sobota, 12 października 2013

70 rocznica bitwy pod Lenino

skopiowane z:
konflikty
Strona głównaHistoriaMilitariaRecenzjeAktualnościWideoTapetyTestyForum
Strona Główna » Historia » II wojna światowa

Bitwa pod Lenino

Podziel się z innymi:





Po przegranej kampanii wrześniowej na terenie ZSRR znalazło się kilkaset tysięcy Polaków. Cześć z nich została wywieziona już po ataku sowietów na Polskę inni przebywali tam już od czasów carskich, a jeszcze inni po prostu zamieszkiwali tereny zachodniej Ukrainy i Białorusi jako mniejszość etniczna. Wobec klęski aliantów - w skład, których wchodzili także i Polacy - na zachodzie, generał Władysław Sikorski zaczął rozważać możliwość utworzenie nowej polskiej armii w Związku Radzieckim. Już w czerwcu 1940 r. złożył on w tej sprawie pismo skierowane do rządu angielskiego, jednak na skutek sprzeciwu rządu polskiego w Londynie cała sprawa na pewien czas upadła. Powrócono do niej już po ataku Hitlera na ZSRR, kiedy to pod naciskiem ze strony USA i Wielkiej Brytanii 30 lipca 1941 r. podpisany został układ polsko-radziecki. Jego uzupełnienie stanowiła umowa o utworzeniu armii polskiej na froncie wschodnim.

Dowódcą mianowano gen. Władysława Andersa. Już wkrótce jego armia osiągnęła liczebność 75 tysięcy ludzi. Jednak w tym samym czasie znacznie pogorszyły się stosunki pomiędzy rządem polskim na uchodźstwie, a ZSRR, co było spowodowane miedzy innymi odkryciem masowych grobów polskich oficerów w Katyniu. Skończyło się tym, że armia gen. Andersa została ewakuowana do Iranu, gdzie Anglicy zamierzali ja wykorzystać do obrony pól naftowych. Jednak w ZSRR ciągle pozostawało kilkaset tysięcy Polaków. Część z nich stanowili komuniści, którzy za zgodą rządu moskiewskiego założyli polityczną organizację – Związek Patriotów Polskich, z Wandą Wasilewską na czele. W kwietniu 1943 r. ZPP wysłał list do rządu radzieckiego z prośba o zezwolenie na utworzenie polskiej dywizji. Odpowiedź Rosjan była pozytywna. 8 kwietnia ogłoszono komunikat o formowaniu 1. dywizji piechoty im. Tadeusza Kościuszki.

Jednostka zaczęła powstawać w Sielcach nad Oką, a na jej dowódcę mianowano pułkownika, a od 11 sierpnia 1943 generała majora (odpowiednik generała brygady) Zygmunta Berlinga. Jej struktura organizacyjna wzorowana była na radzieckich gwardyjskich dywizjach piechoty uzupełniona o kilka innych nieetatowych oddziałów jak na przykład pułk czołgów czy eskadra lotnicza. Ochotników była bardzo dużo, brakowało jedynie oficerów, dlatego ich braki uzupełnienia żołnierzami armii czerwonej. Dywizja zakończyła swoje formowanie w lipcu 1943 roku.

Sytuacja na froncie wschodnim

W tym okresie armia czerwona starła się z siłami nieprzyjaciela w największej bitwie pancernej w dziejach świata – w bitwie na łuku kurskim. Zakończyła się ona porażka Niemców, którzy od tej pory będą tylko się bronili przed posuwającą się na zachód armia radziecką. 7 sierpnia połączone siły Frontu Zachodniego i Kalinińskiego ruszyły do ofensywy, której celem było wyzwolenie lewobrzeżnej Ukrainy oraz okręgu smoleńskiego. Niemcy dysponowali na tym odcinku frontu 40 dywizjami i około 800 samolotami.
Jednak pod naporem sił frontu zachodniego byli oni zmuszeni do wycofania się na wcześniej przygotowane pozycje obronne na linii udnia-Lenino-Drybin-Sławgorod. Była to ostatnia rubież obronna przed Dnieprem, a jej utrata spowodowałaby zajęcie przez Rosjan kluczowych dla Niemców szlaków komunikacyjnych. Wyczerpane długimi walkami wojska radzieckie napotkawszy tak silną linię obrony zaprzestały działań w oczekiwaniu na uzupełnienia. Wśród tych nowoprzybyłych posiłków była także nowa polska dywizja, którą dowództwo Frontu Zachodniego zamierzało wykorzystać w kolejnym natarciu.

Przed bitwą

Wchodząca w skład 33 armii polska dywizja otrzymała zadanie przełamania niemieckiej obrony na odcinku od wsi Sysojewo do wsi Lenino, a następnie zniszczyć siły nieprzyjaciela w rejonie wsi Połzuchy i Trygubowo oraz przygotować przeprawy na Dnieprze w rejonie Orszy. Na skrzydłach miały nacierać dywizje radzieckie: 42 DP na prawym, a 290 DP na lewym. Cały atak miała wspierać 67 brygada artylerii haubic, co w połączeniu z artylerią ze wspomnianych trzech dywizji dawało 452 działa różnego kalibru. Stan osobowy 1 DP wynosił 12 177 żołnierzy, którzy mieli do dyspozycji 7530 karabinów, 166 CKM-ów, 166 moździerzy różnych kalibrów, 34 czołgi T-34, 7 lekkich czołgów T-70 oraz 3 samochody pancerne. Uzbrojenia było więc wystarczająco dużo, martwić mógł jedynie brak doświadczenia bojowego u dużej części żołnierzy.
Teren sprzyjał obrońcom. Główną przeszkodą dla atakujących była rzeka Miereja oraz bagnisty teren wokół niej. Dla piechoty nie był to jakiś większy problem, ale przeprawienie czołgów było praktycznie niemożliwe. Liczne osiedla i gęste zalesienie umożliwiały budowanie wielu stanowisk obronnych oraz skuteczne ich maskowanie. Niemcy główne stanowiska obronne oparli na górujących nad okolicą wzgórzach 215,5 oraz 217,6.
Plan gen. Berlinga zakładał, że w pierwszym ataku pójdą 1 i 2 pułk piechoty, trzeci natomiast ruszy do boju w drugim natarciu. Atak miał być poprzedzony prawie dwugodzinnym ostrzałem artyleryjskim. Już po ataku piechoty oddziały saperskie miały przygotować przeprawy dla czołgów na Mierei. W rezerwie pozostawały: kompania czołgów, kompanie rusznic przeciwpancernych oraz kompania CKM-ów. Początek natarcia zaplanowano na 12 października.

Bitwa

O godzinie 6:00 rozpoczęło się rozpoznanie walką. 1. batalion przeprawił się przez rzekę i dotarł do pierwszej linii okopów wroga gdzie nadział się na silny ogień z broni maszynowej oraz moździerzy. Niemcy mieli przewagę liczebna i groziło to okrążeniem polskiego oddziału, dlatego tez jego dowódca zdecydował się na wycofanie o kilkadziesiąt metrów gdzie część batalionu zdążyła już się okopać. Miał on tam pozostać i poczekać do rozpoczęcia właściwego natarcia.
Przygotowanie artyleryjskie rozpoczęło się o 9:20 i było przesunięte o godzinę względem planowanego z powodu gęstej mgły. Po godzinie padł rozkaz do ataku dla piechoty. W miarę posuwania się Polaków rósł i opór Niemców. Pomimo ciężkiego ostrzału wiele stanowisk obronnych pozostało nieuszkodzonych. Atakujący po zbliżeniu się do pierwszej linii okopów odpalili zielone i czerwone race sygnalizując w ten sposób artylerii, aby ta przeniosła swój ogień dalej na druga linię obrony, co miało zapobiec ostrzeliwaniu własnych oddziałów.
Po przegrupowaniu oddziałów doszło do pierwszego szturmu na niemieckie okopy. Szczególnie aktywna w tym czasie była 3. kompania. Wywiązała się walka wręcz. Pierwsza transzeja znalazła się wkrótce w rękach Polaków. Po tym sukcesie tempo natarcia zmniejszyło się, ponieważ w końcu odezwała się niemiecka artyleria, a dodatkowo polskie oddziały nie dostały obiecanego wsparcia czołgów gdyż ich przeprawa sprawiła znacznie więcej trudności niż się początkowo spodziewano. Niemcy ciągle mieli przewagę liczebną, a dodatkowo atakującym kończyły się podręczne zapasy amunicji i trzeba było czekać na zaopatrzenie.

2. batalion zbliżył się do 177 silnie bronionych Połzuch. Do skruszenia obrony przeciwnika Polacy wykorzystali pułkowa artylerię.1. kompania atakowała w środku natomiast dwie pozostałem miały za zadanie okrążyć wieś. Ten manewr zapewnił zwycięstwo kościuszkowcom i całe Połzuchy znalazły się pod kontrolą sił polskich.

Niestety operującym na skrzydłach 1 DP dywizjom radzieckim nie szło zbyt dobrze. 42 DP doszła jedynie do pierwszej linii obrony, ale nie mogąc jej zdobyć poprzestała na walce ogniowej. Natomiast 290 DP zdobyła pierwszą transzeję na swoim odcinku, ale wyczerpana walkami zatrzymała się. W ten sposób oba skrzydła polskich oddziałów były całkowicie odsłonięte i wystawione na kontrataki Niemców. Należy się tu może pewne usprawiedliwienie dla jednostek radzieckich. Otóż obie dywizje toczyły boje nieustannie od wielu tygodni bez odpoczynku, a ich stany osobowe wahały się w granicach 50%. Z tego też powodu ich żołnierze byli bardzo wyczerpani i po prostu nie byli w stanie dać z siebie już nic więcej.

W rezultacie wieś Trygubowo – która była celem 290 DP - pozostała przez Rosjan niezdobyta, a że Niemcy mieli tam swoje silne pozycje, z których ostrzeliwali Polaków, oddziały gen. Brelinga same musiały się tym zająć. I tak też się stało. Po krótkiej walce i zajściu przeciwnika ze skrzydła wieś została zdobyta. Jednak Niemcy byli zdeterminowani, aby odbić ten rejon i użyli do tego wszelkich dostępnych środków, łącznie z lotnictwem, które stale bombardowało pozycje kościuszkowców oraz przeprawy na Merei przygotowane dla czołgów, które wobec takiego obrotu spraw nie zdołały dotrzeć do wysuniętych linii gdzie miały pomagać w odparciu niemieckiego kontrnatarcia. Wiele maszyn ugrzęzło w błocie. Miało to decydujące znaczenie dla tej potyczki i zadecydowało o tym, że Polacy musieli wycofać się z zajętej tak niedawno wsi. Jednak i oni nie zamierzali tak łatwo się poddać. Po wycofaniu i przegrupowaniu się batalion wzmocniony dodatkowymi siłami drugiego rzutu ponownie przeszedł do ofensywy, podczas której udało się ponownie wejść na skraj Trygubowa. Polskie siły były jednak mocno nadwerężone a straty wśród oficerów powodowały, że wieloma oddziałami nie miał kto dowodzić. To oraz stałe ataki ze strony Wehrmachtu spowodowały kolejne odrzucenie atakujących oddziałów na około 350 metrów od wsi, gdzie polskie oddziały okopały się.
Była godzina 14:00 i można powiedzieć, że bitwa wchodziła w druga fazę. Feldmarszałek von Kluge za wszelką cenę chciał załatać wyłom utworzony przez Polaków w jego liniach obronnych i postanowił do tego użyć wszelkich dostępnych sił. Rozpoczął się kolejny atak od strony Trygubowa, tym razem przy wsparciu nie tylko lotnictwa, ale i potężnych samobieżnych dział Ferdynand. Polakom brakowało amunicji i sytuacja była naprawdę zła i kto wie jak to się mogło skończyć gdyby nie radziecka artyleria, która w odpowiednim momencie ostrzelała przedpole uniemożliwiając Niemcom przejście, a później wymuszając odwrót. Po tym Niepowodzeniu Niemcy spróbowali zaatakować na drugim skrzydle w rejonie wsi Połzuchy. Sytuacja powtórzyła się. Ich atak został powstrzymany przez działa z 67 brygady haubic. Jednak każdy rozkaz – a już szczególnie rozkaz feldmarszałka – trzeba wykonać, więc Niemcy podjęli kolejna próbę pod Trygubowem. Tym razem oprócz Ferdynandów w akcji wzięły udział czołgi. Nie wystarczyło to jednak, aby przełamać obronę 1 DP złożoną z dział kaliber 76 mm i rusznic przeciwpancernych. Zapadał zmierzch.
W nocy Niemcy ponownie próbowali przedrzeć się przez szeregi kościuszkowców i to parokrotnie. Za każdym jednak razem byli dostrzegani dostatecznie wcześnie, aby móc zorganizować skuteczną kontrakcję. Poważny sukces odniósł natomiast polski zwiad. Oddział zwiadowców przeprowadził śmiały rajd na tyły nieprzyjaciela i zaatakował sztab nieprzyjacielskiego batalionu w Trygubowie. Łupem padły mapy z planami niemieckich linii obronnych. Pozostałą część nocy obie strony wykorzystały do umocnienia swoich pozycji, wykopania nowych okopów, podciągnięcia uzupełnień, uzupełnienia zapasów, a także ewakuacji rannych. Co ciekawe do tego ostatniego zadania szeroko stosowane były w polskich oddziałach specjalnie przeszkolone psie zaprzęgi, które ciągnęły specjalne nosze na kółkach. Kiedy race oświetlały teren psy natychmiast się zatrzymywały i kładły na ziemię by natychmiast ponownie ruszyć, gdy znów będą niewidoczne.

Nastał nowy dzień a wraz z nim przystąpiono do realizacji nowego plany opracowanego przez dowództwo 33 armii. Zakładał on półgodzinne przygotowanie artyleryjskie od godziny 7:30, a zaraz po jego zakończeniu powinna ruszyć piechota. Niestety z powodu baków w zaopatrzeniu ostrzał trwał tylko 15 minut. Piechota ruszyła zgodnie z planem jednak tym razem miała do pomocy czołgi, które pod osłona nocy przeprawiły się na zachodni brzeg. Nie było ich dużo, bo zaledwie 12, ale i tak stanowiły ogromne wsparcie dla nacierających. Pomimo początkowych sukcesów ponownie dało o sobie znać niemieckie panowanie w powietrzu. Powtarzała się sytuacja z dnia poprzedniego, kiedy to ani jedna ani druga strona nie była w stanie odnieść ostatecznego zwycięstwa. Czołgi pozbawione wsparcia artylerii przeciwlotniczej stawały się łatwym łupem dla niemieckich Ju-87 i Ju-88. Większość maszyn została zniszczona lub przynajmniej unieruchomiona. Również piechota była przyciśnięta do ziemi i jedyne, co mogła zrobić to okopać się. Tym razem – nauczeni poprzednimi doświadczeniami – Niemcy nie atakowali na ziemi ograniczając się jedynie do ciągłych nalotów. Przez cały dzień doliczono się około 450 nieprzyjacielskich samolotów.
Ponieważ nie było żadnych widoków na osiągniecie sukcesu gen. Berling wydał rozkaz przejścia do obrony i umacniania zdobytych pozycji. Jednak pod wieczór 2 płk podjął jeszcze jedna próbę zdobycia Połzuch i po krótkiej, ale bardzo zaciętej walce odniósł pełen sukces zdobywając niemiecka transzeje na południowy zachód od wsi i okopał się na tych poniemieckich pozycjach. W tym czasie o 17:30 ze sztabu 33 armii przyszła informacja, że w nocy 1 dywizja zostanie zluzowana przez radziecką 164 DP i wycofana na tyły.

14 października do godziny 2:00 zluzowany został 2 pułk, a sześć godzin później również i 3 pułk. Nowa radziecka jednostka tego samego dnia przystąpiła do ataku, jednak jedynym jej sukcesem było zdobycie wzgórza 217,6. W następnych dniach natarcie kontynuowano, jednak wobec braku sukcesów 33 armia przeszła całkowicie do obrony i poczęła umacniać się na zajmowanych pozycjach. Ta część frontu pozostawała bez zmiany jeszcze przez prawie rok, aż do czerwca 1944 roku, kiedy to na Białorusi rozpoczęła się nowa wielka radziecka ofensywa.

Bilans i ocena bitwy

W czasie bitwy Niemcy bezpowrotnie stracili prawie 1400 żołnierzy, a 326 dalszych dostało się do niewoli. Polskie straty były jeszcze większe i wynosiły według różnych danych od 2859 do 3054 ludzi. Jednak cel, jakim było dokonanie pierwszego wyłomu w niemieckich liniach obronnych został osiągnięty. Za bohaterska postawę żołnierzom przyznano 247 polskich i 239 radzieckich odznaczeń bojowych, w tym trzy odznaczenia bohatera Związku Radzieckiego.
Różna jest ocena samej bitwy. Według jednych jest ona chlubą i legendą polskiej armii, według innych był to chytry plan Rosjan zmierzający do unicestwienia polskich oddziałów i tylko odmowa dalszej walki odsunęła groźbę unicestwienia dywizji, a sama nazwa bitwy „pod Lenino” służyła tylko celom propagandowym, gdyż same walki toczyły się wokół Połzuch i Trygubowa. Ocenę pozostawiam czytelnikom, ale parę faktów przedstawić trzeba. Po pierwsze, bitwa zaakcentowała obecność Polaków na głównym froncie drugiej wojny światowej. Po drugie, sprawa Polski na arenie międzynarodowej nabrała nowego wymiaru, gdy okazało się, że polska lewica dysponuje regularnymi oddziałami wojskowymi niezależnymi od rządu w Londynie i to te oddziały będą wyzwalał terytorium Polski spod niemieckiej okupacji.
Po trzecie, informacje o tej bitwie dodały otuchy partyzantom, a także zwykłym ludziom w Polsce, która ciągle jeszcze czekała na wyzwolenie. Po czwarte wreszcie, bitwa miała istotny wpływ na późniejszy szybki rozwój polskich sił zbrojnych na wschodzie – najpierw Pierwszego Korpusu, a następnie Pierwszej Armii, która swój szlak bojowy zakończyła w Berlinie. Jakkolwiek by bitwy pod Lenino nie oceniać jest ona faktem historycznym o istotnych dla Polski następstwach.

Bibliografia

"Polacy w bitwie pod Lenino" Czesław Podgórski Wyd. Interpress, Warszawa 1973 r.
"Lenino październik 1943" Zdzisław Czerwiński Wyd. MON, Warszawa 1970 r.
"Gazety wojenne" nr 51 Wyd. P.O. Polska, Warszawa

Artykuł Onetu na ten sam temat: http://wiadomosci.onet.pl/prasa/ani-zwyciestwo-ani-pod-lenino/86qb6

6 komentarzy:

  1. Chwała Ci Probusie za przypominanie pomijanych obecnie (przypadek?) wycinków historii naszego kraju. Mój teść brał udział w tej bitwie, został ranny. Syberia tak Go zahartowała, że w krótkim czasie doszedł do pełnej sprawności. Wojnę zakończył w Berlinie, w stopniu majora i z Krzyżem Virtuti Militari (za forsowanie Odry). Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj Probus. Dzięki za linka. Chętnie w taki dzień jak dziś poczytałam o Bitwie pod Lenino. Pozdrawiam Słowianka. :)
    W dzisiejszej Polsce wszystko co robili tamci żołnierze było złe, bo ZSRR było złe, teraz Rosja też jest zła. Wszystko było na potrzeby propagandy Stalina, bo propagandy zachodu nigdy nie było, bo oni tacy wszyscy dobrzy i święci, tacy proeuropejscy, że mnie na wymioty się zbiera. :(
    Oto relacja dwóch polskich kombatantów, staruszków, którzy brali osobiście udział w tej bitwie i im najbardziej wierzę.
    Kpt. Jerzy Danielewicz, 89-letni dziś uczestnik bitwy pod Lenino, powiedział, że w Lenino brał w sobotę udział w uroczystości posadzenia symbolicznej alei drzew. - Posadziliśmy aleję złożoną z 70 drzew. Ma ona upamiętnić Bitwę pod Lenino -mówi Danielewicz. - Pamiętam, że była taka sama pogoda jak dzisiaj - gęsta mgła i z tego powodu opóźniło się przygotowanie artyleryjskie.
    Inny weteran Eugeniusz Skrzypek nie krył wzruszenia z pobytu po latach w Lenino. - To jest 70 lat. Co pamiętam z bitwy? To jest trudne do opisania. Bo właściwie przeżycia każdy miał inne - mówi Skrzypek. 90-letni płk Eugeniusz Skrzypek nie krył też rozgoryczenia, że nastawienie do dywizji kościuszkowskiej jest inne niż do formacji polskich tworzonych na Zachodzie. - Dzisiaj dokonuje się w naszym kraju ważenia, które wojsko było lepsze. Jest to przykre, dlatego że nie ma między nimi różnicy. Wszyscy walczyli o to, aby dojść do swojego kraju, wyzwolić go i odbudować. Gdy dziś się mówi, że jedni są dobrzy, a drudzy źli, jestem zniesmaczony - powiedział.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz! Pozdrawiam Cię Słowianko!

      Usuń
  3. Kłaniam się :-) Próbowałem wczoraj na onetowskim Forum wesprzeć Ciebie i Korabia ,ale niestety cenzura nie przepuściła . Jesteśmy jak widać " wyklęci " , co można odczytać jako cichą zemstę ,chociaż jest to do cna idiotyczne . Cieszę się , że od paru już lat , mamy podobną ocenę otaczającej nas " rzeczywistości" .Pozdrawiam .kazmax@vp.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj! Chciałem skomentować jedną z Twoich wypowiedzi. Niestety, okazało się, że nie można. Zapewne pan Fred znów przeszkadzał. Pozdrawiam!

      Usuń