Skopiowane z: T
Rosyjska rakieta uderza w kijowski blok z wielkiej płyty i zabija kilkadziesiąt osób — uśmiechnięta buźka.
Rosjanie zrzucają bomby lotnicze na centrum Sum, ginie m.in. matka z 5-letnią córką — rechot.
Starsi, schorowani uchodźcy tracą w Polsce dostęp do leczenia, a uchodźczynie z dziećmi tracą miejsce w ośrodkach zbiorowego zakwaterowania — śmiechom nie ma końca.
Poza reakcjami lecą też dziesiątki albo setki komentarzy, których dosłownie przytaczać nie będę, bo przy epidemii choroby zakaźnej najważniejsze jest przerwanie łańcucha transmisji — to z reguły jakiś bełkot o tym, że Ukraina sama sobie winna, że może łatwo zakończyć wojnę, a zresztą, jaką wojnę, nie ma żadnej wojny, wszystko wymyślone i zainscenizowane. Ach, i niezawodnie jest też coś o Wołyniu i “banderowcach”.
Tak mniej więcej wyglądają polskie media społecznościowe latem 2026 roku.
Zamknęliśmy ostatnio możliwość komentowania pod sporą częścią postów o Ukrainie na profilu OKO.press na Facebooku, bo choć moderujemy tę sekcję intensywnie, nie jesteśmy w stanie robić tego 24-godziny na dobę, a nie chcemy, by rodzimi faszyści, putinowskie boty i zabłąkani nienawistnicy nieokreślonej denominacji (populacje właściwie od siebie nieodróżnialne, występujące w różnych proporcjach, ale zawsze razem i w pełnej symbiozie) urządzały sobie na naszym podwórku regularny Parteitag.
Jeśli media społecznościowe są współczesną agorą, miejscem zgromadzeń, na którym obywatele podczas rozmów i publicznych debat wyrabiają sobie opinie na tematy dotyczące rodzimej polis, to nasza polska agora jest miejscem z koszmarów: bez przeszkód zaparkowała tu cuchnąca spalinami ciężarówka na rosyjskich blachach i z potężnych głośników nadaje ogłuszający, nienawistny jazgot, a rodzimi demagodzy, którzy zwietrzyli okazję i przyłączyli się do tego piekielnego festynu, krążą teraz po całym placu, zaczepiają przechodniów i próbują wzbudzić w nich odrazę do przybyszy z innych krain — marzy im się najwyraźniej, aby rozwścieczony tłum ruszył na domy metojków.
Wybaczcie metaforę, która miksuje epoki, gatunki i technologie, ale mam nadzieję, że nie najgorzej opisuje to pandemonium, jakim stały się social media — jeśli je odwiedzacie, to z pewnością też to widzicie.
OKO.press powstało jako medium m.in. factcheckingowe, walczące z dezinformacją. Wciąż zdarza nam się robić factcheckingi, gdy zainteresuje nas jakaś teza, której prawdziwość lub fałszywość nie jest całkiem oczywista.
Problem w tym, że dziś nie mamy już do czynienia z dezinformacją w stanie czystym — tak może było dawniej, w lepszych czasach, jeśli w ogóle kiedykolwiek — mamy za to pełnoskalową wojnę kognitywną, której cele są uderzająco proste: osłabić NATO i Unię Europejską, wzbudzić niechęć Polaków do Ukrainy i Ukraińców, usprawiedliwić Rosję.
Jednym ze sposobów jest uderzenie w empatię i solidarność — stąd te wspomniane wcześniej rechoczące buźki jako reakcje na śmierć ukraińskich cywilów.
Cyberkorporacje zza oceanu zacięcie opierają się wszelkiej regulacji i znajdują w tym lokalnych politycznych sojuszników, którzy broniąc rzekomo wolności słowa, bronią w istocie własnego interesu — bo sami żywią się skrajnie antagonizującymi treściami. Nic dziwnego, że Rosja korzysta z tej infrastruktury do rozsiewania swoich kłamstw — w Polsce niestety może to robić łatwo, tanio i wygodnie.
Oczywiście ta wojna nie toczy się tylko w mediach społecznościowych, wiele tradycyjnych mediów wciąż jak gdyby nigdy nic zaprasza do rozmów znanych kolaborantów putinowskiej machiny nienawiści.
Efektem jest wszechobecność kremlowskich narracji, która jeszcze niedawno byłaby nie do pomyślenia.
“Moskwa rozlała sie po Polsce” - pisała w OKO.press Anna Mierzyńska.
Te narracje coraz wyraźniej kształtują polską politykę. Jak wynika z naszego internetowego śledztwa, zanim prezydent Karol Nawrocki ogłosił, że może odebrać Wołodymyrowi Zełenskiemu Order Orła Białego, pomysł propagowały osoby szerzące treści zbieżne z kremlowską propagandą, m.in. Małgorzata Zych i Leszek Miller. Podsuwały go też białoruskie i rosyjskie kanały propagandowe.
Żeby było jasne: w całej tej ukraińsko-polskiej awanturze nie odbieram zasług ukraińskim politykom — tam też nie brakuje populizmu, niekompetencji i zakulisowych walk w blokach startowych przez przyszłymi wyborami.
Ale gdy mówimy o politykach polskich, trzeba zapytać w ulubionej przez nich poetyce realpolitik: co właściwie dało nam to odebranie orderu przez Nawrockiego — nie tylko Zełenskiemu, ale i całemu narodowi ukraińskiemu? Co konkretnie nasz kraj zyskał poza “moralnym zwycięstwem” we własnych oczach?
Na dziś wygląda na to, że zupełnie nic.
“Rzucając się w dziką awanturę o przeszłą historię, ostatecznie straciliśmy realny wpływ na Historię – tę, która dzieje się tu i teraz, w coraz bardziej niebezpiecznej dla Polski teraźniejszości Jesteśmy już poza grą, przegraliśmy na dosłownie każdym polu” - pisze Witold Głowacki.
Inny przykład kremlowskich narracji, które prowadzą na manowce, to powszechne przekonanie o ciężarze, jakim mieliby być dla Polski ukraińscy uchodźcy. W rzeczywistości polska wielowymiarowo korzysta na ich obecności - nie traci, a zarabia, i potwierdzają to kolejne eksperckie analizy.
Jednak pchany przez prorosyjskie kanały mit wielkich ukraińskich przywilejów i rozgoryczony tym rzekomym ciężarem vox populi pchnął tchórzliwych polityków do gwałtownego odebrania tysiącom uchodźców dostępu do ochrony zdrowia i miejsc w ośrodkach zbiorowego zakwaterowania.
Dlaczego polscy demokraci uznali, że ugrają coś na polityce, którą trudno nazwać inaczej niż sadystyczną?
Wbrew zapewnieniom rządzących (jestem pewien, że przynajmniej niektórzy z nich czują teraz palący wstyd), stało się dokładnie to, przed czym ostrzegały organizacje pozarządowe podczas skandalicznie krótkich pseudokonsultacji: ustawa wygaszająca najmocniej uderzyła w najsłabszych.
To właśnie na takie osoby zbieramy dziś pieniądze w zbiórce, którą zorganizowaliśmy wraz z Polskim Forum Migracyjnym. Zebraliśmy już dwa miliony złotych, ale zbieramy dalej — potrzeby są ogromne, a państwo postanowiło koniunkturalnie zniknąć i udawać, że go nie ma.
„Ta zbiórka jest także po to, żeby ludzie, którzy są oburzeni krzywdą uchodźców, wiedzieli, że są inni, którzy też tak myślą. Że ich myślenie nie jest osamotnione” - mówi o naszej zbiórce siostra Małgorzata Chmielewska.
I myślę, że to może być też dobre lekarstwo na truciznę sączoną przez niezliczoną chmarę fejkowych kont w mediach społecznościowych. Ich operatorom bardzo zależy na wrażeniu powszechności — mamy uwierzyć, że całe społeczeństwo zanosi się cynicznym rechotem, ilekroć pada słowo “Ukraina” lub “Ukraińcy”.
Tymczasem ludzi dobrej woli jest więcej, a jak nie zawsze jest więcej, to niezawodnie i tak jest ich bardzo bardzo dużo. A nasza agora to nie tylko social media.
Dziękuję, jeśli wpłaciliście na zbiórkę i dziękuję, że nas czytacie. Pozdrawiam i na pohybel tyranom, demagogom i sykofantom.
Bartosz Kocejko-Szukalski,
Wicenaczelny OKO.press
Ps. jeszcze krótki wybór tekstów z mijającego tygodnia:
Nasz adres e-mail: twoje@oko.press
Numer KRS: 0000620036
Polityka prywatności Regulamin serwisu
©2026 OKO.press
Ta wiadomość została wysłana przez OKO.press do probus...... W każdej chwili możesz zmienić preferencje lub wypisać się z naszej listy mailingowej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz