środa, 29 czerwca 2016

Lato. Na wesoło!

                             
Pakujemy się na wakacje
Nowa moda na lato?
Letni relaks
To idziesz do tego basenu, czy nie?
 Mamo! Czy mogę popływać? - Dobrze, Tylko się nie zamocz.
Relaks pod skałą   Ryzykantka ?


Nie ma jak w domu !

List Jasia z wakacji: 
Jest pięknie. Świetnie wypoczywam. 
Bądźcie spokojni i nie martwcie się o mnie. 
P.S. Co to jest epidemia?  
  
Jaka jest różnica między wczasami w górach, a nad morzem?
W górach ceny są wysokie, a nad morzem - słone.

Organizowane są przejażdżki łodzią po jeziorze Genezaret.
Bilet kosztuje 700 dolarów.
- To strasznie dużo - dziwi się zbulwersowany turysta.
- Owszem, ale to przecież po tym jeziorze Jezus piechotą chodził!
- No ! Nie dziwię się, przy takich cenach !

Baca rozmawia z turystą:
- Zabiłem wczoraj 10 ćmów.
- Ciem - poprawia go turysta.
- A kapciem. 


poniedziałek, 27 czerwca 2016

Procesy zwierząt zwierząt w średniowieczu

Skopiowane z:

Kogut spalony stosie, czyli procesy zwierząt w średniowieczu

Zwierzęta domowe stawały w średniowieczu przed sądem podobnie jak ludzie – wysłuchiwały aktu oskarżenia, miały obrońców przydzielonych z urzędu. Zdarzało się, że prokurator z całą powagą wnosił o ukaranie myszy, ślimaków i chrząszczy.
Gdy w 864 r. w Wormacji zmarł człowiek użądlony przez pszczoły, synod kościelny zdecydował, że wszystkie owady z ula zostaną uduszone. Pszczoły zabito, aby zapobiec wyprodukowaniu przez nie miodu – słodycz morderczyń miałaby demoniczne właściwości. Sporo jest podobnych wzmianek o doraźnym karaniu zwierząt, jednak dopiero w połowie XIII w. pojawiają się pierwsze świadectwa o procesach sądowych. Zastanawiano się, czy zwierzęta mają duszę, czy powinny pościć i czy wolno im pracować w święta. W każdym razie uznano, że muszą odpowiadać za swoje czyny. Przed trybunałami świeckimi oskarżano najczęściej zwierzęta domowe, które, jak dowodzono, świadomie i z premedytacją doprowadziły do śmierci człowieka, spowodowały poważne uszkodzenia ciała lub dopuściły się występku przeciw naturze i boskiemu prawu.
Największą liczbę zwierzęcych rozpraw sądowych odnotowano w południowo-wschodniej Francji, w Szwajcarii, zachodnich Niemczech i w północnych Włoszech, zachowały się też akta spraw z innych części Europy, a nawet z obydwu Ameryk. Po ten sposób dochodzenia sprawiedliwości, utrwalony w średniowieczu, sięgano, choć sporadycznie, aż do XIX wieku.

Występny drób
Jak wyglądała procedura sądowa w przypadku zwierzęcia oskarżonego o zbrodnię, pokazuje przypadek prosiaka należącego do gospodarstwa prowadzonego przez zakonników z klasztoru w Laon w północnej Francji. W 1494 r. w jego sprawie obradował sąd. 14 czerwca świnka została schwytana pod zarzutem zamordowania kilkumiesięcznego synka pastucha Jehana Lenfanta i zamknięta w areszcie. Przysługiwały jej te same prawa co dwunożnym przestępcom, włącznie z określoną ilością strawy i prawem do obrońcy z urzędu. W trakcie procesu świadkowie zeznali, że „w ostatni poniedziałek wielkanocny, podczas gdy Lenfant pilnował bydła, a jego żona Gillon oddaliła się ze wspomnianego gospodarstwa do wsi Dizy, pozostawiwszy dziecko w domu pod opieką dziewięcioletniej córki (...) rzeczona świnia weszła do wspomnianego domu i okaleczyła oraz pożarła twarz i gardło wspomnianego dziecka, które w krótkim czasie zmarło wskutek pogryzienia i ran zadanych przez wspomnianą świnię”. Wyrok brzmiał: „Wzburzeni i zatrwożeni niniejszą zbrodnią, a także aby dać przykład i zadośćuczynić sprawiedliwości, stwierdzamy, orzekamy (…) i ogłaszamy, że wspomniany wieprzek, osadzony jako więzień i przetrzymywany we wspomnianym klasztorze, zostanie powieszony i uduszony przez mistrza katowskiego na szubienicy”. Wyrok wykonano.
Dwadzieścia lat wcześniej trybunał w Bazylei skazał na śmierć przez spalenie na stosie koguta „za straszliwą i przeciwną naturze zbrodnię złożenia jaja”. Egzekucja na górze Kohlenberg przeprowadzona została przy zachowaniu tych samych procedur co w przypadku egzekucji heretyków, zgromadziła tłumy mieszczan i chłopów z okolicy. Jak odnotowano w kronice miasta, po przecięciu koguta kat odnalazł w jego wnętrznościach kolejne jaja. Zostały one najprawdopodobniej natychmiast zniszczone, bo zgodnie z powszechnie panującym przekonaniem mógł się z nich wykluć bazyliszek, potwór zabijający wzrokiem.
W 1662 r. w kolonii New Haven w dzisiejszym stanie Connecticut na szafocie stanęła krowa, dwie jałówki, trzy owce i dwie maciory. Surowy wyrok był karą za udział w „godnych potępienia aktach sodomii” (damnable bestialities), którym oddawały się wraz z pewnym szanowanym obywatelem miasta znanym skądinąd z tego, że był „żarliwy w modlitwie, (…) chętny do budujących rozważań w gronie ludzi pobożnych i gorliwy w wytykaniu grzechów innym ludziom”. Szanowany obywatel zawisł na szubienicy obok wspólniczek. Podobne sprawy zawsze kończyły się śmiercią. W 1466 r. w Corbeil na stosie zginął mężczyzna razem z maciorą, w 1565 r. w Montpellier mężczyzna z osłem. Wierzgające zwierzę przed podpaleniem pozbawiono kopyt. W 1606 r. w Chartres powieszono mężczyznę skazanego za stosunki z suką. Zwierzę zabito uderzeniem w łeb. Oboje spopielono na stosie.

Adwokat chrząszcza

Gdy sądy świeckie były bezsilne i konieczna mogła się okazać interwencja boska, zwracano się do trybunałów kościelnych. W 1478 r. mieszkańcy Brna w Szwajcarii zażądali sądowego ukarania i powstrzymania chrząszczy niszczących ich plony. Najpierw poprosili o pomoc biskupa, który nakazał modlitwy w intencji pozbycia się owadów. Gdy te nie poskutkowały, władze kościelne wystosowały pismo do szkodnika: „Chrząszczu, bezrozumna i niedoskonała istoto, nazwana niedoskonałą, bo żaden z twego plemienia nie był w arce Noego w czasie wielkiego zniszczenia i ruiny czasów potopu, przybywasz licznymi chmarami i uczyniłeś ogromną szkodę w ziemi i nad ziemią, przynosząc wielkie uszczuplenie strawy dla ludzi i zwierząt, (...) wszem i każdemu z was z osobna nakazuję i upominam, abyście przed upływem sześciu dni opuścili wszystkie miejsca, gdzie jawnie lub potajemnie sialiście albo zamierzacie siać zniszczenie”.
W dalszej części pisma poinformowano owady, że jeśli z jakiegoś powodu nie mogą zastosować się do nakazu, wzywa się je do „stawienia się w Wiflisburgu (obecnie Avenches) w szóstym dniu od wystawienia tego dokumentu, o pierwszej po południu, aby przez swego adwokata wytłumaczyły się i objaśniły swoją postawę Jego Ekscelencji Biskupowi Lozanny albo jego zastępcy”. Mimo iż list odczytano z ambon w parafiach dotkniętych plagą, chrząszcze nie zgłosiły się w wyznaczonym terminie. W związku z tym wszczęto formalne postępowanie sądowe, wyznaczając owadom przedstawiciela z urzędu. Jean Ferrodet z Freiburga okazał się adwokatem słabym – jego klient przegrał z kretesem, w ramach wyroku został obłożony klątwą i potępiony. Niestety, decyzja sądu nie przyniosła najmniejszej zmiany w postępowaniu chrząszczy, które nadal pożerały uprawy. Biskup wyjaśnił, że najwyraźniej Bóg uznał berneńskich mieszczan za grzeszników w pełni zasługujących na plagę.
Z innym szkodnikiem mieli do czynienia mieszkańcy gminy Stilfs na pograniczu Austrii i Włoch. Mieli tak dość kretów, które ryły i podkopywały pola czy ogrody, że w 1519 r. zażądali, by sprawą zajęły się władze. Rozpoczął się proces. Obrońca oskarżonych wnosił o uniewinnienie, tłumacząc, że tak naprawdę krety przynoszą więcej pożytku niż szkody, bo spulchniają ziemię, przepędzają gryzonie i niszczą owady. Mimo sprytnej taktyki sąd wydał wyrok korzystny dla strony przeciwnej i nakazał kretom opuścić teren gminy. Jednak w uznaniu słuszności niektórych argumentów ich prawnika ogłoszono, że przed wymarszem osobnikom nowo narodzonym i „tym z młodymi przyznaje się list żelazny i dodatkowy okres czternastu dni na nabranie sił”.
Śmielszy i skuteczniejszy od adwokata włosko-austriackich kretów okazał się pełnomocnik termitów z brazylijskiej prowincji Maranhão. Franciszkanie z jednego z klasztorów w tej części kraju narzekali na owady, które dobierały się do zapasów, niszczyły meble, a nawet ściany budynków, co groziło zawaleniem. W 1712 r. sprawę skierowano ostatecznie do sądu biskupiego. Zgodnie z obowiązującą procedurą termity wezwano, by przedstawiły swoje racje. Oskarżone nie pojawiły się na rozprawie, lecz stawił się ich, jak się okazało, dość bezczelny i nieprzebierający w słowach plenipotent. Zaczął od wychwalania zaradności i pracowitości swoich klientów oraz wytykania zakonnikom gnuśności. Następnie zwrócił uwagę na fakt, że skoro mowa o bezprawnym korzystaniu z cudzej własności i niszczeniu jej, to właśnie termity mogą uważać się za pokrzywdzone, bo zamieszkiwały teren obecnego klasztoru, zanim przybyli tu franciszkanie. Proces ciągnął się dość długo. Prawnicy obu stron wygłaszali płomienne przemowy i wznosili się na wyżyny erudycji, budując skomplikowane konstrukcje logiczne i powołując się na rozliczne precedensy oraz prawnicze i teologiczne autorytety. Sprawa zakończyła się ugodą, na mocy której owady miały opuścić teren klasztoru, a franciszkanie zapewnić im zastępcze miejsce zamieszkania. Jak odnotowano w kronice zakonu, termity podporządkowały się decyzji trybunału i natychmiast po odczytaniu wyroku w zwartej kolumnie przemaszerowały na przyznaną im działkę.
Po co to wszystko?
Czytając o procesach zwierząt, myślimy z rozbawieniem o naiwności naszych przodków. Jaki jest sens stawiania przed sądem świni, choćby i rzeczywiście spowodowała czyjąś śmierć? Ale dla ludzi średniowiecza takie działanie miało głęboki sens wynikający z ich światopoglądu i opartej na nim koncepcji świata.
Po pierwsze, zabicie człowieka przez zwierzę stanowiła poważne naruszenie boskiego porządku. Jak wiadomo, w tradycji judeochrześcijańskiej człowiek stworzony na podobieństwo Boga uważany jest za istotę stojącą nad wszystkimi innymi ziemskich bytami i dysponuje nimi wedle swoich potrzeb. Gdy więc pan zostanie zgładzony przez sługę, dochodzi do naruszenia ładu, który musi zostać przywrócony w sposób formalny i z zachowaniem pewnych zasad, czyli poprzez odpowiedni rytuał. W tym przypadku rytuał procesu sądowego.
Po drugie, wierzono, że w świecie, w którym toczy się nieustanna walka dobra ze złem, Szatan nie ustaje w wysiłkach, by zawładnąć jakąś cząstką rzeczywistości. Zwierzęta uważano za szczególnie podatne na diabelskie wpływy (a zatem za naturalnych towarzyszy i pomocników czarownic i czarnoksiężników) z uwagi na ich niezdolność do pełnego zrozumienia zasad moralnych. Tak więc oślica, którą przyłapano na wiadomych czynnościach ze zdesperowanym pastuchem, nie tylko dopuszczała się występku przeciwko naturze, ale też została skażona złem i ogarnięta aurą zepsucia (aura corrumpens). Należało ją jak najszybciej osądzić, a następnie zrobić to, co konieczne, by diabelskie siły panoszące się w jej ciele nie zaraziły otoczenia. Stos, stryczek, ewentualnie zakopanie żywcem uznawano za najbardziej skuteczne środki.
Proceder stawiania przed sądem i skazywania zwierząt da się też wyjaśnić w ogólniejszych kategoriach psychologicznych i socjologicznych. Jak się okazuje, nawet w bardzo wysoko rozwiniętych społecznościach często nadaje się zwierzętom cechy ludzkie. Wierzy się, że mogą w sposób świadomy postępować dobrze lub źle, a więc mogą także łamać prawo podobnie jak człowiek. Należy zatem traktować je jak każdego innego kryminalistę. W naturze ludzkiej leży też potrzeba odwetu za wyrządzoną krzywdę, potrzeba sprawiedliwości i porządku społecznego. Jeśli ginie dziecko, morderca musi ponieść karę i odczuć na własnej skórze cierpienie, które zadał ofierze. Nie ma znaczenia, że zabójcą jest świnia. Samosąd byłby barbarzyństwem i do tego działaniem niezgodnym z prawem. Pozostawał więc sąd i formalny proces zakończony wyrokiem.
W średniowieczu i epokach późniejszych zwierzęta zasiadały na ławie oskarżonych dość często. Trzeba jednak podkreślić, że ówczesne autorytety prawnicze i teologiczne wypowiadały się o tym procederze krytycznie. Uznawały istnienie takiego obyczaju, wynikającego z lokalnych tradycji i praktyki sądowej, ale nie znajdowały uzasadnienia dla skazywania zwierząt ani w prawie, ani w nauczaniu Kościoła.
Jeśli sprawa trafiła przed trybunał świecki lub kościelny, oskarżyciele i sędziowie w wielu przypadkach kierowali się pragmatyzmem. Niektóre zwierzęta rzadko trafiały w ręce kata, bo po prostu były zbyt cenne. W XIV-wiecznej Burgundii pisano wprost: „Jeśli wół albo koń dopuści się jednego albo więcej zabójstw na ludziach, nie ma być zabity ani też sądzony i stracony. Powinien raczej zostać przejęty przez pana, na którego ziemi popełnił zbrodnię, albo przez jego ludzi, w celu konfiskaty i aby mógł być sprzedany, a dochód przekazany panu na jego potrzeby. Jeśliby jednak inne zwierzę (…) to uczyniło, ma zostać powieszone za tylne nogi”.
Jak zawsze więc życie weryfikowało przepisy prawa i tworzyło nowe normy.
Tomasz W. Gromelski. Historyk z Uniwersytetu Oksfordzkiego, specjalizuje się w historii społecznej i kulturowej Anglii w latach 1400-1600 oraz historii Polski XVI i XVII wieku. Obecnie pracuje nad projektem „Życie codzienne i śmierć w Anglii XVI wieku”
Tekst pochodzi z "Newsweeka Historia" 10/2014
Tomasz W. Gromelski

niedziela, 12 czerwca 2016

EURO 2016
























Ciekawe. Dwudziestu facetów ugania się za jedną "skórą" i każdy chce strzelić gola. Życzmy sukcesów biało-czerwonym! Polska gola! 

poniedziałek, 6 czerwca 2016

Pan prezes szuka biliona

Oj, naobiecywało się! "500 +", "mieszkanie +". itd. itp. etc. Opodatkowane banki podniosą ceny swoich usług i "wyjdą na swoje". Podobnie z opodatkowanymi marketami. Gorzej będą miały małe sklepy, małe firmy, drobni przedsiębiorcy. Gorzej będą mieli klienci. Tylko, po co to wszystko? Przecież pan prezes ma super rozwiązanie: 

                           

Ostatnio wróbelki ćwierkają, że ma być nowy banknot, pięćsetzłotowy z wizerunkiem króla Jana Sobieskiego. Trochę niepokojące to, biorąc pod uwagę, jak to już bywało, gdy drukowano banknoty o coraz wyższych nominałach. Oby to nie był krok w tym kierunku, gdy w budżecie będzie pusto. Znów będą dodrukowywać? Niekoniecznie pięćsetki. A może by tak nowy banknot dla uhonorowania geniuszu pana prezesa? Taki, jakiego jeszcze nie było. O nominale 300 zł. Bo i taki geniusz ekonomiczny, chyba się jeszcze w Polsce nie zdarzył!
PS. 
1. Bajka o dobrej zmianie PiS: http://www.dailymotion.com/video/x4aazoz_bajka-o-dobrej-zmianie-pis_news
2."Dług Skarbu Państwa rośnie najszybciej w historii. Właśnie bijemy pod tym względem rekordy" - http://next.gazeta.pl/next/7,151245,20455678,dlug-skarbu-panstwa-rosnie-najszybciej-w-historii-wlasnie-bijemy.html#MT      "Licznik długu": http://www.dlug-publiczny.pl
3.Bloomberg alarmuje. Polska wśród krajów najbardziej narażonych na światowe perturbacje: https://businessinsider.com.pl/finanse/makroekonomia/polski-zagraniczny-dlug-do-pkb-bloomberg-bije-na-alarm/8qsc0xk

środa, 1 czerwca 2016

Dzień Dziecka. Milusińscy na wesoło

Ojciec piątki dzieci wygrał zabawkę w loterii. Zawołał swoje dzieciaki i spytał, które z nich powinno otrzymać prezent:
- Kto jest najbardziej posłuszny? - spytał - Kto nigdy nie pyskuje mamie? Kto robi wszystko, co każe?
Pięć głosików odpowiedziało jednocześnie: 
- Dobrze, tato, możesz zatrzymać zabawkę. 

Dwóch chłopców stoi  przed kościołem, z którego wychodzą właśnie nowożeńcy. Jeden mówi:
- Patrz jaki teraz będzie czad!
Po czym biegnie do panny młodej i woła:

- Mamo, mamo!

Mały Jasio pyta nauczycielkę:
- Plose pani, cy dzieci mogą mieć dzieci?
Nauczycielka odpowiada mu:
- Ależ Jasiu, co ty mówisz?! To zupełnie niemożliwe!
Jasio odwraca głowę do Oli i mówi:

- No i cego sie bois, głupia?

Nauczycielka pyta się klasy: 
Dzieci kto w waszej rodzinie jest najstarszy?
- U mnie dziadek
- W mojej rodzinie babcia
- Pra-pra-pra-pra babcia
- To niemożliwe!
- Dla-dla-dla-czego?  

Dzwonek do drzwi. Za drzwiami dziecko:
- Dzień dobry pani.
- A to ty Piotrusiu. Co się stało?
- Tata mnie przysłał, bo dłubie przy motorze i nie może sobie dać sam rady.
- Stary, rusz się i idź pomóż sąsiadowi.
- Tata jeszcze mówił, żeby pan sąsiad wziął taki specjalny klucz, bo tata nie ma w garażu.
- A jaki?
- Szklaną pięćdziesiątkę.

- Mamo, jak poznałaś tatusia?
- Dzięki nowoczesnej technologii.
- Przez Internet?
- Nie kochanie, testy DNA. 

- Mamo, a tata mnie zbił dwa razy! 
- Dlaczego aż dwa?
- Bo raz, jak mu pokazałem świadectwo, a drugi jak zobaczył, że to jego...

Pani w szkole pyta Jasia:
- Powiedz mi kto to był: Mickiewicz, Słowacki i Norwid?
- Nie wiem. A czy pani wie kto to był: Zyga, Chudy i Kazek?
- Nie wiem - odpowiada nauczycielka.
- To co mnie pani swoją bandą straszy?

Jasiu szepcze tacie na ucho:
- Jak dasz mi dychę, to powiem ci, co mówi listonosz do naszej mamy, gdy ty jesteś w pracy.
Ojciec daje synkowi 10 złotych.
- I co mówi?
- Dzień dobry, poczta dla pani.

- Jest ojciec?
- Jest - odpowiada szeptem dziecko.
- To poproś go.
- Nie mogę - szepcze dziecko.
- Dlaczego?
- Bo jest zajęty - szepcze dalej.
- A mama jest?
- Jest.
- To poproś mamę.
- Nie mogę. Też jest zajęta.
- A czy oprócz mamy i taty jest jeszcze ktoś w domu?
- Tak, policja - potwierdza nadal szeptem maluch.
- No to poproś pana policjanta.
- Nie mogę, jest zajęty.
- Czy jeszcze ktoś jest w domu?
- Straż pożarna, ale pan strażak też jest zajęty.
- Powiedz mi dziecko, co oni wszyscy robią u was w domu?
- Szukają.
- Kogo?
- Mnie.

W piaskownicy:
- Czy może pani powiedzieć synowi, żeby mnie nie udawał?
- Jasiu, przestań robić z siebie idiotę.

Jasio pyta się taty: 
- Tato wiesz, który pociąg się najbardziej spóźnia?
- Nie wiem synku.
- Ten, który obiecałeś mi w zeszłym roku na urodziny.

Tatusiu,czy ja jestem adoptowany?
-Byłeś. Ale cię oddali.

Kolega do Jasia: 
- Ile razy mam Cię prosić, żebyś wreszcie mi oddał pożyczone pieniądze? 
- A przypomnij sobie, ile razy Cię prosiłem, żebyś mi je pożyczył?

Czym różni się uczeń dobry od złego?
Złego leją rodzice, dobrego - koledzy.

Siostra na religii pyta się Jasia:
- Jasiu. Kto zbudował arkę?
- No... eee
- Dobrze. Siadaj szóstka.

- Jasiu podaj przykład dwóch zaimków osobowych.
- Kto? Ja?
- Wspaniale! Siadaj, szóstka!

Pani pyta Jasia:  
- Odrobiłeś pracę domową?
- Tak, nawet przeczytałem całą lekturę i nauczyłem się do sprawdzianu!
Pani osłupiała krzyczy:
- Jasiu, Ty chyba żartujesz!
- Tak, ale to pani zaczęła.

Pani na lekcji do Jasia: 
- Jasiu, za to, że byłeś dzisiaj niegrzeczny, zostaniesz ze mną godzinę po lekcjach!
- Dobrze, proszę pani,  mnie tam wszystko jedno. Tylko co ludzie sobie o nas pomyślą?

Dziadek dał Jasiowi 20 zł na urodziny. Mama obserwuje Jasia, wreszcie mówi:
- Jasiu, podziękuj dziadziusiowi.
- Ale jak?
- Powiedz tak, jak ja mówię, gdy tatuś daje pieniążki.
Jaś zwraca się do dziadzia:
- Dlaczego tak mało?

Jasio chwali się koledze:  
- Wiesz, na urodziny dostałem rowerek i trąbkę. 
- A z czego cieszysz się bardziej?
- Yyy... Chyba z trąbki.
- A dlaczego?
- Bo tata daje mi codziennie 10 zł, żebym przestał grać.

Jasio podczas obiadu pyta mamę:
- Mamo, dlaczego tatuś jest łysy?
- Ponieważ jest bardzo mądry.
-Dlaczego ty masz tak dużo włosów?
- Zamknij gębę i jedz zupę!

Jasio na lekcji polskiego odmienia rzeczownik „kot” przez przypadki:
- Mianownik: kot
- Dopełniacz: kota
- Celownik: kotu
- Biernik: kota
- Narzędnik: z kotem
- Miejscownik: o kocie
- Wołacz: kici kici!

- Mamo, spełniliśmy dziś we trzech dobry uczynek. Przeprowadziliśmy staruszkę przez jezdnię.
- To ładnie, ale dlaczego we trzech?
- Bo stawiała opór.


Nauczycielka do Jasia:
- Jasiu, powiedz, gdzie pracuje twój tato. Nie ma się czego wstydzić.
Jasio, czerwony na twarzy, mówi:
- Mój tata tańczy nago przy rurze w klubie dla gejów.
Pani jest oczywiście w szoku, ale chwali Jasia za szczerość i odwagę pozwala usiąść.
Jasio siada i mówi do kolegi z ławki:
- No i co miałem zrobić? Przyznać się, że jest posłem z ...? 

Na podwórku przed blokiem sześcioletni chłopczyk podchodzi do zaparkowanego mercedesa i z
całej siły kopie go w drzwi.  
Alarm się włącza.
Zaczyna wyć.
Po kilku sekundach na balkonie na ostatnim piętrze pojawia się mężczyzna ....
A chłopczyk krzyczy do niego:
- Tatooo ... rzuuuuć mi piłkę! 

Dwaj chłopcy podbiegają do policjanta:
- Panie władzo, szybko, nasz nauczyciel od matematyki!
- Co się stało? Napadli go?
- Nie, on nieprawidłowo zaparkował.

czwartek, 19 maja 2016

Podpisz protest przeciw okrucieństwu.

      Ponoć miarą kultury człowieka jest jego stosunek do przyrody, zwłaszcza zwierząt. Zaś pies jest najlepszym przyjacielem człowieka. Niestety, nie każdy człowiek jest przyjacielem psa. Oto co "czynią" człekopodobni": https://secure.avaaz.org/pl/stop_the_puppy_slaughter_loc/?cpLhYeb
     Otrzymałem to w mailu od kolegi internetowego. Tutaj pominąłem linki do drastycznych zdjęć i sposobów uśmiercania ich, często w nieludzki sposób, godny najgorszych sadystów. Zapewne każdy rozumie, dlaczego. Podpisałem apel i przesłałem dalej. Kto zechce, może dołączyć się.
PS. Na szczęście, są jeszcze na tym świecie ludzie dobrej woli. Wielki szacunek dla nich!

poniedziałek, 16 maja 2016

Trochę humoru

Do gabinetu kierowniczki w salonie kosmetycznym wpada facet: 
- Co to ma znaczyć! Zapłaciłem za dwie godziny solarium, a wyproszono mnie po piętnastu minutach!
- Proszę się uspokoić. W instrukcji jasno jest napisane, że w kabinie można przebywać maksimum 15 minut.
- Nie interesuje mnie, co jest napisane w instrukcji! Ja jutro znad morza wracam!

Policjant zatrzymuje faceta za przekroczenie prędkości. Kiedy podchodzi do samochodu, widzi, że ten jest bardzo zdenerwowany.
- Dobry wieczór panu. Wie pan, dlaczego pana zatrzymałem?
- Tak, panie władzo... Za przekroczenie prędkości, ale to sprawa życia i śmierci.
- Ach, tak? Dlaczego?
- Naga kobieta czeka na mnie w domu.
- Nie rozumiem, dlaczego miałaby to być sprawa życia i śmierci.
- Jeśli nie dotrę tam przed moją żoną, będę martwy.

Stary profesor, laureat nagrody nobla z fizyki, jeździł po kraju i udzielał wykładów na temat swoich odkryć. Był tym znużony, bo z wykładów mało kto rozumiał cokolwiek. Mało tego, przez cały czas nikt nie zadał nawet żadnego pytania. Po latach takiego życia bardzo zaprzyjaźnił się ze swoim szoferem. Zaczął nawet zabierać go na wykłady. Czuł się jednak coraz bardziej zmęczony i wypalony. Pewnego razu szofer zaproponował:
- Po tylu latach i tylu odsłuchanych wykładach, znam każde słowo na pamięć. Zamieńmy się rolami. Ja będę udawał profesora, a Pan - szofera. Usiądzie pan wygodnie z tyłu widowni i odpocznie w trakcie wykładu. Pytań przecież i tak nikt nie zadaje.
Tak tez, zrobili. Szofer radził sobie świetnie jako mówca, a profesor odpoczywał.
Pewnego razu na jednym z wykładów, pewien arogancki student postanowił obnażyć niewiedzę profesora. Przeprowadził kilkuminutowy wywód, na temat deterministycznej interpretacji mechaniki kwantowej zakończony pytaniem. Stał z irytującym uśmieszkiem i czekał na potknięcie. Szofer, stojący na mównicy zastanowił się chwilę i odparł...
- To pytanie jest tak banalnie proste, że poproszę o odpowiedź mojego szofera, który siedzi z tyłu.

Nowy zakup: duży telewizor, Żona patrzy, na pudle sporo jakichś znaczków informacyjnych.
Zaciekawiona pyta męża:
- Co oznacza ten kieliszek na opakowaniu?
- To znaczy, że zakup trzeba opić. 

Zderzył się czarny BMW z fiacikiem.
Z BMW wysiada czterech dresów, a z malucha starszy, poukładany, spokojny facet. Dresy:
- No, facet, sprzedawaj dom, samochód, mieszkanie, co masz, może się wypłacisz.
Facet:
- A kto wy jesteście?
Dresy w śmiech:
- My sportowcy.
Starszy pan wyjmuje kałacha i przez zaciśnięte zęby:
- No to na miejsca, gotowi, START!

[ponoć autentyk] Wykładowca: - Opowiem wam teraz anegdotę, którą opowiadam prawie wszystkim grupom. Otóż w czasach PRL, wiecie, ścisła cenzura, w pewnej wsi koncert chciał dać zespół o pięknej nazwie "Przeje**ne". Niestety, źle by to wyglądało na plakatach, więc sprytny sołtys tejże wsi postanowił zmienić nazwę na "Nie Jest Dobrze". Historyjka kończy się happy endem, zespół się zgodził, koncert był udany. A teraz przechodzimy do głównego powodu, dla którego to słyszycie. Moi drodzy, sprawdziłem wasze prace.
Nie jest dobrze.

Student zdaje egzamin z elektrotechniki, lecz odpowiedzi studenta są poniżej krytyki. W końcu profesor zły, mówi:
- Dam panu trójkę, jeżeli powie pan ile jest żarówek w tej sali.
Student zaskoczony szybko policzył i odpowiada:
- Trzydzieści.
- Nieprawda - mówi profesor, po czym wyciąga z kieszeni żarówkę.
Za rok ten sam student podszedł do egzaminu i sytuacja się powtórzyła. Na pytanie profesora o ilość żarówek odpowiedział:
- Trzydzieści jeden.
Na co profesor z uśmiechem:
- Nieprawda. Nie mam w kieszeni żarówki.
- Ale ja mam.

Rozmawiają dwie przyjaciółki:  
- Szef dał mi podwyżkę, gdy dowiedział się, że swojemu synowi dałam jego imię!
- Mnie także dał podwyżkę, gdy swojemu synowi nie dałam jego nazwiska.

Na egzaminie na prawo jazdy egzaminator pyta podstępnie:
- Co pani zrobi, jeżeli po przejechaniu pięciu kilometrów stwierdzi pani, że zapomniała pani kluczyków?
- Zjadę na pobocze, włączę światła awaryjne, wysiądę z samochodu i sprawdzę, co za matoł pchał mnie taki kawał drogi.

Zebranie koła wędkarskiego.
Prezes mówi:
- Panowie! Dwa lata temu na rozpoczęcie sezonu zabraliśmy 10 litrów wódki i ukradli nam wędki. Rok temu zabraliśmy 20 litrów wódki i ukradli nam autokar. Oczekuję propozycji na ten rok.
Głos z sali:
- Zabieramy 40 litrów wódki, nie bierzemy wędek i nie wysiadamy z autokaru!

Ludzkość od niepamiętnych czasów zadaje sobie pytania: 
- Kto wymyślił pracę?
- I jak to możliwe, że pozostali go nie zabili?

Mąż do swojej żony:
- Kochanie mam dzisiaj spotkanie służbowe i wrócę trochę później.
- Znam te twoje spotkania, wrócisz rano kompletnie pijany i bez pieniędzy!
- No wiesz kochanie, jak możesz tak myśleć?!
Godzina 5 rano, pijany mąż stoi pod drzwiami i mówi:
- No i wykrakała, cholera!

Syn zrobił wreszcie prawo jazdy i prosi ojca o pożyczenie samochodu. Ojciec ostro:
– Popraw oceny w szkole, przeczytaj Biblię i zetnij włosy, to wrócimy do tematu.
Po miesiącu chłopak przychodzi do ojca i mówi:
– Poprawiłem stopnie, a Biblię znam już prawie na pamięć. Pożycz samochód!
– A włosy?
– Ale tato! W Biblii wszyscy: Samson, Mojżesz, nawet Jezus mieli długie włosy!
– O, widzisz, synku! I chodzili na piechotę.

 Proszę pani, tu się nie wolno kąpać! - mówi policjant wychodząc zza krzaków do stojącej nad
brzegiem nagiej dziewczyny.
- To nie mógł pan tego powiedzieć, gdy się rozbierałam?
- Rozbierać się wolno.

Dwóch przyjaciół wraca późnym wieczorem z pokera. Jeden skarży się drugiemu.
- Wiesz, nigdy nie mogę oszukać żony. Gaszę silnik samochodu i wtaczam go do garażu, zdejmuję buty, skradam się na piętro, przebieram się w łazience. Ale ona zawsze się budzi wydziera na mnie, że tak późno wracam.
- Masz złą technikę. Ja wjeżdżam na pełnym gazie do garażu, trzaskam drzwiami, tupię nogami, wpadam do pokoju, klepię ją i mówię: "Co powiesz na numerek"? Zawsze udaje że śpi.

Zespół naukowców badał kameleona. Postawili zatem zwierzę na czerwonym kawałku materiału - w mgnieniu oka kameleon stał się czerwony.
Następnie, naukowcy postawili kameleona na żółtym kawałku materiału - kameleon stał się żółty. Podobne testy przeprowadzono dla materiałów o różnych kolorach - zielonym, niebieskim, brązowym. Na koniec eksperymentu naukowcy rozsypali kolorowe konfetti i postawili na nim kameleona. Ku zdziwieniu naukowców kameleon westchnął ciężko, odwrócił łeb w ich stronę i powiedział:
- Weźcie wy się wszyscy od*******cie.

 Mężczyzna z chłopcem wchodzą razem do fryzjera. Po tym, gdy facet został już ogolony,
ostrzyżony i jeszcze kazał zrobić sobie manicure, posadził na fotelu chłopca i mówi do niego:
- Poczekaj tutaj, ja pójdę tylko kupić sobie krawat i za 10 minut po ciebie przyjdę.
Gdy fryzjer ostrzygł już małego, a facet wciąż się nie pokazywał, fryzjer mówi do chłopca:
- No i co... wygląda na to, że tatuś o tobie zapomniał.
- Ale to nie był mój tatuś - mówi chłopiec. - On tylko zaczepił mnie przed chwilą na ulicy i spytał, czy mam ochotę na darmowe strzyżenie.

Żona do męża:  
- Piszą, że woda podrożała…
- O, wreszcie i abstynentom się do d**y dobrali!

Podchodzi facet do warsztatu samochodowego.
- Czy mógłby mi pan przekręcić licznik?- O ile chce pan zmniejszyć? – pyta mechanik. 
- Nie, ja chcę zwiększyć!
- O przepraszam pana posła, nie poznałem!


PS. "Greg"! Dziękuję! 

niedziela, 1 maja 2016

1Maja. Święto Pracy. Rocznica przystąpienia Polski do UE.


Mamy też rocznicę przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. To było 01.05.2004 r. Odrobinkę "na wesoło". 
UE- Unijna pomoc finansowa
W małym irlandzkim mieście panuje deszczowa pogoda. Ulice są opustoszałe. Nastały złe czasy. Ludzie maja długi, ale żyją na wysokiej stopie. Przy tak niefortunnej pogodzie bogaty niemiecki turysta szukał noclegu. Zatrzymał auto przed małym hotelem. w tym irlandzkim mieście. Wszedł do środka. Zagadnął właściciela hotelu, czy może sobie obejrzeć pokoje, bo chciałby jedna noc przenocować i położył na ladę 100 € kaucji. Właściciel hotelu dał mu więc klucze do pokoi.
Kiedy tylko turysta znikł na schodach hotelarz wziął te 100€ i pobiegł szybko do sąsiada rzeźnika, aby zapłacić swoje długi.
Rzeźnik wziął te 100€ i poszedł do hodowcy rolnika zapłacić za dostawy.
Rolnik wziął ten 100€ banknot i pobiegł zapłacić swoje długi w magazynie.
Magazynier ze 100 € banknotem pobiegł do knajpy i uregulował swoje kredyty.
Barman przesunął banknot do siedzącej przy ladzie "wesołej panience", która też ciężkie czasy miała, ale przyjemności na kredyt mu udzielała.
Panienka szybko pobiegła do hotelu, aby zapłacić za wynajem pokoju tymi 100 €.
Hotelarz położył 100€ banknot z powrotem na ladzie. W tym momencie akuratnie turysta schodził po schodach. Żaden z tych pokoi mi nie odpowiada - powiedział i wziął swój 100€ banknot i opuścił miasteczko.
Nikt nic nie produkował
Nikt nic nie zarabiał
Wszyscy uczestnicy pozbyli się swoich długów i patrzą z wielkim optymizmem w przyszłość
Teraz już wszyscy znają prawdę. Tak prosto funkcjonuje UNIJNA POMOC FINANSOWA.

Do bacy wypasającego owieczki przyjeżdża pobliską drogą nowoczesnym samochodem ubrany w garnitur człowiek w średnim wieku. Po wyjściu z samochodu pyta:
- Baco, co tu robicie? Wypasacie owce?
- Tak, panocku...
- A baco, jak wam powiem ile macie tych owiec dokładnie, to dacie mi taką jedną, do upieczenia?
- Dobrze, panocku, dom.
Przyjezdny wrócił do samochodu, wziął laptopa, telefon satelitarny, połączył się z siecią, ciągnął dane z satelity, przetworzył, popracował chwile nad programem, który mu to policzył, i mówi:
- Baco, macie tu na tej łące 347 owieczek.
- Dobrze panocku..., to wybierzcie sobie jedną.
Przybysz wybrał sobie jedną, ładną, białą; Baca mówi:
- Panocku, a jak ja wom powim, kim wy jesteście, to oddacie mi ją...?
- Dobrze, oddam.
- No panocku, to wy jesteście konsultant Unii Europejskiej do spraw rolnictwa.
- A skąd to wiecie, baco!?
- Ano tak: jeździcie drogimi samochodami, pchacie się gdzie was nikt nie prosi, zabieracie biedniejszym od wos i nic wiecie o mojej pracy! Oddajcie mi mojego psa!

Komisja Europejska postanowiła wybudować bramę w trzecie tysiąclecie jako symbol coraz ściślejszych więzi łączących państwa członkowskie. Wyłoniono podkomisję do przeprowadzenia przetargu, która ów przetarg ogłosiła. Do wykonania bramy zgłosiło się trzech oferentów: Turek, Niemiec i Polak.
Pierwszy ofertę przedstawił Turek: brama solidna, projekt kompletny - wszystko w porządku - koszt: 6000 euro.
Drugi był Niemiec: projekt w zasadzie nie odbiegał od projektu Turka, podobne wykonanie, cena: 10.000 Euro. Komisja pyta: czemu aż 10.000! Niemiec na to: solidny niemiecki projekt, solidne niemieckie materiały solidne niemieckie wykonanie, a to kosztuje. OK.
Ostatni był Polak, który przedstawił projekt bardzo podobny, wręcz identyczny do projektów Turka i Niemca, ale cena wynosiła 56.000 Euro. Tu komisja o mało nie spadła z krzeseł, ale pytają, czemu tak astronomicznie wysoka kwota, na co Polak:
- 25.000 Euro dla mnie, 25.000 dla Szanownej Komisji za trud włożony w przeprowadzenie przetargu i skuteczne jego rozstrzygnięcie, a 6.000 dla Turka, bo ktoś te bramę musi postawić.

Kontrola legalności pracy w Holandii pyta Polaka:
- Mówi pan po holendersku?
- Tak, trochę.
- A ma pan pozwolenie na prace?
- Oczywiście mam.
- A pana kolega tam w pomidorach też ma?
- Naturalnie też ma.
- Mógłby pan go zawołać?
- Oczywiście. JOZEEEEK!!! SPI**DALAJ!