poniedziałek, 28 listopada 2011

Strzelić gola? Czy nie?

                                                     

Listy


         Drogi Mężu!       
         Piszę do Ciebie ten list, aby powiedzieć, że opuszczam Cię na dobre. Byłam dla Ciebie dobrą kobietą przez ostatnie siedem lat i nie otrzymałam za to nic dobrego. Ostatnie dwa tygodnie były dla mnie piekłem. Twój szef zadzwonił do mnie i powiedział, że rzuciłeś dziś pracę. Ostatniego tygodnia wróciłeś do domu i nawet nie zauważyłeś, że mam nowa fryzurę, pięknie zrobione paznokcie, przygotowałam Twoje ulubione mięso i mam na sobie nową, piękną i kuszącą bieliznę. Przyszedłeś sobie, zjadłeś w dwie minuty, i poszedłeś spać zaraz po obejrzeniu meczu. Nigdy nie mówiłeś mi też, że mnie kochasz czy czegoś podobnego. Zatem albo mnie zdradzałeś, albo nigdy nie kochałeś. Ale to już nieważne, ponieważ odchodzę…
         P.s.
         Jeżeli masz ochotę mnie szukać, to nie rób tego. Twój BRAT i ja przeprowadziliśmy się razem do Szczecina! Mamy nowe wspaniałe życie!
Twoja Była Małżonka.
**********************************************************
         Droga Była Małżonko!
         W życiu nie spotkało mnie nic wspanialszego niż Twój list. To prawda, że byliśmy małżeństwem przez siedem lat, jednak do dobrej kobiety było Ci naprawdę daleko. Oglądałem mecze za każdym razem, kiedy epatowałaś mnie swoją żałosną nagością, chodząc po domu w bieliźnie, aby na to nie patrzeć. Szkoda że to nie działało. Zauważyłem kiedy obcięłaś włosy w ubiegłym tygodniu i pierwszą rzeczą, którą pomyślałem było "wyglądasz jak facet!'. Moja matka nauczyła mnie, żeby lepiej nie mówić nic, kiedy nie jestem w stanie powiedzieć czegoś miłego. Kiedy przygotowywałaś moje ulubione mięso, musiałaś pomylić mnie z MOIM BRATEM, ponieważ zaprzestałem jedzenia wieprzowiny już siedem lat temu. Poszedłem sobie spać, kiedy zobaczyłem Twoją nową bieliznę, ponieważ była na niej jeszcze metka z ceną. Modliłem się, żeby to był przypadek, że tego samego dnia, którego rano pożyczyłem mojemu bratu dwieście złotych, Twoja bielizna miała na metce 199,99 zł. Po tym wszystkim nadal Cię kochałem i czułem, że jeszcze możemy to naprawić. Zatem kiedy zorientowałem się, że właśnie wygrałem w totka dziesięć milionów, rzuciłem robotę i zakupiłem dwa bilety na Jamajkę. Kiedy jednak przyszedłem do domu, Ciebie już nie było. Jak sądzę, wszystko to stało się nie bez  powodu. Mam nadzieję, że właśnie ułożyłaś sobie życie, tak jak zawsze chciałaś. Mój prawnik powiedział, że list, który do mnie napisałaś jest wystarczającym powodem, aby orzec rozwód z Twojej winy i nie dzielić majątku. Zatem trzymaj się.
         P.S.
         Nie wiem czy Ci mówiłem, że mój brat Karol urodził się jako Karolina. Mam nadzieję, że to nie problem.            
Powodzenia!
Bogaty i Wolny !!!

piątek, 25 listopada 2011

Grzeczny nowy pan premier


Uśmiechnij się!


Mężczyzna wyjechał w delegację i mówi koledze: - Pilnuj mojej żony, a jak mnie zdradzi, to wyrwij jedną sztachetkę z płotu.
Po pewnym czasie wraca do domu a widząc, że jedna sztachetka jest wyrwana, myśli: - "Ten jeden raz to jej wybaczę".
Wchodzi do domu, a żona krzyczy:
- Dobrze, że już wróciłeś, bo co ja tu przeżyłam! Trzy razy nam cały płot sztachetka po sztachetce jakieś łobuzy rozebrały. 


Dwóch facetów. Wieloletni przyjaciele od dzieciństwa. Jednak jeden z nich niestety jest częściowo sparaliżowany, potrzebuje trochę pomocy w codziennym życiu. Pewnego dnia siedzą u niego na werandzie, sparaliżowany mówi:
- Wiesz, co, mam pytanie - czy naprawdę jesteś moim przyjacielem?
- No jasne stary, znamy się od dziecka, wiesz, ze zrobiłbym dla ciebie wszystko!
- Wiem, mój przyjacielu, wiem. Miałbym wiec do ciebie małą prośbę czy przyniósłbyś mi z piętra skarpetki? Robi się trochę chłodno, a jak wiesz, Janie jestem w stanie tego zrobić.
- Stary, w ogóle nie ma o czym mówić. Skoczyłbym dla ciebie w ogień.
- Dziękuje ci mój przyjacielu.
Facet idzie na piętro, otwiera drzwi do pokoju, wchodzi i staje oniemiały. Przed oczami rozpościera mu się cudowny widok - dwie córki jego przyjaciela, młode, piękne jak marzenie, ubrane jedynie w bieliznę. Facet nie może oderwać wzroku, targają nim wyrzuty sumienia - w końcu to córki jego najlepszego przyjaciela, jednak w końcu poddaje się instynktom i mówi:
- Wasz ojciec przysłał mnie, żebym się z wami przespał.
- Niemożliwe! - mówi jedna.
- Nieprawdopodobne! - mówi druga.
- No cóż, jeśli mi nie wierzycie, zaraz wam udowodnię.
Facet podchodzi do okna, otwiera je i krzyczy...
- Obie?
- Tak, tak, obie! Dzięki, stary!
 
Wraca mąż z polowania, a tu żona z kochankiem w łóżku.
- Wyłaź z łóżka! - krzyczy mąż do kochanka.
Kochanek wyskakuje i zasłania dłońmi swoje klejnociki. Mąż ze spokojem celuje z dwururki w te klejnociki. Kochanek krzyczy:
- Nie wygłupiaj się, daj szansę!
Na to mąż do kochanka:
- No dobra, rozbujaj!




  Znudzony życiem milioner  postanowił sobie zorganizować nową rozrywkę i wymyślił zadanie.
Zaprosił do siebie znajomych, przyjaciół, sąsiadów, zebrał ich koło
basenu do którego wcześniej wpuścił rekina i tak rzecze: - Kto odważy się
przepłynąć basen i wyjść z niego cało-dostanie 100 tys.dolarów.
Cisza.
Reakcją milionera była nowa oferta.
- Kto odważy się przepłynąć- dostanie milion dolarów.
Cisza.
Milioner trochę zdesperowany postanowił postawić wszystko na jedną kartę
i rzecze:
- Do tego miliona dokładam jeszcze k...ę!
Nagle zamieszanie, plusk, ktoś skoczył do basenu i rozpaczliwie płynie
do brzegu, Już prawie rekin go dopadł, ale jakimś cudem śmiałek wyszedł
z basenu.
Od razu podbiegł do niego milioner z tłumem gapiów i mówi:
- Gratuluję, jestem pod wrażeniem, jak pan to zrobił?
- Gdzie ta k...a?
- Ależ, spokojnie, zaraz pan otrzyma milion dolarów i obiecaną k...ę.
- Gdzie ta k...a? pyta jeszcze bardziej zdenerwowany...
-Jedną chwileczkę, tu jest czek, a za moment dotrze k...a, proszę się
nie denerwować.
- Gdzie ta k...a co mnie popchnęła?!   

 
- Wiesiek, coś taki markotny?
- Nie wiesz?! Benek nie żyje!
- No coś ty?! Jak to?!
- Wrócił przedwczoraj do domu, wypił, położył sie do łóżka, zapalił szluga, pościel się zajęła...

 - I spalił się?!
- Nie... Zdążył okno otworzyć i wyskoczyć...
- I połamał sie na śmierć?
- Nie. Straż wezwał. Strażacy rozciągnęli takie koło z gumy i na nie skoczył.
- Pękło?
- Nie. Jakoś tak sie od tego odbił i z powrotem wskoczył do chałupy.
- I co,  spalił się?
- Nie! Odbił sie od framugi i spadł...
- ... rozbijając się?
- Otóż nie! Stał tam wóz strażacki. Z plandeką. Trafił w to, odbił się i znowu wskoczył do okna.

- Zginął?
- Nie. Spadł, odbił sie znów od tej gumy i wleciał do mieszkania!
- Żesz w ryj! To jak ten Benek zginął?!
- Zastrzelili go... bo ich zaczął wkurzać. 

 
 Pewnego razu w piątek pod wieczór, do jubilera przyszedł starszy, obleśny dziadek z towarzyszącą mu, przecudnej urody, dwudziestoletnią, zgrabną panienką.

Zaczęli oglądać pierścionki. Po dłuższej chwili ona wybrała sobie jakiś piękny egzemplarz.

Dziadek upewnił się, czy ten pierścionek na pewno jej się spodobał i mówi jubilerowi, że go kupuje. A jubiler na to:

- Ale ten pierścionek kosztuje 100 tys. złotych!

Na co dziadek bez wahania:

- Nie szkodzi, biorę.

Bywają i tacy.
A jubiler się pyta:

- Zapłaci pan gotówką, czy kartą?

- No, wie pan - mówi dziadek - taką kwotę trudno mieć w portfelu, więc zapłacę kartą.

Sprzedawca się lekko zafrasował i mówi:

- Proszę mnie źle nie zrozumieć, ale przy takiej kwocie muszę sprawdzić, czy pańska karta ma pokrycie na koncie, a w piątek o tej godzinie banki są pozamykane. Do poniedziałku nie będę mógł zweryfikować pańskiej karty, więc co pan proponuje?

Na co dziadek ze zrozumieniem:

- Proszę pana! Nam naprawdę zależy na tym pierścionku, więc aby nikt go nie kupił proszę go zdjąć z wystawy i schować do sejfu wraz z moją kartą kredytową.

W poniedziałek rano sprawdzi pan w banku jej pokrycie i zadzwoni do mnie pod numer, który panu zostawię, a ja wtedy się ponownie u pana zjawię. No to jubiler się ucieszył i zrobił tak, jak zaproponował klient. W poniedziałek rano po przyjściu do pracy zadzwonił do banku, podał numer karty,a tam mu mówią:

- Panie! Ta karta nie ma pokrycia od 3 lat!!! Sprzedawca zbladł i dzwoni do dziadka:

- Proszę pana! Co to ma znaczyć! W banku powiedzieli, że pańska karta nie ma pokrycia od 3 lat! Jak pan to wyjaśni?

A dziadek na to z uśmiechem:

- Proszę pana, ja doskonale wiem, że moja karta nie ma pokrycia. Ale czy Pan wie, JAKI JA MIAŁEM WEEKEND???

wtorek, 22 listopada 2011

Może by tak referendum zamiast kłótni?

    Chyba nie trzeba udowadniać nikomu że większości Polaków jest coraz gorzej i coraz trudniej im "związać koniec z końcem". Nawet tym którzy mają pracę powodzi się coraz gorzej. Podobno wkrótce mężczyźni będą mogli zawierać ze sobą małżeństwa tylko po to żeby łatwiej było związać "koniec z końcem".
   A tak na poważnie: przyjrzyjmy się co robią politycy. Kiedy mówiono o pomysłach na rozwój Polski, zwalczaniu bezrobocia, itd.?  Nieczęsto się to zdarza poza przedwyborczymi obietnicami.
    Czymże zajmują się nasi (?) wybrańcy?  Przede wszystkim od lat tematy dyżurne: aborcja, in vitro, itd. O lustracji ostatnio jakby przycichło ale chyba nie na długo. Ostatnio powracał też temat konkordatu i krzyża w naszym paPlamencie. Ruch Palikota proponuje legalizację marihuany.
    Można odwrócić uwagę Polaków od narastającej niedoli wielu polskich rodzin i ich niedożywionych dzieci idących do szkoły? Ależ tak! Także od bezrobocia, ciągłego drenowania naszych kieszeni różnego rodzaju podwyżkami. Niestety, nie wynagrodzeń a cen.
     Im mniej mają niektórzy do powiedzenia na temat gospodarki i rozwoju Polski tym głośniejsi są w wyrażaniu swoich poglądów na temat: krzyża, konkordatu, zakazu in vitro, badan prenatalnych itd.
    Chyba jeszcze nigdy nikt Polaków tak nie skłócił ze sobą jak właśnie ci politycy i trwa to już ponad 20 lat. Zwłaszcza po tragedii smoleńskiej choć początkowo wydawało się że dojdzie do pojednania wszystkich bo wszyscy byli nią poruszeni. Nawet zaborcom nie udało się to co teraz Polacy robią sobie sami nawzajem. Przykre!
     Czy nie najwyższy czas żeby politycy zajęli się tym do czego zostali powołani, czyli gospodarką i rozwojem Polski?
    Najwyższa pora żeby na temat krzyży w urzędach i szkołach, konkordatu, aborcji, in vitro, badań prenatalnych itd. mogli wypowiedzieć się wszyscy Polacy a nie tylko ci którzy nie są większością ale potrafią głośno krzyczeć. Niech się wreszcie Polacy wypowiedzą w referendum i niech zadecyduje wola większości. Dobrą okazją było zrobić to razem z wyborami, ze względu na koszty. Ale można przy następnych. VOX POPULI VOX DEI!
    Niech przynajmniej te problemy przestaną  dzielić Polaków a rządzący niech się wreszcie zajmą pracą służącą rozwojowi Polski. W końcu po to przejadają pieniądze polskich podatników. I niech im w tym nikt nie przeszkadza. Cokolwiek byśmy o nich nie sądzili, wynik wyborów należy przyjąć z pokorą. 

niedziela, 20 listopada 2011

Trudno zadowolić szefa


Owczarek niemiecki.
  Pewien właściciel sklepu mięsnego, układając już przed
zamknięciem towar do chłodni, zauważył, że do sklepu wbiegł
pies - owczarek niemiecki. 

  Właściciel krzyknął na psa by się wynosił, jednak ten tylko popatrzył za siebie jak gdyby to nie było do niego.
  Wyszedł więc zza lady żeby wyprowadzić go za obrożę, gdy nagle zauważył, że pies trzyma w pysku torebkę foliową. Kiedy się zbliżył, pies upuścił zawartość na podłogę.
W torebce znajdowała się kartka ze spisem towarów do kupienia i sto złotych
. Zaskoczony przygotował towar, zapakował wszystko razem z paragonem i resztą do mocnej reklamówki i położył przed psem. Ten merdając ogonem wziął do pyska reklamówkę i wyszedł ze sklepu.   Rzeźnik szybko zrzucił z siebie fartuch i wiedziony ciekawością, zamknął sklep by podążyć śladem psa.
  Pies doszedł do skrzyżowania, położył reklamówkę na
chodniku, stanął na tylnych łapach, a przednią nacisnął przycisk zmiany świateł.
Wziął ponownie reklamówkę do pyska i w pozycji siedzącej czekał na zmianę świateł. Po zmianie świateł przebiegł na drugą stronę ulicy i skierował się na przystanek autobusowy. Rzeźnik z oczami szeroko otwartymi ze zdziwienia podążał za nim w niewielkiej odległości.
Kiedy przyjechał autobus, pies wślizgnął się tylnymi drzwiami do wnętrza nie zauważony przez kierowcę.
  Rzeźnik wsiadł przodem, skasował bilet i bacznie obserwował co będzie dalej.

Po przejechaniu dwóch przystanków pies stanął na tylnych łapach i nacisnął podobnie jak na skrzyżowaniu, guzik sygnalizujący chęć wysiadania.
Kiedy autobus się zatrzymał, spokojnie wysiadł i poszedł w kierunku dużej willi stojącej przy bocznej ulicy.
Rzeźnik szedł za nim jak w transie.
  Kiedy pies podszedł pod furtkę, położył reklamówkę na kostce, a sam stając na tylnych łapach próbował kilka razy nacisnąć na klamkę. Bramka jednak pozostawała nieruchoma.

Wziął reklamówkę do pyska, pobiegł z drugiej strony wzdłuż ogrodzenia, a tam wspinając się po siatce przeskoczył płot. Podbiegł pod drzwi wejściowe willi i znanym już wcześniej sposobem nacisnął dzwonek.
 Rzeźnik stał przy furtce z ustami otwartymi ze zdziwienia. Nagle drzwi willi się otwarły, a w nich ukazała się zarośnięta twarz, wykrzykującego nerwowo na psa mężczyzny.
- Dlaczego pan na niego krzyczy?... Przecież to jest genialny pies!
- Genialny?.. On drugi raz w tym tygodniu zapomniał kluczy!
                                                                                            Morał: Choćbyś nie wiadomo jak  się starał, będziesz zawsze poniżej oczekiwań swojego szefa!

sobota, 19 listopada 2011

Dr Paulo Ubiratan radzi


Tłumaczenie wywiadu,jakiego Dr Paulo Ubiratan ze szpitala w brazylijskim Porto Alegreon udzielił lokalnej telewizji.
I który od wielu miesięcy jest rozsyłany, powielany, komentowany i chwalony przez miliony mieszkańców Ameryki
 Łacińskiej.

- Doktorze,
 ćwiczenia aerobikowe przedłużają życie, prawda?

 - Ludzkie serce jest tak zaprogramowane, aby uderzyć określoną ilość razy.Nie marnujmy więc tych uderzeń na ćwiczenia. Wszystko się przecież zużywa. Twierdzenie, że sport to zdrowie, jest tak samo trafne, jak sugestia że szybka jazda samochodem przedłuży jego sprawność. Chcesz żyć dłużej?Zrób sobie sjestę! 

- Co z mięsem? Czy rzeczywiście dla zdrowia należy jeść jak najwięcej owoców i warzyw? 
 - Zastanówmy się nad logistyką pokarmu. Co je krowa?Trawę i kukurydzę, prawda? To przecież rośliny.Zjedzenie befsztyka jest więc niczym więcej jak bardzo efektywnym wprowadzeniem warzyw do naszego organizmu. A że nasze trawienie wspomaga jedzenie produktów zbożowych, od czasu do czasu warto też posilić się drobiem.

- A czy należy ograniczyć
 spożycie alkoholu? 
- W żadnym wypadku! Wino robi się przecież z owoców. Z kolei brandy, czy cognac to przedestylowane wino, co oznacza nic więcej jak to, że z wyjściowych owoców zabiera się więcej wody, aby człowiek mógł je jeszcze lepiej wykorzystać. To po prostu skondensowane owoce. Z kolei piwo to produkt zbożowy. Trzeba je pić!

- Jakie są
 korzyści z regularnych ćwiczeń fizycznych? 

- Tak jak już mówiłem: nie marnujmy serca. Nie należy naprawiać czegoś,co nie jest zepsute. Skoro się dobrze czujesz, to po co sobie komplikować życie. 15 minut seksu dziennie jest więcej niż wystarczające do utrzymania formy.

 - Co ze smażonymi potrawami ? Ostatnio mówi się
 dużo o ich szkodliwości. 
- Nie, jeśli używamy oleju roślinnego. Produkty pochodzenia roślinnego są podstawą zdrowego żywienia.

- No ale ćwiczenia pomagają na pewno w odchudzaniu? 
- Z tym też trzeba uważać. Bowiem intensywnie ruszane mięśnie mają przecież tendencję   do wzrostu. Zobaczmy jakie są  wieloryby. Żywią się tylko planktonem, piją tylko wodę, cały czas się ruszają i jakie są grube! Poza tym pamiętajmy: zając cały czas biega, skacze ale żyje maksymalnie 15 lat. Z kolei żółw nie skacze, nie biega, porusza się powolutku, nic nie robi i żyje nawet 450 lat. Gdyby dużo chodzenia było zdrowe, to listonosze żyliby wiecznie!

- A co z czekoladą?

Toż to kolejna roślina! Kakao jest wspaniałym pokarmem powodującym uczucie szczęśliwości. Jedzmy go jak najwięcej!

-  I pamiętajmy:

 Życie nie powinno być podróżą do grobu w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem.
Znacznie lepiej poruszać
 się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością uciech cielesnych i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
ż to była za wspaniała podróż!

sobota, 12 listopada 2011

Stare i nowe, czyli uśmiechnij się!

Pięć ważnych rad dla mężczyzny:
1. To ważne, aby być z kobietą, która czasem coś ugotuje, a czasem posprząta w domu
2. To ważne, aby być z kobietą, z którą czasem możesz się pośmiać.
3. To ważne, aby być z kobietą, której ufasz i która nigdy cię nie okłamie.
4. To ważne aby być z kobietą dobrą w łóżku, która ma ochotę być tam z tobą.
5. To ważne, bardzo, bardzo ważne, aby te cztery kobiety nie znały się nawzajem.  

Porada.
W klasztorze nagle otwierają się drzwi i z rozpędem do środka wpada młoda zakonnica. Biegnie prosto do matki przełożonej:
- Matko przełożona, matko przełożona, zgwałcili mnie, co robić? - Zjeść cytrynę - odpowiada matka przełożona.
- Pomoże?
- Pomoże, nie pomoże... ale przynajmniej ten uśmiech zniknie.    

Czad.
Dwaj mali chłopcy stoją przed kościołem, z którego wychodzą właśnie nowożeńcy. Jeden mówi:
- Patrz, jaki będzie teraz czad!
Po czym biegnie do pana młodego i woła:
- Tato, tato... 

Kawa w samolocie.
 Samolot wystartował z lotniska. Po osiągnięciu wymaganego pułapu, kapitan odzywa się przez intercom: - Panie i Panowie, witam na pokładzie samolotu. Pogodę mamy dobrą, niebo czyste, więc zapowiada nam się przyjemny lot. Proszę wygodnie usiąść, zrelaksować się i... o k.......!
Po chwili ciszy intercom odzywa sie znowu:
- Panie i Panowie, najmocniej przepraszam jeśli przed chwilą państwa wystraszyłem, ale w trakcie mojej wypowiedzi drugi pilot wylał na mnie filiżankę gorącej kawy. Powinniście państwo zobaczyć przód moich spodni.
Na to odzywa się jeden z pasażerów:
- To pewnie nic, w porównaniu z tyłem moich spodni. 
 
  Nauszniki.
Morze Północne, lodowaty wicher hula. Na pokładzie statku stoi dwóch marynarzy. Gdzie masz swoje nauszniki - pyta jeden. W taką pogodę głowa boli.
- Od czasu nieszczęśliwego wypadku już ich nie noszę.
- Jakiego nieszczęśliwego wypadku ?
- Kumpel zapraszał na wódkę, a ja nie słyszałem... 


 Nagroda.
Facet przychodzi do gazety zamówić ogłoszenie:
"Zaginął ukochany kotek mojej teściowej - czarny, białe skarpetki, wesołe ślepka, figlarne usposobienie. Dla znalazcy nagroda 5000 złotych!"
- Czy to aby nie za dużo? - zdziwił się redaktor.
- Nie ma obawy, sam go utopiłem.    

 Nieporozumienie.   
Rodzinny, niedzielny obiad przerwała 10-letnia córka, oświadczając:
- Nie jestem już dziewicą...
Zapada grobowa cisza, którą przerwał ojciec:
- Marta - mówi do żony - ty jesteś temu winna. Ubierasz się tak frywolnie, że faceci oglądają się za tobą na ulicy i gwiżdżą! Mało tego, zachowujesz się obscenicznie przy naszej córce.
Do starszej, 20-letniej córki krzyczy:
- Ty też jesteś winna! Spotykasz się z pierwszym lepszym kolesiem , gdy tylko wyjdziemy z domu! I to na oczach młodszej siostry!
W tej chwili odzywa się jego żona:
- Zamknij się! A kto wydaje połowę każdej pensji na panienki? Kto spaceruje po dzielnicy czerwonych latarni z naszą córeczką? A odkąd mamy telewizję kablową, oglądasz pornole nawet przy małej! No i ta twoja szmatława sekretareczka. Myślisz że nie wiem po co zostajesz po godzinach w pracy?
Pełna zwątpienia matka zwraca się do córeczki, będącej powodem dyskusji:
- Jak to się stało, skarbie?
- To przez nauczycielkę. Zmieniła mi rolę w jasełkach. Nie jestem już dziewicą, tylko pastereczką...  

wtorek, 8 listopada 2011