkim rządzących, że obronność kraju jest sprawą nadrzędną. Dobrze, że jesteśmy w silnym pakcie obronnym ale zawsze najlepiej liczyć na siebie. Nie darmo ponad dwa wieki temu biskup - poeta pisał, że "wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły".
Może już nam nie jest potrzebna prawie półmilionowa armia, jaką mieliśmy w czasach PRL. Do połowy lat 50-tych była znacznie większa. Ale nie znaczy, że mamy całkowicie pozbawiać się zdolności obronnych. Z silnej i dość dobrze wyposażonej w sprzęt armii pozostał kadłubek Obawiam się, że i z wyszkoleniem nie jest lepiej. Tylko czy to z winy wojskowych? Czy dyletantów zajmujących się wojskiem? Niektórzy sprawiali wrażenie, że ich wiedza wojskowa pochodzi z serialu "Baobab".
Braki obnażył "raport Millera", ale już wcześniej mówiono o braku pieniędzy na obronność, choć wiele obiecywano. Oprócz cudów oczywiście. W opłakanym stanie jest zaniedbywana od lat Marynarka Wojenna i pozostałe rodzaje Sił Zbrojnych RP.
Okazało się, że nie tylko źle jest z wyposażeniem wojska w sprzęt. Podczas prawicowych rządów zwolniono lub zmuszono do odejścia oficerów z długoletnim stażem bo "skażeni komuną". Zwłaszcza tych którzy przechodzili jakiekolwiek przeszkolenia w ZSRR. Wypełnienie luki pokoleniowej przez młodszych oficerów wymagało czasu. Nie pomyślano o tym. A wydawałoby się, że pełnienie funkcji ministra czy premiera wymaga myślenia.
Kto zawinił? Wojskowi? Czy rządzący?
Cytuję "Rzeczpospolitą". (link przy następnym cytacie):
"Co gorsza, załoga w takim składzie nigdy nie była w symulatorze lotów. Prawdę mówiąc, od dwóch lat w symulatorze lotów Tu-154M nie siedział żaden pilot 36. pułku. Czy to ważne? Owszem, bo na symulatorach załogi ćwiczą wyłącznie trudne sytuacje.
Emerytowany pilot samolotów pasażerskich: – Ćwiczyłem na symulatorach w Moskwie. Niesamowite przeżycie. Instruktor, ponad 20 tysięcy wylatanych godzin, omawia, co będziemy ćwiczyli, i wychodzi. Kabina w skali jeden do jednego, zajmujemy miejsca, sprawdzamy urządzenia. Wszystko jak w normalnym locie. Wiemy, co będziemy ćwiczyli, ale nie wiemy kiedy. Nagle wysiada jeden silnik, rozhermetyzowuje się kabina albo wybucha pożar. Trzeba sobie radzić.
– Rozbił się pan na symulatorze?
– Tak, „leciałem” bez dwóch silników i nie wyrobiłem się na pas. Niesamowite, realistyczne wrażenie, włącznie z ogromnym hukiem.
– Były konsekwencje?
– Nie, chodziło o naukę. Instruktor wszedł i mówił: „Ty ubił siebia! Zacziem?”. Potem analizowaliśmy błędy.
Jeszcze dwa lata temu na podobne ćwiczenia mogły jeździć załogi Tu-154M z 36. pułku. Robiło się to zazwyczaj, gdy maszyna jechała na remont. Mechanicy moskiewskich zakładów WAZ 400 odświeżali samolot, a załoga szkoliła się na symulatorze.
Ale to czas przeszły. Od dwóch lat „tutki” są serwisowane w rosyjskiej Samarze na podstawie nowej umowy zawartej przez Departament Zaopatrywania Sił Zbrojnych MON. Polska strona nie zagwarantowała sobie w nowym porozumieniu możliwości korzystania z symulatorów.
– Przydałyby się pana ludziom treningi na symulatorach? – pytamy pułkownika Raczyńskiego. – Oczywiście, że by się przydały – odpowiada. Koniec cytatu.
Odwołano pana ministra ON Klicha. Nb. nigdy nie powinien ministrem ON zostać. On sobie poradzi. Na pocieszenie dostanie jeszcze odprawę pieniężną. Podobnie jak pozostali odwołani. Na ich miejsce przyjdą nowi i też niedługo odejdą z odprawami, bo kończy się kadencja tego paPlamentu. Wkrótce wybory.
Zapewne poradzą sobie piloci z rozformowanego pułku. Ostatecznie mogą latać samolotami linii cywilnych i zarabiać kilkakrotnie więcej.Tylko czy nie szkoda niszczyć tego pułku? Może należało poczynić niektóre kroki zaraz po katastrofie? Może należało go zreorganizować.
Teraz VIP-y mają latać wynajętymi samolotami od linii lotniczych. Czy to będzie taniej? Przepraszam, że wątpię. Czy wynajęci piloci cywilni będą tak dyspozycyjni jak wojskowi? Przepraszam, że wątpię.
Oto przykład.
Cytuję "Rzeczpospolitą"
"Siewiernyj to lotnisko wojskowe, rzadko używane. Według naszych informacji (potwierdzonych w źródłach LOT-owskich i MON-owskich) strona rządowa chciała wynająć od LOT samolot cywilny, by leciał on na uroczystości katyńskie 7 kwietnia. LOT odmówił, gdyż Siewiernyj nie spełnia warunków lotnisk komunikacyjnych i przewoźnik mógłby stracić ubezpieczenie. System nawigacyjny na Siewiernym jest prymitywny – są to ustawione na osi pasa startowego dwie radiolatarnie. Przy takim wyposażeniu pilot musi wykonać podejście nieprecyzyjne, czyli nie może wykorzystać autopilota. Musi podejść, sterując ręcznie. Arkadiusz Protasiuk według posiadanych uprawnień mógł podejść do lądowania przy podstawie chmur 120 metrów i widzialności 1800 metrów. Gdyby podchodził w gorszych warunkach, złamałby zasady."
http://www.rp.pl/artykul/479984.html . Warto przeczytać cały artykuł podany w linku.
 |
| Pociągi Grabarczyka w następnej kadencji. |
Swego czasu padały obietnice "taniego państwa". Czyżby pan premier uznał, że przed wyborami trzeba ich dotrzymać? To może teraz VIP-y będą jeździć pociągami? Podobno zachowała się salonka po W. Gomułce. No to teraz dla pana premiera jak znalazł! A pan minister Grabarczyk będzie gwarantem ich punktualnego jeżdżenia.
FLY BY PKP!
Post scriptum.
Pułku nie da się rozformować z dnia na dzień. Wkrótce wybory. Może nowe władze zmienią tę decyzję..