wtorek, 23 sierpnia 2016

Rzecznik ministra ON jest przełożonym żołnierzy WP? A szofer, to co? Gorszy?

Trochę więcej w: Perypetie rzecznika Macierewicza. Najpierw dostał złoty medal, teraz został... ministrem:  http://www.msn.com/pl-pl/wiadomosci/polska/perypetie-rzecznika-macierewicza-najpierw-dostał-złoty-medal-teraz-został-ministrem-zobacz-wideo/ar-BBvXHAA?li=BBr5MK7&ocid=UE01DHP

PS.Regulamin Ogólny Sił Zbrojnych Rzeczpospolitej Polskiej precyzuje, w jakich sytuacjach i komu, żołnierze obowiązani są oddawać honory. Wśród nich nie ma reprezentantów MON, poza szefem MON.

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Zwyciężył Orzeł Biały! Wieczna chwała bohaterom!

     Ówcześni politycy i historycy zgodnie stwierdzili, że to była 18-ta bitwa w dziejach świata, która wpłynęła na jego losy. Zwłaszcza, że bolszewicy zamierzali swój ustrój zanieść na bagnetach, daleko na zachód Europy. 
     Walczyli z bolszewikami, Polacy zjednoczeni wolą obrony Ojczyzny, bez względu na podziały polityczne. Obok doświadczonych żołnierzy walczyli nowicjusze.  Obok dorosłych walczyła młodzież, a nawet dzieci. Nawałę bolszewicką zatrzymano na przedpolach Warszawy. Przełom nastąpił 15 sierpnia 1920 r. po którym bolszewicy zwiewali w popłochu. Część schroniła się w Prusach. Zapewne nie był znaczenia był też fakt  znajomości bolszewickich planów i rozkazów. Ich szyfry zostały złamane już w 1919 r. przez wybitnego polskiego kryptologa, porucznika Jana Kowalewskiego. http://www.gazetakrakowska.pl/artykul/968927,porucznik-jan-kowalewski-kryptolog-dzieki-ktoremu-wygralismy-z-bolszewikami,id,t.html

PS. Ciekawe: List generała Tadeusza_Rozwadowskiego (zdjęcie z prawej stron) do marszałka Józefa Piłsudskiego: https://pl.wikisource.org/wiki/List_generała_Tadeusza_Rozwadowskiego_do_marszałka_Józefa_Piłsudskiego   (skopiowany z "WIKIŹRÓDŁA").    

poniedziałek, 18 lipca 2016

Woodstock ("gorszy sort") vs "Prawdziwi Polacy"

                           
PS. 
  Film został już zablokowany, podobnie jak wiele innych na YT oraz wiele stron   internetowych. Służę przykładami. Da się go jednak obejrzeć po kliknięciu tutaj, 
w tego linka: https://patrz.pl/film,woodstock-vs-prawdziwi-polacy,150322.html 

niedziela, 17 lipca 2016

On i ona, kawały stare i nowe

Chłopak poszedł do wojska, ale w cywilu zostawił dziewczynę. Pisali do siebie płomienne listy, zapewniali o własnej miłości, a on co noc, przed snem całował jej zdjęcie.
Jednak pewnego dnia przyszedł list który zakończył to wszystko.
"Drogi Michale! - pisała jego wybranka - chce Cię poinformować że odchodzę od Ciebie i że zdradzałam Cię przez cały czas odkąd Cię nie ma. Ponieważ byłeś i jesteś daleko myślę, iż jest to naturalny bieg rzeczy, proszę Cię tylko, żebyś odesłał mi moje zdjęcie. Kasia"
Chłopakowi jeszcze nigdy tak przykro nie było, ale nie pozostawił tego bez reakcji. Poprosił kolegów aby dali mu zdjęcia swoich dziewczyn, sióstr, byłych, tak że zebrał około setki fotografii ponętnych, młodych dziewcząt, włożył je do koperty razem z zdjęciem Kasi i załączył następujący liścik.
"Szanowna Kasiu! Wybacz ale nie mogę przypomnieć sobie kim jesteś, proszę, wybierz swoje zdjęcie, a resztę odeślij." 

Bar, zdołowani faceci siedzą przy ladzie i piją by zabić smutki. Jedni zalani, drudzy dopiero ich gonią. Wszystko tchnie upadkiem i rezygnacją. Naraz wpada jakiś młody, przystojny facet. Zamawia setkę i wychyla ją dyszkiem.
- Panowie - krzyczy na całą knajpę - kocham i jestem kochany!
- Pogratulować - zgryźliwie odpowiada barman.
- Panie nie ma czego... to są dwie różne kobiety.

Pani o długim stażu małżeńskim, ogląda się przed lustrem i widzi:
- pomarszczoną twarz,
- przerzedzone włosy,
- braki w uzębieniu,
- nieapetyczny, obwisły biust,
- sadło tu i ówdzie.
W końcu stwierdza:
- Dobrze mu tak, chamowi.

Bank. Kolejka wychodziła na ulice. W końcu przychodzą dwie osoby. Facet mówi: 
- Proszę mnie przepuścić, idę z bronią!
Ludzie puszczają go na początek kolejki.
- Bronia, chodź!

Leży facet na łożu śmierci. Lekarz powiedział, że nie dotrwa do rana. Nagle poczuł z kuchni zapach jego ulubionych ciasteczek czekoladowych zrobionych przez żonę. Ostatkiem sił wydobył się z łóżka i czołga się do kuchni. Zapach tych ciasteczek przypominał mu dzieciństwo. Wiedział, że zasmakuje ich po raz ostatni. Wczołgał się do kuchni i widzi jak jego żona przygotowuje te ciasteczka, o których teraz marzył. Ostatnimi siłami sięgnął po jedno i w tym momencie żona zdzieliła go ścierką
mówiąc:
- Zostaw ku**a, to na stypę!

Facet kupił fajny, duży telewizor, przyniósł do domu, żona patrzy, na pudle sporo jakichś znaczków informacyjnych. Zaciekawiona pyta:
- Kochanie, co oznacza ta szklanka na opakowaniu?
- To znaczy, że zakup trzeba opić.

Autobus miejski, ścisk niemiłosierny. Chłopak, na oko 20 lat, stoi przyciśnięty do dziewczyny, mniej więcej równolatki. Obok staruszka, z 80 lat na karku.
- Zboczeniec! - krzyczy nagle dziewczyna.
W autobusie robi się cicho. Wszyscy patrzą na chłopca.
- Co się wydzierasz?! - warczy facio. - Pięć minut po "skarbach" mnie gładzi, a teraz się drze!
- Ja nie dotykałam twoich jąder! - broni się dziewczę.
Cisza. Wszyscy - jak jeden mąż - spoglądają na starszą panią.
- I co się tak gapią? - mruczy starowinka. - Chciałam po prostu, żeby się poznali i zaprzyjaźnili.


Ankieta. Zapytano 100 kobiet: jakiego 
szamponu używają podczas kąpieli? 99 z nich powiedziało:
-Jak ty tu draniu wlazłeś?!

U wspólnych znajomych Kowalski poznał miłą panią.
- Ilekroć pan się uśmiecha, mam ochotę zaprosić pana do siebie.
- Pani mi pochlebia.
- Och, pan mnie źle zrozumiał. Jestem dentystką.

A jutro... - mówi psycholog z Poradni Małżeńskiej - ...proszę przyprowadzić ze sobą żonę i wtedy przedyskutujemy spokojnie wasz problem.
- To musi się Pan zdecydować... - powiedział mąż - ... albo mam przyprowadzić żonę albo mamy spokojnie coś przedyskutować.

Mąż do swojej żony: 
- Kochanie mam dzisiaj spotkanie służbowe i wrócę trochę później.
- Znam te twoje spotkania, wrócisz rano kompletnie pijany i bez pieniędzy!
- No wiesz kochanie, jak możesz tak myśleć?!
Godzina 5 rano, pijany mąż stoi pod drzwiami i mówi:
- No i wykrakałaś, cholera!

- Proszę pani, tu się nie wolno kąpać! - mówi policjant wychodząc zza krzaków do stojącej nad brzegiem nagiej dziewczyny.
- To nie mógł pan tego powiedzieć, gdy się rozbierałam?
- Rozbierać się wolno.

Dwóch przyjaciół wraca późnym wieczorem z pokera. Jeden skarży się drugiemu.
- Wiesz, nigdy nie mogę oszukać żony. Gaszę silnik samochodu i wtaczam go do garażu, zdejmuję buty, skradam się na piętro, przebieram się w łazience. Ale ona zawsze  budzi się i wydziera na mnie, że tak późno wracam.
- Masz złą technikę. Ja wjeżdżam na pełnym gazie do garażu, trzaskam drzwiami, tupię nogami, wpadam do pokoju, klepię ją i mówię: "Co powiesz na numerek?" Zawsze udaje, że śpi.


Lekarz radzi pacjentce:
– Zalecam pani częste kąpiele, dużo ruchu na świeżym powietrzu i bardzo proszę ubierać się ciepło.
Po powrocie do domu pacjentka relacjonuje mężowi:
– Lekarz polecił mi pojechać na tydzień na Bermudy, później w Alpy na narty... Ach! I upierał się jeszcze, żebyś mi kupił futro.

Do elegancko ubranego mężczyzny podchodzi brudny, skacowany menel i mówi:
- Panie, poratuj pan! Zbieram na jedzenie. Daj, pan, trochę grosza!
- O, nie! Pewnie zaraz kupisz flaszkę, nie ma mowy!
- Skąd! Ja już od dawna nie pije!
- Taaak? To pewnie przegrasz w karty!
- Panie, ja się brzydzę hazardem!
- No to wydasz na kobiety!
- Ja? Ja jestem wierny mojej żonie, naprawdę jestem głodny.
Na to koleś:
- No to jedziemy do mnie. Żona zrobi kolacje, zjesz z nami. 
Menel próbuje do końca ściemniać i mówi:
- Ale zobacz, pan, jak ja wyglądam, pańska żona mnie nie wpuści, daj pan kilka złotych i już sobie idę.
- Jedziesz ze mną. Muszę pokazać żonie, co się dzieje z człowiekiem, który nie pije, nie gra w karty i nie chodzi na dziewczynki!

Mówi żona do męża: 
- Poznajesz człowieka na fotografii?
- Tak.
- OK, dzisiaj o 16.00 odbierzesz go z przedszkola.

Koleżanka do koleżanki:
- Małżeństwo to ciekawa rzecz. Hajtają się kiciusie z misiami, a rozwodzą się krowy z baranami.

Do gabinetu kierowniczki w salonie kosmetycznym wpada facet:
- Co to ma znaczyć! Zapłaciłem za dwie godziny solarium, a wyproszono mnie po piętnastu minutach!
- Proszę się uspokoić. W instrukcji jasno jest napisane, że w kabinie można przebywać nie dłużej niż 15 minut. 
- Nie interesuje mnie, co jest napisane w instrukcji! Ja jutro znad morza wracam! 


W parku na ławeczce siedzi młoda para. Po chwili dosiada się do nich dziadek. Dziewczyna mówi dochłopaka:
- Boli mi nosek. Chłopak pocałował ją.
Dziewczyna mówi:
- Już nie boli.
Po chwili:
- Boli mnie czółko.
Chłopak pocałował ją w czoło.
Dziewczyna:
- Już nie boli.
Dziadek z niedowierzaniem pyta młodego człowieka:
- A czy hemoroidy też pan leczy?

Facet narąbany w knajpie, postanowił kupić sobie jeszcze ćwiarteczkę do chatki. Było późno, więc chciał cichaczem wejść do domu, żeby nie zbudzić żony. Przed domem wsadził sobie ćwiarteczkę do tylnej kieszeni w spodniach, a że był tak nawalony, to przed samym mieszkaniem potknął się i rozbił flaszkę. Pokaleczył sobie tyłek, więc szybko cichutko do domu i prosto na palcach do łazienki zrobić opatrunek, żeby nie zakrwawić pościeli. Ściągnął spodnie wypiął zakrwawiony tyłek w stronę lustra i robi opatrunek. Założył plastry i położył się cichutko do łóżka.
Rano żona z krzykiem budzi go:
- Ty prostaku, pijaku paskudny! Nie dość, że przychodzisz nad ranem do domu pijany, to jeszcze cała kołdra we krwi! A już nie wiem do cholery, po co te plastry na lustrze poprzyklejałeś!

Gest solidarności Przystanku Woodstock z Francją

                           

poniedziałek, 11 lipca 2016

Rzeź wołyńska - przemilczana zbrodnia

19 lipca Sejm uchwałą odda cześć ofiarom rzezi wołyńskiej. Zbrodnia dokonana przez ukraińskich nacjonalistów "nie została upamiętniona w należyty sposób".

Więcej o tym, w: http://wpolityce.pl/historia/299667-19-lipca-sejm-uchwala-odda-czesc-ofiarom-rzezi-wolynskiej-zbrodnia-dokonana-przez-ukrainskich-nacjonalistow-nie-zostala-upamietniona-w-nalezyty-sposob

PS. A tutaj, pan minister Macierewicz twierdzi, że za ludobójstwo na ówczesnych polskich kresach odpowiedzialna jest Rosja (zobacz: 4 min. 50 sek). Czyżby nie wiedział, że te ziemie były wówczas okupowane przez Niemcy a nie przez ZSRR? 


Niestety, film już skasowano, podobnie jak wiele innych. Znów komuś prawda niemiła. A na reakcję oburzonej Rosji, nie trzeba było długo czekać: 

niedziela, 10 lipca 2016

Drony i androny

PAP
wczoraj 20:17
Cztery incydenty z udziałem dronów podczas szczytu NATO

W czasie szczytu NATO w Warszawie odnotowano cztery incydenty z udziałem dronów, które naruszyły strefę zakazu lotów – poinformował dziś szef MON Antoni Macierewicz.

Foto: PAPMinister obrony narodowej Antoni Macierewicz
- Były cztery takie incydenty, próby wejścia dronów w przestrzeń chronioną, które zostały wyeliminowane, obezwładnione i w związku z tym nie poczyniły żadnych szkód – powiedział minister obrony. Dodał, że przypadki są jeszcze analizowane; nie we wszystkich wypadkach wiadomo, kto nimi operował.
Pytany o konsekwencje Macierewicz zaznaczył, że nie zawsze w takiej sytuacji mamy do czynienia ze świadomym łamaniem przepisów. - Na pewno nie będziemy tego traktowali tam, gdzie nie jest to konieczne, jako rzeczywiście groźne przestępstwo – zapewnił.
Szef MON powiedział, że podjęto wszelkie możliwe środki bezpieczeństwa. - Uruchomiliśmy i użyliśmy systemu Skyeye, który identyfikuje w obszarze pięciu kilometrów kwadratowych każdą osobę, każde zachowanie i potrafi pokazać przebieg wydarzeń wstecz, także pozwalając zidentyfikować ewentualne przygotowania do niebezpiecznego zachowania, gdyby coś takiego miało miejsce – powiedział Macierewicz.
System ten podczas zabezpieczenia szczytu NATO w Warszawie składał się z dwóch dronów – Hermes 450 i Hermes 900. - Będziemy go używali także w najbliższych innych wielkich wydarzeniach, bo sprawdził się tutaj znakomicie – dodał minister.
W maju wiceszef MON Tomasz Szatkowski – nie wymieniając wtedy nazwy konkretnego systemu – powiedział, że MON sprowadziło nowe środki, także z zagranicy, do zabezpieczenia szczytu NATO, ale także, by wspomóc organizację Światowych Dni Młodzieży. Odbędą się one pod koniec lipca w Krakowie z udziałem papieża Franciszka.
Na czas szczytu NATO w Warszawie wprowadzono strefy zakazu lotów w Warszawie i okolicach. Podobne ograniczenia będą obowiązywały na ŚDM w Krakowie.
Wczoraj, pierwszego dnia szczytu Macierewicz powiedział, że w centrum Warszawy doszło do jednego incydentu z udziałem drona. Rzecznik MON Bartłomiej Misiewicz powiedział wtedy, że sprawę bada ABW.
****************************************************************************



Jak Macierewicz uratował Warszawę przed dronem, 
którego sam wysłał nad Warszawę
Łukasz Woźnicki, współpraca: luna
09.07.2016 18:59
A A ADron Elbit Hermes 900 (en.wikipedia.org)
- Była próba penetracji Śródmieścia Warszawy przez dron, ale system ochrony
 świetnie się sprawdził. Urządzenie zostało obezwładnione - ogłosił szef MON Antoni 
Macierewicz. Policja nie potwierdziła jednak podobnego przypadku. Nam udało się 
ustalić, że dron rzeczywiście latał nad centrum, ale wysłał go tam MON.

Więcej o tym, w:
http://wyborcza.pl/1,75398,20376800,jak-macierewicz-uratowal-warszawe-przed-dronem- 
ktorego-sam.html#BoxGWImg
*************************************************************************************************************
PS. Nie skopiowałem także komentarzy do tych artykułów. Większość z nich wyrażała 
obawy co do stanu zdrowia i kompetencji pana ministra. A ja życzę mu jednego i drugiego! 

środa, 29 czerwca 2016

Lato. Na wesoło!

                             
Pakujemy się na wakacje
Nowa moda na lato?
Letni relaks
To idziesz do tego basenu, czy nie?
 Mamo! Czy mogę popływać? - Dobrze, Tylko się nie zamocz.
Relaks pod skałą   Ryzykantka ?


Nie ma jak w domu !

List Jasia z wakacji: 
Jest pięknie. Świetnie wypoczywam. 
Bądźcie spokojni i nie martwcie się o mnie. 
P.S. Co to jest epidemia?  
  
Jaka jest różnica między wczasami w górach, a nad morzem?
W górach ceny są wysokie, a nad morzem - słone.

Organizowane są przejażdżki łodzią po jeziorze Genezaret.
Bilet kosztuje 700 dolarów.
- To strasznie dużo - dziwi się zbulwersowany turysta.
- Owszem, ale to przecież po tym jeziorze Jezus piechotą chodził!
- No ! Nie dziwię się, przy takich cenach !

Baca rozmawia z turystą:
- Zabiłem wczoraj 10 ćmów.
- Ciem - poprawia go turysta.
- A kapciem. 


poniedziałek, 27 czerwca 2016

Procesy zwierząt zwierząt w średniowieczu

Skopiowane z:

Kogut spalony stosie, czyli procesy zwierząt w średniowieczu

Zwierzęta domowe stawały w średniowieczu przed sądem podobnie jak ludzie – wysłuchiwały aktu oskarżenia, miały obrońców przydzielonych z urzędu. Zdarzało się, że prokurator z całą powagą wnosił o ukaranie myszy, ślimaków i chrząszczy.
Gdy w 864 r. w Wormacji zmarł człowiek użądlony przez pszczoły, synod kościelny zdecydował, że wszystkie owady z ula zostaną uduszone. Pszczoły zabito, aby zapobiec wyprodukowaniu przez nie miodu – słodycz morderczyń miałaby demoniczne właściwości. Sporo jest podobnych wzmianek o doraźnym karaniu zwierząt, jednak dopiero w połowie XIII w. pojawiają się pierwsze świadectwa o procesach sądowych. Zastanawiano się, czy zwierzęta mają duszę, czy powinny pościć i czy wolno im pracować w święta. W każdym razie uznano, że muszą odpowiadać za swoje czyny. Przed trybunałami świeckimi oskarżano najczęściej zwierzęta domowe, które, jak dowodzono, świadomie i z premedytacją doprowadziły do śmierci człowieka, spowodowały poważne uszkodzenia ciała lub dopuściły się występku przeciw naturze i boskiemu prawu.
Największą liczbę zwierzęcych rozpraw sądowych odnotowano w południowo-wschodniej Francji, w Szwajcarii, zachodnich Niemczech i w północnych Włoszech, zachowały się też akta spraw z innych części Europy, a nawet z obydwu Ameryk. Po ten sposób dochodzenia sprawiedliwości, utrwalony w średniowieczu, sięgano, choć sporadycznie, aż do XIX wieku.

Występny drób
Jak wyglądała procedura sądowa w przypadku zwierzęcia oskarżonego o zbrodnię, pokazuje przypadek prosiaka należącego do gospodarstwa prowadzonego przez zakonników z klasztoru w Laon w północnej Francji. W 1494 r. w jego sprawie obradował sąd. 14 czerwca świnka została schwytana pod zarzutem zamordowania kilkumiesięcznego synka pastucha Jehana Lenfanta i zamknięta w areszcie. Przysługiwały jej te same prawa co dwunożnym przestępcom, włącznie z określoną ilością strawy i prawem do obrońcy z urzędu. W trakcie procesu świadkowie zeznali, że „w ostatni poniedziałek wielkanocny, podczas gdy Lenfant pilnował bydła, a jego żona Gillon oddaliła się ze wspomnianego gospodarstwa do wsi Dizy, pozostawiwszy dziecko w domu pod opieką dziewięcioletniej córki (...) rzeczona świnia weszła do wspomnianego domu i okaleczyła oraz pożarła twarz i gardło wspomnianego dziecka, które w krótkim czasie zmarło wskutek pogryzienia i ran zadanych przez wspomnianą świnię”. Wyrok brzmiał: „Wzburzeni i zatrwożeni niniejszą zbrodnią, a także aby dać przykład i zadośćuczynić sprawiedliwości, stwierdzamy, orzekamy (…) i ogłaszamy, że wspomniany wieprzek, osadzony jako więzień i przetrzymywany we wspomnianym klasztorze, zostanie powieszony i uduszony przez mistrza katowskiego na szubienicy”. Wyrok wykonano.
Dwadzieścia lat wcześniej trybunał w Bazylei skazał na śmierć przez spalenie na stosie koguta „za straszliwą i przeciwną naturze zbrodnię złożenia jaja”. Egzekucja na górze Kohlenberg przeprowadzona została przy zachowaniu tych samych procedur co w przypadku egzekucji heretyków, zgromadziła tłumy mieszczan i chłopów z okolicy. Jak odnotowano w kronice miasta, po przecięciu koguta kat odnalazł w jego wnętrznościach kolejne jaja. Zostały one najprawdopodobniej natychmiast zniszczone, bo zgodnie z powszechnie panującym przekonaniem mógł się z nich wykluć bazyliszek, potwór zabijający wzrokiem.
W 1662 r. w kolonii New Haven w dzisiejszym stanie Connecticut na szafocie stanęła krowa, dwie jałówki, trzy owce i dwie maciory. Surowy wyrok był karą za udział w „godnych potępienia aktach sodomii” (damnable bestialities), którym oddawały się wraz z pewnym szanowanym obywatelem miasta znanym skądinąd z tego, że był „żarliwy w modlitwie, (…) chętny do budujących rozważań w gronie ludzi pobożnych i gorliwy w wytykaniu grzechów innym ludziom”. Szanowany obywatel zawisł na szubienicy obok wspólniczek. Podobne sprawy zawsze kończyły się śmiercią. W 1466 r. w Corbeil na stosie zginął mężczyzna razem z maciorą, w 1565 r. w Montpellier mężczyzna z osłem. Wierzgające zwierzę przed podpaleniem pozbawiono kopyt. W 1606 r. w Chartres powieszono mężczyznę skazanego za stosunki z suką. Zwierzę zabito uderzeniem w łeb. Oboje spopielono na stosie.

Adwokat chrząszcza

Gdy sądy świeckie były bezsilne i konieczna mogła się okazać interwencja boska, zwracano się do trybunałów kościelnych. W 1478 r. mieszkańcy Brna w Szwajcarii zażądali sądowego ukarania i powstrzymania chrząszczy niszczących ich plony. Najpierw poprosili o pomoc biskupa, który nakazał modlitwy w intencji pozbycia się owadów. Gdy te nie poskutkowały, władze kościelne wystosowały pismo do szkodnika: „Chrząszczu, bezrozumna i niedoskonała istoto, nazwana niedoskonałą, bo żaden z twego plemienia nie był w arce Noego w czasie wielkiego zniszczenia i ruiny czasów potopu, przybywasz licznymi chmarami i uczyniłeś ogromną szkodę w ziemi i nad ziemią, przynosząc wielkie uszczuplenie strawy dla ludzi i zwierząt, (...) wszem i każdemu z was z osobna nakazuję i upominam, abyście przed upływem sześciu dni opuścili wszystkie miejsca, gdzie jawnie lub potajemnie sialiście albo zamierzacie siać zniszczenie”.
W dalszej części pisma poinformowano owady, że jeśli z jakiegoś powodu nie mogą zastosować się do nakazu, wzywa się je do „stawienia się w Wiflisburgu (obecnie Avenches) w szóstym dniu od wystawienia tego dokumentu, o pierwszej po południu, aby przez swego adwokata wytłumaczyły się i objaśniły swoją postawę Jego Ekscelencji Biskupowi Lozanny albo jego zastępcy”. Mimo iż list odczytano z ambon w parafiach dotkniętych plagą, chrząszcze nie zgłosiły się w wyznaczonym terminie. W związku z tym wszczęto formalne postępowanie sądowe, wyznaczając owadom przedstawiciela z urzędu. Jean Ferrodet z Freiburga okazał się adwokatem słabym – jego klient przegrał z kretesem, w ramach wyroku został obłożony klątwą i potępiony. Niestety, decyzja sądu nie przyniosła najmniejszej zmiany w postępowaniu chrząszczy, które nadal pożerały uprawy. Biskup wyjaśnił, że najwyraźniej Bóg uznał berneńskich mieszczan za grzeszników w pełni zasługujących na plagę.
Z innym szkodnikiem mieli do czynienia mieszkańcy gminy Stilfs na pograniczu Austrii i Włoch. Mieli tak dość kretów, które ryły i podkopywały pola czy ogrody, że w 1519 r. zażądali, by sprawą zajęły się władze. Rozpoczął się proces. Obrońca oskarżonych wnosił o uniewinnienie, tłumacząc, że tak naprawdę krety przynoszą więcej pożytku niż szkody, bo spulchniają ziemię, przepędzają gryzonie i niszczą owady. Mimo sprytnej taktyki sąd wydał wyrok korzystny dla strony przeciwnej i nakazał kretom opuścić teren gminy. Jednak w uznaniu słuszności niektórych argumentów ich prawnika ogłoszono, że przed wymarszem osobnikom nowo narodzonym i „tym z młodymi przyznaje się list żelazny i dodatkowy okres czternastu dni na nabranie sił”.
Śmielszy i skuteczniejszy od adwokata włosko-austriackich kretów okazał się pełnomocnik termitów z brazylijskiej prowincji Maranhão. Franciszkanie z jednego z klasztorów w tej części kraju narzekali na owady, które dobierały się do zapasów, niszczyły meble, a nawet ściany budynków, co groziło zawaleniem. W 1712 r. sprawę skierowano ostatecznie do sądu biskupiego. Zgodnie z obowiązującą procedurą termity wezwano, by przedstawiły swoje racje. Oskarżone nie pojawiły się na rozprawie, lecz stawił się ich, jak się okazało, dość bezczelny i nieprzebierający w słowach plenipotent. Zaczął od wychwalania zaradności i pracowitości swoich klientów oraz wytykania zakonnikom gnuśności. Następnie zwrócił uwagę na fakt, że skoro mowa o bezprawnym korzystaniu z cudzej własności i niszczeniu jej, to właśnie termity mogą uważać się za pokrzywdzone, bo zamieszkiwały teren obecnego klasztoru, zanim przybyli tu franciszkanie. Proces ciągnął się dość długo. Prawnicy obu stron wygłaszali płomienne przemowy i wznosili się na wyżyny erudycji, budując skomplikowane konstrukcje logiczne i powołując się na rozliczne precedensy oraz prawnicze i teologiczne autorytety. Sprawa zakończyła się ugodą, na mocy której owady miały opuścić teren klasztoru, a franciszkanie zapewnić im zastępcze miejsce zamieszkania. Jak odnotowano w kronice zakonu, termity podporządkowały się decyzji trybunału i natychmiast po odczytaniu wyroku w zwartej kolumnie przemaszerowały na przyznaną im działkę.
Po co to wszystko?
Czytając o procesach zwierząt, myślimy z rozbawieniem o naiwności naszych przodków. Jaki jest sens stawiania przed sądem świni, choćby i rzeczywiście spowodowała czyjąś śmierć? Ale dla ludzi średniowiecza takie działanie miało głęboki sens wynikający z ich światopoglądu i opartej na nim koncepcji świata.
Po pierwsze, zabicie człowieka przez zwierzę stanowiła poważne naruszenie boskiego porządku. Jak wiadomo, w tradycji judeochrześcijańskiej człowiek stworzony na podobieństwo Boga uważany jest za istotę stojącą nad wszystkimi innymi ziemskich bytami i dysponuje nimi wedle swoich potrzeb. Gdy więc pan zostanie zgładzony przez sługę, dochodzi do naruszenia ładu, który musi zostać przywrócony w sposób formalny i z zachowaniem pewnych zasad, czyli poprzez odpowiedni rytuał. W tym przypadku rytuał procesu sądowego.
Po drugie, wierzono, że w świecie, w którym toczy się nieustanna walka dobra ze złem, Szatan nie ustaje w wysiłkach, by zawładnąć jakąś cząstką rzeczywistości. Zwierzęta uważano za szczególnie podatne na diabelskie wpływy (a zatem za naturalnych towarzyszy i pomocników czarownic i czarnoksiężników) z uwagi na ich niezdolność do pełnego zrozumienia zasad moralnych. Tak więc oślica, którą przyłapano na wiadomych czynnościach ze zdesperowanym pastuchem, nie tylko dopuszczała się występku przeciwko naturze, ale też została skażona złem i ogarnięta aurą zepsucia (aura corrumpens). Należało ją jak najszybciej osądzić, a następnie zrobić to, co konieczne, by diabelskie siły panoszące się w jej ciele nie zaraziły otoczenia. Stos, stryczek, ewentualnie zakopanie żywcem uznawano za najbardziej skuteczne środki.
Proceder stawiania przed sądem i skazywania zwierząt da się też wyjaśnić w ogólniejszych kategoriach psychologicznych i socjologicznych. Jak się okazuje, nawet w bardzo wysoko rozwiniętych społecznościach często nadaje się zwierzętom cechy ludzkie. Wierzy się, że mogą w sposób świadomy postępować dobrze lub źle, a więc mogą także łamać prawo podobnie jak człowiek. Należy zatem traktować je jak każdego innego kryminalistę. W naturze ludzkiej leży też potrzeba odwetu za wyrządzoną krzywdę, potrzeba sprawiedliwości i porządku społecznego. Jeśli ginie dziecko, morderca musi ponieść karę i odczuć na własnej skórze cierpienie, które zadał ofierze. Nie ma znaczenia, że zabójcą jest świnia. Samosąd byłby barbarzyństwem i do tego działaniem niezgodnym z prawem. Pozostawał więc sąd i formalny proces zakończony wyrokiem.
W średniowieczu i epokach późniejszych zwierzęta zasiadały na ławie oskarżonych dość często. Trzeba jednak podkreślić, że ówczesne autorytety prawnicze i teologiczne wypowiadały się o tym procederze krytycznie. Uznawały istnienie takiego obyczaju, wynikającego z lokalnych tradycji i praktyki sądowej, ale nie znajdowały uzasadnienia dla skazywania zwierząt ani w prawie, ani w nauczaniu Kościoła.
Jeśli sprawa trafiła przed trybunał świecki lub kościelny, oskarżyciele i sędziowie w wielu przypadkach kierowali się pragmatyzmem. Niektóre zwierzęta rzadko trafiały w ręce kata, bo po prostu były zbyt cenne. W XIV-wiecznej Burgundii pisano wprost: „Jeśli wół albo koń dopuści się jednego albo więcej zabójstw na ludziach, nie ma być zabity ani też sądzony i stracony. Powinien raczej zostać przejęty przez pana, na którego ziemi popełnił zbrodnię, albo przez jego ludzi, w celu konfiskaty i aby mógł być sprzedany, a dochód przekazany panu na jego potrzeby. Jeśliby jednak inne zwierzę (…) to uczyniło, ma zostać powieszone za tylne nogi”.
Jak zawsze więc życie weryfikowało przepisy prawa i tworzyło nowe normy.
Tomasz W. Gromelski. Historyk z Uniwersytetu Oksfordzkiego, specjalizuje się w historii społecznej i kulturowej Anglii w latach 1400-1600 oraz historii Polski XVI i XVII wieku. Obecnie pracuje nad projektem „Życie codzienne i śmierć w Anglii XVI wieku”
Tekst pochodzi z "Newsweeka Historia" 10/2014
Tomasz W. Gromelski