sobota, 27 lutego 2016

czwartek, 18 lutego 2016

Współczuję panu Wałęsie

     Pan Wałęsa nie jest z mojej bajki i nie głosowałem na niego. Twierdziłem w męskim gronie, że: lepiej z kija zrobić skręta, niż z Wałęsy prezydenta, lub jakoś podobnie. Nie podoba mi się jednak obrzucanie błotem człowieka, który wielkimi literami zapisał się w historii Polski. 
     Zastanawiające jest, że nie wykorzystano przeciw niemu kompromitujących go dokumentów SB przed wyborami, a jeszcze wcześniej, gdy miał dostać Nagrodę Nobla. Te papiery były niewiele warte, czy liczono na współpracę? 
     Nie wiemy jak doszło do jego współpracy z SB. Może znali jakąś jego wstydliwą tajemnicę? Któż ich nie ma? Po kilku latach zerwał współpracę. Gdyby o tym fakcie powiedział, np. będąc już Prezydentem RP, zapewne byłoby to inaczej przyjęte niż teraz stało się. A przecież sam
kiedyś w TV twierdził, że podpisał im jakieś papiery. Później chyba o tym już nie wspominał. 
     Czy ten wstydliwy epizod z życia ma przekreślać to co uczynił? Zapewne wielu cieszy się, zwłaszcza ci którzy chcieli "dopaść" go. No i dopadli. Niepotrzebnie "szedł w zaparte". Nie byłem jego fanem i krytykowałem, gdy było za co. Teraz życzę mu dobrego zdrowia i siły, by to przetrwał i współczuję mu, choć sam sobie winien. 
     
PS. Zapewne w żadnych dokumentach, nie znajdą się ci którzy w pracy donosili przełożonym na kolegów, np. że Iksiński lekceważy pana kierowniczka i brzydko wyrażał się o nim. Prawda, panie Stanisławie B? 
I jeszcze jedno:  Pszczoła - żądląc, umiera. Gdyby to spotykało ludzi, zapewne świat byłby lepszy.                                                                       
                                        

sobota, 13 lutego 2016

Zwierzaczki. Na wesoło! Najwięcej od Grega

Na środku ogromnej kałuży z błotka siedzi sobie Tata hipopotam a wokół niego jeździ na rowerku mały Synek hipopotam. Tata hipopotam leży na jednym boku, po czym po kilku godzinach odwraca się na drugi boczek, ochlapuje się błotkiem i tak w kółko przez cały dzień. 
Po 2 tygodniach Synek hipopotam podchodzi do Taty hipopotama i mówi smutnym głosem:
-Tatusiu, tatusiu- przewróciłem się bo było ślisko i zepsuł mi się rowerek. Napraw mi go proszę.
Tata hipopotam odwraca się na drugi bok i odpowiada:
-No i weź kur..a rzuć teraz wszystko i napraw mu rowerek.

Facet dostał na urodziny papugę. Szybko zorientował się, że ma ona okropny nawyk przeklinania, co drugie słowo. Cóż miał jednak zrobić - wyrzucić żal, zawsze to jakiś towarzysz, zresztą prezent. Wiele dni starał się walczyć ze słownictwem papugi. Mówił do niej miłe słowa, puszczał łagodną, klasyczną muzykę, robił wszystko, żeby dać papudze dobry przykład. Słowem - pełna poświęcenia terapia i wszystko na nic.
Pewnego dnia, kiedy papuga wstała lewą noga i była wyjątkowo wredna, facet nie wytrzymał. Zaczął krzyczeć, ale papuga darła się głośniej. Potrząsnął nią. Wtedy nie dość, ze go zbluzgała, to jeszcze dostał parę razy dziobem. Zdesperowany wrzucił ptaszysko do zamrażarki, zatrzasnął drzwi, oparł się o nie i zsunął w dół. Papuga rzuciła się kilka razy o ściany zamrażarki, coś zabełkotała i nagle wszystko ucichło.
Facet ochłonął trochę, zaczął mieć wyrzuty sumienia. Otworzył szybko drzwi zamrażarki. Papuga milcząc weszła na jego wyciągnięte ramie i powiedziała:
- Najmocniej przepraszam, ze uraziłam pana moim słownictwem i zachowaniem. Proszę o przebaczenie, dołożę wszelkich starań, aby się poprawić i nie dopuścić do podobnych scen w przyszłości.
Facet był w szoku, już otwierał usta, żeby zapytać, co spowodowało tak radykalna zmianę, kiedy 
odezwała się papuga:
- Czy mogę pana uprzejmie zapytać: co zrobił kurczak?

Pewien farmer oprowadzał po swoim gospodarstwie potencjalnego nabywcę. Doszli do pasieki. 
- Dlaczego ta pasieka stoi tak blisko drogi? Przecież pszczoły mogą użądlić przechodniów! - narzeka kupiec.
- Te ule stoją tu od 10 lat i nigdy nic takiego się nie zdarzyło! - odpowiada farmer.
Po krótkiej dyskusji postanowili się założyć - zainteresowany rozbierze się do naga i zostanie przywiązany do rosnącego w pobliżu pasieki drzewa na cały dzień. Jeżeli do wieczora użądli go pszczoła, dostanie farmę za darmo, w przeciwnym razie - zapłaci podwójną cenę. Wieczorem farmer idzie odwiązać kupca i z daleka widzi, że facet jest blady i słania się na nogach.
- Cholera, przegrałem chyba zakład - klnie pod nosem farmer, biegnąc do niego.
- Co się stało, gdzie ugryzła? - pyta, rozcinając więzy.
- Nigdzie, nie ugryzła, to nie to - szepcze cicho potencjalny nabywca - ale czy to cholerne cielę nie ma matki?

Spotkali się: ksiądz katolicki, pop prawosławny i rabin żydowski. Zaczęli dyskutować kto z nich jest lepszym głosicielem wiary. Postanowili, że ten z nich okaże się najlepszym kaznodzieją, kto zdoła do swojej wiary przekonać nawet niedźwiedzia.
Po tygodniu spotkali się ponownie. I przy mszalnym winku rozpoczęli swoje opowieści.
Rozpoczął ksiądz katolicki:
- Poszedłem do lasu i znalazłem w gawrze niedźwiedzia. Nie uląkłem się i zacząłem głosić słowo Boże. Niedźwiedź zaryczał i rzucił się na mnie. Ale wtedy wyciągnąłem kropidło i pokropiłem go święconą wodą. I żarliwie zacząłem modlić się za jego duszę. I stał się cud! I zrobił się łagodny jak baranek. Teraz nauczam go katechizmu.
- Ze mną było podobnie - rozpoczął swoją opowieść pop prawosławny. - Ale my nie święcimy wodą święconą. Dlatego jak niedźwiedź rzucił się na mnie musiałem uciekać do rzeki. Przepłynąłem na drugi brzeg, a niedźwiedź za mną. A kiedy wyszedłem na brzeg, stanąłem i zakreśliłem znak krzyża nad wychodzącym z wody niedźwiedziem. I stał się cud! Niedźwiedź całą duszą przyjął naszą wiarę. teraz pomaga mi w obowiązkach cerkiewnych.
- A Tobie jak poszło? - pytają po chwili rabina.
Rabin popatrzył na swój postrzępiony i podarty chałat, potargał brodę i pejsy i powiedział:
- Hmm... Niepotrzebnie zacząłem od obrzezania.

Do fotografa przychodzi pingwin i żyrafa proszą o wspólne zdjęcie.
Fotograf pyta:
- Czarno-białe czy w kolorze?
Na to pingwin:
- A w ryja chcesz?

Lew zrobił spotkanie wszystkich zwierząt jako król.
- Proszę by zwierzęta inteligentne przeszły na prawo, zwierzęta piękne skierowały się na lewo.
Na środku została żaba.
- A ty co? - spytał lew.
Żaba:
- Przecież się k***a nie rozdwoję.

Dwóch kumpli wyszło na spacer ze swoimi psami. Jeden z labradorem, drugi z jamnikiem. Jeden
kolega mówi do drugiego:
- Może wejdziemy na piwko?
- Nie wpuszczą nas przecież z psami.
- Nie marudź, rób to co ja.
Pierwszy z labradorem wchodzi do środka i od razu słyszy od barmana:
- Przepraszam Pana, ale nie wolno wchodzić z psami
- Ale to pies przewodnik.
- Oczywiście, przepraszam. Zapraszam do środka.
Po chwili wchodzi drugi z jamnikiem.
Barman od wejścia:
- Przepraszam, nie wolno wpuszczać psów do baru
- Ale to pies przewodnik
- Proszę pana, to jamnik...
- KU**A DALI MI JAMNIKA?
- O, przepraszam. Proszę wejść.

Facet pyta przez telefon: 
- Halo! Towarzystwo ochrony zwierząt?
- Tak, słucham.
- Na drzewie siedzi komornik i drażni mojego psa.

Spotyka doberman jamnika. Właściciel jamnika ostrzega właściciela dobermana:
- Weź Pan tego psa, bo to się źle skończy!
- Weź Pan lepiej tego swojego jamnika - odpowiada drugi - bo mój doberman zaraz go załatwi!
- Jak Pan chcesz - odpowiada właściciel jamnika.
Za chwilę oba psy wpadają na siebie i po krótkiej chwili doberman znokautowany, a jamnik jakby nigdy nic.
- Panie, sprzedaj Pan mi tego jamnika - prosi po chwili właściciel dobermana.
- Dobra, a za ile?
- Dam 3000 zł!
- Panie, 3000 zł kosztował krokodyl, a gdzie operacja plastyczna?

Wchodzi facet do sklepu zoologicznego i mówi: 
- Chciałbym kupić tego żółwia z wystawy, który stepuje. 
- Stepujący żółw?! O psiakość! Zapomniałem wyłączyć grzałki do piasku!

Zziębnięty wróbelek spadł na trawę i pewnie spotkałby go marny koniec, ale przechodząca krowa zrobiła na niego placek. Zrobiło mi się cieplutko. Zadowolony wystawił   główkę i zaczął ćwierkać. Usłyszał to kot, który złapał go i zjadł.  
To jest bajeczka z morałem, a nawet z trzema. 
Po pierwsze:  nie każdy kto s.a na ciebie jest twoim  śmiertelnym wrogiem.
Po drugie:      nie każdy kto cię wyciąga z g. jest twoim przyjacielem.       
Po trzecie:     jeśli już w wpadłeś w g.  -  siedź cicho i nie ćwierkaj! 

czwartek, 11 lutego 2016

Wielcy i zapomniani

Skopiowane z Onet.wiem:

Jan Szczepanik - polski Edison

wczoraj, 10:20Emilia Kunikowska Onet
Nazwisko Szczepanik większości z nas kojarzy się ze znanym piosenkarzem. Niewielu słyszało o Janie Szczepaniku, polskim wynalazcy nazywanym polskim Edisonem i Leonardem da Vinci. A szkoda, bo był on autorem kilkudziesięciu wynalazków i kilkuset patentów technicznych.
Jan Szczepanik
Jan Szczepanik
fot. https://pl.wikipedia.org/wiki/Jan_Szczepanik
Opracował kamizelkę kuloodporną, telektroskop, urządzenie usprawniające pracę tkaczy i barwną fotografię. Tych pomysłów i wynalazków było zresztą o wiele więcej, rzecz niecodzienna zważywszy na to, że Szczepanik był samoukiem.
Wynalazca i konstruktor, cieszący się większą popularnością na świecie niż w swoim rodzinnym kraju, przyszedł na świat w 1872 roku Rudnikach leżących na terenie dzisiejszej Ukrainy, w chłopskiej rodzinie. Wychowywany był przez matkę, dziadków i ciotkę Salomeę. Po ukończeniu Seminarium Nauczycielskiego w Krakowie pracował jako nauczyciel w podkarpackich wioskach. Zainteresował się wtedy pracą tkaczy wiejskich do tego stopnia, że zaczął udoskonalać ich krosna. Gdy udało mu się uzyskać pomoc finansową od wiedeńskiego bankiera Ludwika Kleinberga, porzucił zawód nauczyciela i przeniósł się do Krakowa.
Dla tkaczy
Przebywając w Krakowie skonstruował urządzenie ułatwiające pracę tkaczom, twórcom dywanów i gobelinów. Do tej pory bowiem rzemieślnicy spędzali długie godziny na tworzenie tzw. patronów czyli schematów obrazów, które miały wypełniać gobelin. Urządzenie Szczepanika przenosiło obrazek na patron metodą fotoelektryczną. Metodę tę opatentował w Wielkiej Brytanii. Techniką opracowaną przez Szczepanika sporządzono m.in. jedwabny portret amerykańskiego pisarza i podróżnika Marka Twaina, który zafascynowany wynalazcą kilkukrotnie odwiedził go w jego pracowni. Utkany przez Szczepanika portret pisarza zaprezentowało angielskie wydawnictwo "Penrose's Pictorial Annual" z komentarzem: "aby z wzoru otrzymać tkaninę starą metodą, wykonawca zużywa na to około pięciu tygodni czasu i kosztuje to 16 funtów szterlingów. Tymczasem według systemu Szczepanika wykonuje się go w przeciągu pół godziny i kosztuje około 15 szelingów". Mark Twain zamierzał zresztą kupić patent Polaka i wdrożyć go do produkcji w Stanach Zjednoczonych. Ostatecznie tego nie uczynił, odwiedziony od pomysłu przez swego doradcę, który sądził, że wynalazek nie zdobędzie zainteresowania za oceanem.
Telektroskop
W 1897 roku wpadł na pomysł telektroskopu czyli prototypu dzisiejszej telewizji. Był to aparat do przenoszenia obrazów barwnych wraz z dźwiękiem na odległość za pośrednictwem elektryczności. Zasada działania telektroskopu funkcjonuje w telewizji do dziś. Amerykański historyk telewizji Albert Abramson w swojej książce pt. "Elektronic Motion Pictures. A history of the Television Camera" wymienił Jana Szczepanika na czołowym miejscu wśród XIX-wiecznych wynalazców telewizji. Niestety i ten projekt z przyczyn finansowych nie został zrealizowany.
Barwne fotografie
Pod koniec XIX wieku opracował również metodę wytwarzania błon fotograficznych do fotografii barwnej, udoskonalonej w latach 1902-1903 wynalezieniem filtra i rastra wielobarwnego. Pierwszą zachowaną fotografią barwną były "Maki" z 1903 roku. Wynalazł też kolorymetr (aparat do pomiaru natężenia barw). Osiągnięcia Szczepanika w dziedzinie fotografii wykorzystały w latach 30. minionego wieku firmy Kodak i Agfa, produkując wynalezione przez niego materiały fotograficzne. W tym przypadku jak i w innych, Polak nie potrafił zadbać o skomercjalizowanie owoców swojej pracy. Joseph Maria Eder, austriacki historyk fotografii napisał o nim: Szczepanik jest jednym z największych wynalazców wśród Polaków.
Jeśli nie pieniędzy, to przynajmniej rozgłosu przysporzyła Szczepanikowi jego praca. I to do tego stopnia, że Galicyjskie Towarzystwo Akcyjne zwróciło się do cesarza Franciszka Józefa z prośbą o zwolnienie go z obowiązku odbycia służbywojskowej. Mimo że cesarz przychylnie podszedł do prośby, władze wojskowe Galicji zignorowały jego decyzję i zmusiły Szczepanika do odbycia służby wojskowej w Przemyślu.
Autor: Emilia KunikowskaŹródło: Onet............................................................................................................................................................................................................

wtorek, 9 lutego 2016

Znowu Smoleńsk!

     Nie należy dawać małpie brzytwy, tym bardziej granatu. Niestety, stało się to 25 października, przy biernej postawie prawie połowy Polaków uprawnionych do głosowania. Jakby było mało ponad pięcioletniej hucpy ze sztuczną mgłą, helem (cięższym od powietrza?), wybuchającymi parówkami, trotylem, nitrogliceryną i co tam się jeszcze główkach zamacholików pojawiło, znów się zaczyna. Spokojniej było przed wyborami. 
     Żaden z "ekspertów" pana Macierewicza nie był na miejscu tragedii pod Smoleńskiem i nie badał wraku samolotu , ale zgodnie twierdzą, że doszło do zamachu. Nie przeszkadza im, że nie znaleziono żadnych dowodów potwierdzających ich fantasmagorie. Sam pan Macierewicz nie pojawił się na miejscu tragedii, choć był bardzo blisko. Także wielu posłów z PiS. Pisze o tym pan europoseł Marek Migalski: 
http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/397907,marek-migalski-atakuje-pis-poslowie-pis-w-smolensku-trzy-godziny-po-tragedii-poszli-do-restauracji-na-obiad.html 
     "Eksperci" pana Macierewicza będą za prace w podkomisji zarabiać 20 - 25 tys. zł miesięcznie. Czyli około pół miliona zł co miesiąc podatnicy polscy będą musieli na to wydać.  Do tego jeszcze koszty opinii biegłych, obsługi tej komisji, itd. A to dlatego, że żadne racjonalne ustalenia prokuratury wojskowej oraz zespołu Millera dla nich nie liczą się. ONI "wiedzą lepiej"! Strona faktysmolensk.gov.pl została zablokowana: http://tiny.pl/gg2lh   Ma się liczyć tylko ich "prawda". Śp. ks. Tischner przypomina się.
     Jeszcze wcześniej, pan Macierewicz za oceanem podważał wiarygodność i autorytet państwa polskiego,. Dużego posłuchu nie zyskał, ale fetorku narobił. Odpowiedź Białego Domu na petycję w sprawie katastrofy: http://www.tvp.info/9369696/informacje/swiat/odpowiedz-bialego-domu-na-petycje-ws-smolenska/
Prof.Joseph Lakowicz z Uniwersytetu w Maryland jest oburzony ("wściekły!") na pana Macierewicza: http://tiny.pl/hsd4l Jak zaznacza, poproszono go o zgodę na kurtu­azyjne spotkanie, a potem przedstawiono to, jakby był zaangażowany w prace zespołu wyjaśniającego przy­czyny katastrofy smoleńskiej pod przewodnictwem Antoniego Macierewicza. 
     Czego można spodziewać się? Oni naprawdę wierzą w androny które sami wymyślają? Czy raczej chodzi o odwracanie uwagi ludu od innych, ważniejszych już zresztą problemów? Tego ludu który "wszystko kupi", jak mówił ich "klasyk".     Zaczyna się polowanie na czarownice.  Będzie szukanie winnych i karanie niewinnych. Medale dla BMW! Od dawna pokrzykują, że ten nieszczęsny samolot nie powinien być remontowany w Rosji. W takim razie: gdzie, jeśli nie u producenta posiadającego serwis i części do tego samolotu? Od niedawna głośno w mediach, że zniszczono ważne dowody związane z katastrofą samolotu. Oficer rezerwy o dokumentach MON o Smoleńsku: Zniszczono nieważne papiery. Jest odpowiedź resortu: http://wiadomosci.dziennik.pl/wydarzenia/artykuly/512691,smolensk-katastrofa-smolenska-list-podpulkownika-podpulkownik-komisarczyk-zniszczone-dokumenty.html Pan rzecznik MON (od niedawna) B. Misiewicz oraz pan historyk, dr S. Cenckiewicz, "wiedzą lepiej" od podpułkownika pełniącego tam służbę. 
     Tak wygląda "test smoleński" Macierewicza. Szokujące praktyki nowego szefa MON: http://natemat.pl/164645,tak-wyglada-test-smolenski-macierewicza-szokujace-praktyki-nowego-szefa-mon


PS. Ciekawe, czy podkomisja zechce zweryfikować to co opisuje "Dziennik.pl" - "Zmieścisz się śmiało". Generał Błasik prowadził tupolewa na lotnisko w Smoleńsku. NOWE NAGRANIA: http://wiadomosci.dziennik.pl/wydarzenia/artykuly/487257,zmiescisz-sie-smialo-general-blasik-prowadzil-samolot-na-lotnisko-w-smolensku-nowe-nagrania-z-tupolewa.html
Sensacyjny szczegół na nagraniu z tupolewa. Macierewicz ośmieszony? - http://www.msn.com/pl-pl/wiadomosci/polska/sensacyjny-szczeg%C3%B3%C5%82-na-nagraniu-z-tupolewa-macierewicz-o%C5%9Bmieszony/ar-BBrGMIi

PS. 2. (11.03.2016 r.) Jest reakcja! "Rewizja smoleńska o świcie. Policja u biegłego, który badał nagrania z tupolewa": http://wyborcza.pl/1,75478,19749543,rewizja-smolenska-o-swicie-policja-u-bieglego-ktory-badal.html#BoxGWImg 

 TVN24: prokuratorzy od Smoleńska przeniesieni do odległych jednostek http://wiadomosci.onet.pl/kraj/tvn24-prokuratorzy-od-smolenska-przeniesieni-do-odleglych-jednostek/6mmf3k
"Niezależna": Prokuratorzy od śledztwa smoleńskiego przeniesieni:  http://niezalezna.pl/77873-prokuratorzy-od-sledztwa-smolenskiego-przeniesieni


To mi wklejono jako komentarz do: "Czy samolot to kosiarka do drzew? Test" -  http://tiny.pl/h1xrs
Anonimowy23 lipca 2015 15:39 No i stalo sie. Kazik L., znany w okolicach kierowca i posiadacz samochodu ciezarowego zabil sie w wypadku. W gestej jak mleko mgle przywalil w przydrozne drzewo i wyzional ducha. Policja badajac slady stwierdzila, ze nawet nie hamowal. Odczyt tachografu wykazal, ze jechal z predkoscia 140 km/godz, czyli ponad 2 razy szybciej, niz dozwolone na tym odcinku. Byl ponadto za kierownica 16 godzin. Ludziska najpierw uwierzyli, ale serdeczny przyjaciel Kazika od wybitki i wypitki mial watpliwosci. Przeciez bywalo, ze wypil litra i jechal bez problemu, mowil Marcel A. Nie mogl tak sobie zabic sie z powodu mgly. Z pomoca bezinteresownie przyszli lokalni specjalisci, w tym kowal i najlepszy w okolicy producent "paliwa" z żyta, jako ekspert od chemii. Kowal, Bieniek W. popatrzyl na slady na drzewie, pozniej jeszcze raz popatrzyl, myslal dlugo i w koncu stwierdzil: te slady sa kilka centymetrow wyzej, niz by tego oczekiwal. Pozniej na poboczu ustawil prymus i do garnka wrzucil parowke. Kiedy ta pekla, krzyknal z podniecenia: - a nie mowilem?! Zeby bylo malo, to jeszcze wyciagnal kalkulator i metrowke. Cos pomierzyl na drzewie, policzyl i krzyknal triumfalnie: samochod tedy wcale nie przejezdzal!!! Gdyby przejezdzal, to tego drzewa by nie bylo, bo samochod globalnie jest twardy a drzewo miekkie. Specjalista od chemii zebral z pnia kawaleczki lakieru i wrzucil do "roztworu" wlasnej produkcji, zamieszal podniosl do gory i obejrzal pod swiatlo. Powiedzial tylko "dziwne", ale takim tonem, ze wszyscy od razu wiedzieli. Pozniej to sie zaczelo. Goska B. przypomniala sobie, ze noc przed wypadkiem pies sasiadow dziwnie sie zachowywal. Pozniej Brudon J. przypomnial, ze widzial, jak dwoch gosci, ktorych Kazik kiedys wykiwal na transporcie, gadalo w barze przy flaszce wodki i rozchodzac sie do domu przybili sobie żolwika. Malo tego, znany we wsi bloger, ktory z racji plam na avatarze nazywany jest "Łaciaty", dowiedzial sie, ze dwie wioski dalej zmarla kobieta, z ktora Kazik L. zatanczyl trzy lata temu po pijaku na dozynkach gminnych. No to wtedy we wsi juz zawrzalo. To nie mogl byc przypadek. Nic nie pomagaly nawolywania innych, ze miala 86 lat i od dozynek nie wychodzila z lozka, bo Kazik L. tak ja wtedy w tancu wyszarpal. Nowe fakty wychodzily na jaw szybciej, niz mozna bylo je ogarniac. Roniek J., zwany "bleferem", oswiadczyl, ze jego zdaniem, to Kazik w tym dniu byl w innym wojewodztwie i ze pewnie samochod ktos podrzucil na miejsce domniemanej katastrofy. Pozniej okazalo sie, ze klamal, ale ludzie uznali, ze w dobrej intencji. We wsi wre. Ludzie domagaja sie wydania wraku ze skladu zlomu w sasiedniej gminie i powolania miedzygminnej komisji dla oczyszczenia Kazika z zarzutu piractwa drogowego i znalezienia winnego jego meczenskiej smierci. Poki co, to postawilismy pomnik i pare tablic, ale nie zamierzamy na tym poprzestac. To bedzie dluga i twarda walka, ale prawda musi byc po naszej stronie, bo mamy przeciez poparcie proboszcza. (z netu) zwiń.