niedziela, 20 października 2013

Smoleńsk - zeznania świadków

Gazeta Polska
Nr 4 z 23 stycznia 2013
Smoleńsk: 24 świadków potwierdza wybuch
Świadkowie z filmu Anity Gargas
Anatolij Żuljew: LECIAŁ NA WYSOKOŚCI 10 M, ale próbował wzbijać się, bo był nachylony do góry pod kątem 40 st. do horyzontu.
Siergiej Mikiszanow: Samolot wtedy zaczął się wznosić. NAD SZOSĄ PRZELATYWAŁ NA WYSOKOŚCI TYCH DRZEW (POKAZUJE). 30–50 metrów za drogą leżały już kolejne elementy, w tym część ogonowa.
Siergiej Kiszan: Wyszedłem na pole i zobaczyłem ścięte drzewa. SAMOLOT LECIAŁ NIE WYŻEJ NIŻ 4 M NAD ZIEMIĄ I PRÓBOWAŁ SIĘ UNIEŚĆ”
Marif Ipatof: Zobaczyłem samolot, KTÓRY LECIAŁ BARDZO NISKO. Ewidentnie było coś nie tak. Zaczął ścinać czubki drzew i tam w oddali usłyszeliśmy duży huk – jak wybuch bomby”.
Igor Fomin: „NISKO LECIAŁ, PRZECHYLIŁ SIĘ NA LEWĄ STRONĘ I ZAHACZYŁ SKRZYDŁEM O DRZEWA, potem poszedł tam. Tam widać było ścięte drzewa. Słyszałem też głuche uderzenie, nie było zbyt głośne, potem było widać ogień, kulę ognia”. „Ja tam byłem, nim ogrodzono teren. To były szczątki porozrzucane w promieniu 150 m, może więcej. Nie było wybuchu, tylko głuchy dźwięk i chmura pyłu”. „Akurat wyszedłem przed warsztat zapalić papierosa. Zwykle, gdy do lądowania na lotnisku podchodziły samoloty, nie było ich słychać. A tu usłyszałem kilka głuchych dźwięków, takie trach, trach, to samolot zahaczał o drzewa.
Artur Wosztyl, pilot polskiego Jak-40, który w Smoleńsku lądował godzinę przed Tu-154M nr 101. „ (…) Stojąc przy swoim samolocie, USŁYSZELIŚMY DŹWIĘK SILNIKÓW TU-154M PODCHODZĄCEGO DO LĄDOWANIA. Rozpoznałem to po charakterystycznym dźwięku pracy silników tego modelu samolotu. Nadmieniam, że go nie widziałem, a jedynie słyszałem. BYŁ DŹWIĘK PODEJŚCIA DO LĄDOWANIA NA USTALONYM ZAKRESIE PRACY SILNIKÓW. W pewnym momencie usłyszałem, że silniki zaczynają wchodzić na zakres startowy, tak jakby pilot chciał zwiększyć obroty silnika, a tym samym wyrównać lot lub przejść na wznoszenie. W tej chwili zastanawiam się, co mogło ich skłonić do takiego działania. Po dodaniu obrotów po upływie kilku sekund usłyszałem głośne trzaski, huki i detonacje. Do tego doszedł milknący dźwięk pracującego silnika, a następnie nastała cisza”. Por. Wosztyl w chwili katastrofy stał 700–800 m od miejsca upadku polskiego samolotu.
Sławomir Wiśniewski, montażysta TVP, obserwował końcówkę lotu tupolewa nad ulicą Kutuzowa ok. 100 m przed pierwszymi śladami kontaktu samolotu z gruntem: „Słyszę głos silnika, tylko ten dźwięk był trochę inny, patrzę we mgłę i widzę, ŻE IDZIE SAMOLOT NISKO, LEWYM SKRZYDŁEM PRAWIE ŻE W DÓŁ (…). Przez okno usłyszałem tak straszny huk i dwa błyski ognia, ale nie jakiś wielki wybuch”. 

Newsweek.plPolska
Smoleńsk: Nieznana relacja oficera BOR Data publikacji: 27.11.2010, 10:35Ostatnia aktualizacja: 09.08.2011, 13:25
http://www.newsweek.pl/polska/smolensk--nieznana-relacja-oficera-bor,68588,1,1.html

Komentarz chyba zbędny.

13 komentarzy:

  1. Faktycznie. Sprawa jasna. Ale pisożyty dalej będą mieszać, co najmniej do wyborów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 100 % racji

      Usuń
    2. dziwnym trafem ludzie , którzy wiedzieli prawdę i mogli ją ujawnić zginęli w dziwnych oklicznościach

      Usuń
  2. To już przestaje być śmieszne. Zaczyna być straszne. Komuś bardzo zależy, żeby podsycać ten ferment!!! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Również pozdrawiam!

      Usuń
    2. Przecież wiadomo komu. Jarosław Polskę Baw wymyślił sobie, że na trumnie brata wygra następne wybory.

      Usuń
    3. a ty leki już brałeś

      Usuń
  3. Witaj Probusie, widziałeś to:
    www.youtube.com/watch?v=EDm-CvHgtyQ

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj. Wydaje mi się czasami, że żyję w jakimś filmie s/f. Czasami mnie to bawiło, ale teraz, po tych zmasowanych atakach, zaczynam wątpić w rozum ludzki. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. To jeszcze coś z Naszego Dziennika.
    Nasz Dziennik
    Środa, 9 lutego 2011, Nr 32 (3963)
    Za każdym razem, gdy patrzyłem na ciało Pana Prezydenta, był przy nim jeden z funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu. Trzymali wartę
    Rosjanie odsunęli nas od wraku
    Z MARCINEM WIERZCHOWSKIM, PRACOWNIKIEM KANCELARII PREZYDENTA RP LECHA KACZYŃSKIEGO, KTÓRY JAKO JEDNA Z PIERWSZYCH OSÓB BYŁ NA MIEJSCU KATASTROFY RZĄDOWEGO TU-154M W SMOLEŃSKU, ROZMAWIA ANNA AMBROZIAK
    W jaki sposób dowiedział się Pan o katastrofie?
    - Kiedy czekałem na lotnisku, wykonałem ostatnią rozmowę telefoniczną z ministrem Jackiem Sasinem. Później oczekiwaliśmy na przylot samolotu, luźno rozmawiając. W PEWNYM MOMENCIE USŁYSZAŁEM ŚWIST SILNIKÓW SAMOLOTU I PÓŹNIEJ ZAPADŁA CISZA. TAK TO ZAPAMIĘTAŁEM: ŻADNEGO HUKU, NIC, TYLKO ŚWIST I CISZA. Następnie zobaczyłem, że w stronę, z której doszedł ten dźwięk, szybko ruszają samochody rosyjskiej ochrony. Wsiadłem do samochodu ambasadora Bahra i razem z nim pojechaliśmy za samochodami rosyjskimi.
    Rosjanie utrudniali Panu pobyt na miejscu katastrofy?
    - Jeśli chodzi o mnie - to nie. Tylko na początku odsunięto nas na pewną odległość, o czym już wspomniałem. Poza tym ja sam z siebie nie chciałem chodzić po miejscu, w którym był rozrzucony wrak samolotu, teren był grząski, ludzie leżeli w różnych miejscach, bałem się, że mogę sprofanować ich ciała.
    Kto zabezpieczał ciało Prezydenta Lecha Kaczyńskiego?
    - Za każdym razem, gdy przebywałem w pobliżu ciała Pana Prezydenta, widziałem, że był przy nim zawsze jeden z funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu. Trzymali wartę. Jeśli któryś z nich odchodził, zawsze zmieniał go inny. Ja widziałem ich zawsze. Ale nie byłem tam przez cały czas. Wszystkie ciała zostały zabrane z miejsca katastrofy, oprócz ciała Pana Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, Prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego i Marszałka Krzysztofa Putry. Ciało Pana Prezydenta Rosjanie chcieli zabrać do Moskwy. Tak mi powiedział jeden z oficerów BOR. Lecz prosiliśmy, aby go nie zabierali, aż przyjedzie Jarosław Kaczyński. Oczekiwaliśmy niecierpliwie na to przybycie. Byłem w stałym kontakcie z osobami towarzyszącymi Jarosławowi Kaczyńskiemu. Ostatecznie po naciskach BOR i Ambasady RP Rosjanie zgodzili się, by ciało Pana Prezydenta zostało na Siewiernym aż do momentu przybycia Jarosława Kaczyńskiego.

    OdpowiedzUsuń
  6. Gdyby to był wypadek, to samolot nie rozpadłby się na kilkadziesiąt tysięcy części, a PutiNKWD oddałby wrak z czarnymi skrzynkami!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Szczątki samolotu były w dziwny sposób rozrzucone na zbyt dużym obszarze i w takich małych odlamkach. Nawet gdyby powiedzieli, ze to spowodował wybuch zbiornika, ale twierdzenie ze to był zwykły wypadek, to laik widzi, ze to nie tak było.

      Usuń
  7. Co za głupoty...wybuch!!! Żal mi was oszołomy...

    OdpowiedzUsuń