sobota, 31 grudnia 2011

Szczęśliwego Nowego Roku i ... dużo zdrówka!

  Każdemu się przyda.                 
Wszystkiego Najlepszego w Nowym Roku!

    Żeby był lepszy od roku 2011 ale niekoniecznie lepszy od roku 2013. 
    Żeby był dobry dla wszystkich ludzi na całym świecie. 
    Żeby Polacy uśmiechali się do siebie i pomagali sobie wzajemnie. 
    Żeby nie szukano tego co dzieli a tylko to co łączy wszystkich Polaków. 
    Żeby nie zabrakło pracy i chleba dla wszystkich.  
    Dużo. dużo, dużo zdrowia, wzajemnego szacunku, miłości i spełnienia wszystkich marzeń! 
Życzmy sobie wszyscy!
                                                      ....    

sobota, 24 grudnia 2011

List do św. Mikołaja

 Święty Mikołaju! 
     Ponieważ mam małe kieszonkowe, włóż mi pod poduszkę: bębenek, trąbkę i pistolet na kapiszony. Dzięki temu dziadek będzie mi płacił za to że nie zagram na bębenku. Narzeczony mojej siostry za to że nie zatrąbię gdy zaczną się całować. A moja babcia która ma słabe serce, za to że nie będę jej straszyć wystrzałami z pistoletu. 
                                                                             Jasio 

czwartek, 22 grudnia 2011

Wesołych Świąt! Merry Christmas!

Zdrowych i Wesołych Świąt Bożego Narodzenia! Oby dla wszystkich były szczęśliwe! Oby były okazją do znalezienia tego co łączy wszystkich Polaków a nie dzieli! I żebyśmy się wszyscy szanowali nawzajem!

wtorek, 20 grudnia 2011

"Urawniłowka" emerytur i rent?

     Gdy rządzącym brakuje pomysłów na rozwój kraju to biorą się za drenowanie kieszeni społeczeństwa. Przykładów mamy aż nadto: ukryte podatki w akcyzach, podwyżka VAT (nie zdziwmy się jeśli będzie wynosił 25%!  http://tiny.pl/h1x7h).  Także zmniejszono zasiłek pogrzebowy - ostatnie świadczenie dla zmarłego który nieraz przez kilkadziesiąt lat pracował na swoją emeryturę!
     Nie będą miały lekkiego życia wdowy otrzymujące rentę po mężu. Będą musiały na nią poczekać aż skończą 60 lat życia. Aktualnie po skończeniu 50-ciu.
    Wydłuża się wiek emerytalny co przy braku miejsc pracy spowoduje kolejny wzrost bezrobocia, zwłaszcza wśród młodych ludzi. Kolejne miliony młodych Polaków mają szukać chleba za granicą? Wielu już nie wróci. Strata dla Polski a korzyść dla kraju przyjmującego. Nie musiał łożyć w ich wychowanie i edukację a ma gotowego pracownika.
     No i mamy kolejny "kwiatek": tym razem rządzący geniusze uznali że warto okraść emerytów i rencistów z należnych podwyżek. Przez wprowadzenie "podwyżki kwotowej" a nie "procentowej" stosownej do poziomu inflacji. Niemałej zresztą! Za nic mają ludzi którzy dzięki swojej edukacji i ciężkiej, nieraz wieloletniej pracy nabyli prawa do nieco wyższych emerytur.
    Nic dziwnego. Emeryci nie wyjdą na ulicę, nie zastrajkują, nie przyjadą z kilofami oraz oponami i śrubami do Warszawy. A tylko takich ten rząd się boi. Także w 2007 r. nie otrzymali ani grosza podwyżki a tylko nieliczni otrzymali jednorazowe ochłapy. Za to zabrano im z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (ZUS) 40 milionów zł z przeznaczeniem na budowę Św.O.B. oraz 20 milionów zł na zwiększenie budżetu "biednego" IPN. Nieco mniejszą sumę zabrano im dla IPN w 2008 r.
    Według "Rzeczpospolitej" ma to przynieść 0.6 miliarda zł oszczędności. Ale czyim kosztem!
     Nie bardzo przejmują się rządzący postanowieniem Trybunału Konstytucyjnego w sprawie waloryzacji emerytur i rent.
     Postanowienie Trybunału Konstytucyjnego z dnia 27 czerwca 2001 roku Sygn. TS 24/01 stanowi (...) potrzeba waloryzacji świadczeń emerytalnych jest spowodowana występującą inflacją i służy zniwelowaniu jej skutków. CELEM WALORYZACJI JEST WIĘC ZACHOWANIE REALNEJ WARTOŚCI PRZYZNANYCH EMERYTUR I RENT W ODNIESIENIU DO WZROSTU CEN TOWARÓW I USŁUG.
 Zachowanie realnej wartości przyznanych świadczeń emerytalnych za pomocą waloryzacji kwotowej (...) byłoby możliwe tylko w sytuacji w której wszystkie świadczenia emerytalne byłyby jednakowej wysokości. (...) przy istniejącym zróżnicowaniu wysokości przyznawanych świadczeń emerytalnych stosowanie waloryzacji kwotowej prowadziłoby do trudnych do zaakceptowania rezultatów. Wyliczenie przykładowo kwoty o którą należałoby powiększyć świadczenia emerytalne, na podstawie wskaźnika inflacji oraz przeciętnej emerytury, a następnie zwaloryzowanie wszystkich emerytur w oparciu o te kwotę, pociągałoby za sobą spadek realnej wartości tych emerytur, których wartość jest wyższa niż przeciętna, a co za tym idzie do pokrzywdzenia emerytów, którym one przysługują (...) nie zostałyby zniwelowane skutki inflacji, a co za tym idzie nie zostałaby zachowana realna wartość przyznanej emerytury, a takie cele leżały u podstaw wprowadzenia mechanizmu waloryzacji. Wskazane powyżej cele mogą natomiast zostać osiągnięte przez wprowadzenie waloryzacji procentowej, której istota w uproszczeniu sprowadza się do tego, że KAŻDA EMERYTURA JEST ZWIĘKSZANA O TAKA KWOTĘ, O JAKĄ ZE WZGLĘDU NA PRZEWIDYWANĄ INFLACJĘ STRACI NA WARTOŚCI (...) Służyć ma to proporcjonalnemu wzrostowi emerytur w zależności od ich wysokości, a co za tym idzie zachowaniu ich realnej wartości.                                                                                                        
      PS. Minęła 41 rocznica tragedii na Wybrzeżu oraz 30 rocznica stanu wojennego. Czy wówczas oraz w sierpniu 1980 r. chciano tego co mamy teraz? Oby te krwawe wydarzenia już nigdy się nie powtórzyły, ale: UWAŻAJCIE "TUSKI" BO POGUBICIE RAJTUZKI! Kiedyś cierpliwość Polaków może się skończyć. 

I jeszcze to (skopiowane z forum): 
 ~emeryt:  Panie Tusk, zostałeś wybrany jako „mniejsze zło”, jednak życie nie potwierdza tego porównania. Tak zakłamanego szefa instytucji zwanej żartobliwie rządem trudno szukać w historii Polski wszystkich, dotychczasowych ustrojów. Jeden, jedyny przykład: W marcu miała być waloryzacja rent i emerytur. I co? Wiadomo że nie będzie waloryzacji, póki co z pańskich obietnic pozostał jakiś niekonstytucyjny zasiłek dla wszystkich, nawet tych z najniższą emeryturą. A mieli wg pana zyskać wszyscy biorący świadczenia brutto do kwoty 1479,16zł. I miała im to zapewnić „waloryzacja” kwotowa w wysokości 71zł brutto.
 Projekt ustawy budżetowej na 2012 rok (zgodny z Konstytucją) przewidywał waloryzację rent i emerytur - wskaźnik 104,8% plus 20% wzrostu średniego wynagrodzenia w 2010 roku (ustawa z 2007 roku) czyli plus 40zł. Czyli nawet od najniższej emerytury waloryzacja winna wynieść 74,95zł a nie 71zł. A od owej „granicznej” czyli 1479,16zł odpowiednio 111,00zł a nie 71zł. Nie piszę o wyższych świadczeniach, żeby za bardzo nie bulwersować normalnych ludzi ale wnioski nasuwają się same:
 1/ złamał pan konstytucyjny zapis dotyczący waloryzacji;
 2/ oszukał pan i okradł wszystkich, bez wyjątków Polaków mających najniższe dochody w Polsce, ufając że 300zł podwyżki dla resortów siłowych zapewni panu i wspólnikom bezpieczeństwo;
3/ bezczelnie, poprzez usłużnie wyszczekujące media o pańskiej trosce o najuboższych, domaga się pan jakiegoś haraczu dla TVP, zwanego abonamentem. Powiedz pan tym swoim lizusom: kryzys – musicie mnie chwalić za mniejszą kasę, odbiorcy zamiast abonamentu wolą kupić chleb dzieciom. Szczyt bezczelności!
 Panie Tusk, powyższy tekst będę zamieszczał wszędzie, gdzie tylko będzie to możliwe i jak najczęściej. Nie odwołuję się do pańskiego sumienia, bo takiego pan nie posiadasz. Ale nie jest to choroba i będziesz pan odpowiadał w przyszłości za świadome, szkodliwe, antykonstytucyjne działanie przeciwko Polakom.

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Ankieta na temat nowego forum

     Niedawno zmieniono w Onecie szatę forum. Zdaniem większości "onetonautów" zmieniono lepsze na gorsze. Jest okazja aby szefowie Onetu poznali nasze zdanie. Zapewne w tym celu umieścili tę ankietę. Chyba już  pod wszystkimi artykułami. Zrobiłem to i wyraziłem grzecznie swoją opinię. Zachęcam wszystkich zainteresowanych i pozdrawiam!

     PS. Oczywiście trzeba wejść na forum Onetu żeby wziąć udział w ankiecie. I jeszcze jedno: powstał klub pod nazwą "Nowe forum jest do bani"! http://tiny.pl/hjm15

A Christmas Story

     Wzruszający film o przyjaźni psa i człowieka.
Pies potrafi być największym przyjacielem człowieka. A czy człowiek potrafi być takim dla psa? To poniżej zdarzyło się w Polsce. Ile czasu musi upłynąć zanim człowiek dobrej woli zareaguje na widok męczącego się psa lub innego zwierzęcia? Tym razem zakończyło się happy endem: 
     Siedział przy drodze w lesie, wypatrując ludzi. Wyglądał jak pies, który chce złapać "stopa". On jednak szukał pomocy dla swojego przyjaciela, który leżał w rowie potrącony przez samochód. Mimo, że był głodny i wychudzony, nie schodził z posterunku od trzech dni - wzruszającą historię psiej przyjaźni opisuje "Polska Dziennik Łódzki".

Niesamowita historia przydarzyła się w okolicach Anastazewa w powiecie zgierskim. Dwaj strażnicy miejscy, wracając późnym wieczorem ze szkolenia i przejeżdżając przez las, natknęli się na stojącego przy drodze ciemnego psa. Wilczur wyglądał, jakby chciał złapać "stopa".

Gdy zatrzymali auto i wysiedli, okazało się, że zwierzę jest bardzo wychudzone. Jednocześnie strażnicy zauważyli, że pies próbuje zwrócić ich uwagę na pobliski rów. Jak się okazało, w leśnym dole znajdował się drugi, beżowy wilczur. Również był bardzo chudy i mizerny, jednak oprócz tego musiał być ranny, bo wył z bólu.

Strażnicy ustalili, że pies został potrącony przez samochód trzy dni wcześniej. - Poszliśmy do pobliskiego domu. Okazało się, że ci ludzie wiedzieli o potrąconym psie i nic nie zrobili. Zdziwili się, że pies jeszcze żyje. Byłem naprawdę zdruzgotany - opowiada "Dziennikowi Łódzkiemu" jeden ze strażników.

Przez cały ten czas drugi z psów ogrzewał potrąconego swoim ciałem i lizał jego rany. - Nigdy nie widziałem takiej psiej przyjaźni - opisuje strażnik.

Strażnicy nakarmili oba psy i sprowadzili weterynarza, który opatrzył ranne zwierzę. Jak się okazało, pies poza ogólnymi potłuczeniami miał też złamaną łapę.

Historia skończyła się szczęśliwie, bowiem akurat wtedy drogą, przy której wszystko się działo, przejeżdżał mieszkaniec Anastazewa. Wziął oba psy do swojego gospodarstwa i razem z narzeczoną dał im nowy, bezpieczny dom - podaje "Polska Dziennik Łódzki".

PS. "Miarą kultury człowieka jest jego stosunek do zwierząt". 
I jeszcze jedno: chcesz pomóc zwierzaczkom? Kliknij tutaj: http://www.pustamiska.pl/pl/dziekujemy-klik.php

wtorek, 13 grudnia 2011

Odszedł na zawsze "Krzysiekfish"

Z przykrością powiadamiam, że nasz kolega klubowy i forumowy
Krzysiekfish
Odszedł od nas na zawsze. Niech spoczywa w pokoju!

 
vbenita (19:26)

Stan Wojenny. Po 30 latach. Cd.

     Prawie dwa miesiące temu (21.X) przytoczyłem wypowiedzi czołowych polityków zachodnich i nie tylko zachodnich związanych z prowadzeniem stanu wojennego w Polsce. http://tiny.pl/h1nj9 Nie ma powodu aby im nie wierzyć, zwłaszcza, że nigdy nie byli (przynajmniej zachodni politycy) zwolennikami PRL, politycznego i militarnego bloku wschodniego oraz samego Generała.
    
    Oczywiście nie brak takich którzy "wiedzą lepiej" z pewnym znanym "wielepem" na czele. Dla nich wiarygodne są rewelacje pana Bukowskiego zawarte w jego książce, oparte na rzekomych tajnych stenogramach udostępnionych mu przez M. Gorbaczowa czy B. Jelcyna. Jeszcze inny "mędrzec" powołuje się na notatki w niezarejestrowanym brudnopisie.
    Zastanawiające jest, że nagle uwierzyli Rosjanom ci sami którzy w innych sprawach wylewają na nich beczki jadu. Akurat w tej sprawie uwierzyli. Kali się kłania.

  Oto część wypowiedzi "głównego aktora" tamtych wydarzeń, generała Jaruzelskiego (skopiowane z Onetu): 

 - Dlaczego utrzymuje pan, że stan wojenny był "mniejszym złem"?

 - Stan wojenny był "mniejszym złem", chociaż zło nawet mniejsze, zawsze pozostaje złem. Obserwuje od kilku dni "festiwal" nawiązujący do 13 grudnia. Mówi się o ofiarach śmiertelnych, pałowaniach, czołgach, internowaniach i skutkach stanu wojennego, ale ani słowa o przyczynach jego wprowadzenia. Dlaczego politycy i publicyści nie przypominają również wydarzeń poprzedzających wprowadzenie stanu wojennego? Przecież on nie spadł jak grom z jasnego nieba. Zarówno sytuacja wewnętrzna i jak i zewnętrzna, w której znalazła się Polska była dramatyczna. Piszę o tym dokładnie w swojej najnowszej książce "Starsi o 30 lat", ale i we wszystkich innych książkach.

 Moim zdaniem, to przykład przykrej manipulacji, że podaje się skutki stanu wojennego, bez podania przyczyn i okoliczności jego wprowadzenia. Również pomija się ważny bardzo wątek jakim było "Spotkaniu Trzech" – w którym uczestniczyłem wraz z prymasem Józefem Glempem i Lechem Wałęsą na początku listopada 1981 roku. W swojej najnowszej książce wspominam to spotkanie, na którym uzgodniliśmy kontury przyszłych działań, a we wspólnym komunikacie określiliśmy owe spotkanie za pożyteczne i przygotowujące do dalszych merytorycznych konsultacji. Ważne jest to, że następnego dnia prymas pojechał do Watykanu aby przekazać Janowi Pawłowi II relację z naszego spotkania.

 Po stronie "Solidarności" był opór, związkowi radykałowie storpedowali przedsięwzięcie, a Wałęsa znalazł się pod murem. Co więcej - 12 grudnia 1981 roku Komisja Krajowa "Solidarności" uchwaliła dzień 17 grudnia, jako ogólnopolski dzień protestu, miliony ludzi wylało się na ulicę. Dlaczego temat "Spotkania Trzech" jest wciąż marginalizowany? Proszę o elementarną uczciwość i rzetelność w ocenie mojej decyzji. Nie proszę o moją obronę, ale o obiektywną oceny wydarzeń sprzed 30 lat.

- Jednak część historyków przyznaje, że to pan prosił o interwencję zbrojną radzieckich towarzyszy, którzy z powodów ekonomicznych nie mogli sobie na nią pozwolić.

 - Różnie niektórzy mnie nazywają: zbrodniarzem, łotrem itd., ale jeszcze nie słyszałem, żeby nazywano mnie kretynem i idiotą. Musiałbym nim być, żeby nie mając zaufania i przekonania do własnych sił, do wojska, wprowadzić stan wojenny. W listopadzie 1981 r. sondaż opinii społecznej pokazał, że 93 proc. społeczeństwa ma zaufanie do wojska, w tym ludzie niechętni ustrojowi widząc grozę sytuacji. Byłem absolutnie przekonany o słuszności wprowadzenia stanu wojennego samodzielnie.

 - Załóżmy wariant, który przyjmują niektórzy historycy, że poprosiłem o pomoc radziecką, to przecież gdybym spotkał się z ich odmową, to stanu wojennego bym nie wprowadził, albo jego wprowadzenie stałoby się samobójczą awanturą. Ani jeden, ani drugi wariant nie miał miejsca. W mojej najnowszej książce "Starsi o 30 lat" jak i w poprzedniej "Być Może To Ostatnie Słowo", przytaczam słowa z wystąpienia Naczelnego Dowódcy Sił Zbrojnych państw Układu Warszawskiego marszałka Wiktora Kulikowa z międzynarodowej konferencji w Jachrance, który powiedział że ani gen. Wojciech Jaruzelski, ani towarzysz Stanisław Kania nigdy nie prosili o zbrojną interwencję i o wprowadzenie wojsk.

 Takie same stwierdzenia miały miejsce na posiedzeniu Biura Politycznego KC PZPR z 10 grudnia 1981 r. choćby ministra obrony ZSRR marszałka Dmitrija Ustinowa, który powołał się na Kulikowa, który wcześniej ze mną rozmawiał, że: " (…) sami Polacy prosili, aby nie wprowadzać wojsk". Niech historycy wnioskują na dokumentach rzetelnych, a nie na - za przeproszeniem – jakichś popłuczynach.

- Historycy przywołują dokument z 29 października 1981 r. z posiedzenia Biura Politycznego komunistycznej partii ZSRR w którym Andropow, szef KGB, na półtora miesiąca przed wprowadzeniem stanu wojennego w Polsce, mówi: "Polacy proszą o pomoc wojskową", na co marszałek Ustinow mówi, że trzeba powiedzieć jasno Polakom, że nie ma mowy. Całe Biuro Polityczne KPZR to zatwierdziło.

 - Historycy którzy opacznie przytaczają tego typu dokumenty kierują się złą wolą. Rzeczywiście jest protokół z 29 X 1981 r. w którym  Andropow mówi: "Polacy przebąkują – przebąkują, a nie proszą- o jakiejś pomocy wojskowej". A jacy to Polacy? Andropow miał kontakt z ministrem spraw wewnętrznych Mirosławem Milewskim, na rozmowy z którym się powoływał. Milewski był zwolennikiem interwencji i to Milewski musiał przebąkiwać Andropowowi o potrzebie wprowadzenia wojsk radzieckich do Polski. Już mi ręce opadają od tego ciągłego tłumaczenia opacznie rozumianych tekstów historycznych. Zawsze stawiałem się na każdej rozprawie sądowej dotyczącej wprowadzenia stanu wojennego oraz wydarzeń na Wybrzeżu w 1970 r. i bardzo chciałbym doczekać wyroku. Powtórzę, jestem żywo zainteresowany rzetelnym, obiektywnym wyjaśnieniem tych spraw: wprowadzenia stanu wojennego i wydarzeń na Wybrzeżu z 1970 r. Swoje zeznania przed sądem zawarłem w książkach "Przed Sądem" oraz "Być Może To Ostanie Słowo".

- Po 30 latach od wprowadzenia stanu wojennego, jakie refleksje się panu nasuwają?

 - Mija 30 lat od wprowadzenia stanu wojennego i zwykle jest tak, że pewne wydarzenia z biegiem czasu ocenia się z pewnym dystansem. Im więcej czasu mija od danego wydarzenia, tym ocena jest spokojniejsza, bardziej refleksyjna i wyważona. Inaczej sytuacja wygląda z oceną wprowadzenia stanu wojennego, bo co rok oceniany jest on napastliwej i ostrzej. Na dziesięciolecie było znacznie spokojniej, na dwudziestolecie było spokojnie, a teraz jest szaleństwo. Pocieszam się, że na czterdziestolecie wprowadzania stanu wojennego mnie już nie będzie i może nie będzie pretekstów do demonstracji. Nie wynika to z zapotrzebowania społecznego i oceny decyzji wprowadzenia stanu wojennego, która jak wiemy w większości społeczeństwa jest pozytywna, co pokazują coroczne badania sondażowe, ale to instrumentalna gra emocjami społeczeństwa.


- Kto gra emocjami społeczeństwa?

 - Prawa strona sceny politycznej, chcąc ugrać swoje na stanie wojennym, póki Jaruzelski jeszcze żyje. Młodym ludziom, którzy nie żyli w tamtym czasie, pokazuje się czołgi i pałki, indoktrynuje się ich i gra się ich emocjami. Przecież osoby, które przychodzą pod mój dom, to w dużej mierze ludzie młodzi urodzeni po 1981 r., a nawet dekadę później. Zachęcam wszystkich, szczególnie tych którzy co roku przychodzą pod mój dom, do przeczytania moich książek oraz rzetelnego zapoznania z zawartymi w niej faktami, ukazującymi ówczesną sytuację w kraju i przyczyny wprowadzenia stanu wojennego. Szczęśliwie, w większości mamy mądre społeczeństwo, które nie da sobą manipulować i jest odporne na polityczną i propagandową eskalację napięć prawicowych polityków i publicystów. 30 lat temu inna była Polska, inna była Europa, inny był świat, a dzisiaj w rocznicę wprowadzenia stanu wojennego próbuje się wszystko upchnąć do jednego worka – wydarzenia dzisiejsze z wydarzeniami sprzed 30 lat. Kuriozum.

Koniec części pierwszej.

Rozmawiał: Jacek Nizinkiewicz


I jeszcze wypowiedź L. Millera (też z Onetu):

 B. premier przypomniał swoja rozmowę z pułkownikiem Ryszardem Kuklińskim. Jak mówił, pytał go o jego pogląd w sprawie stanu wojennego. - Pułkownik powiedział mi, że było prawie pewne, że jeżeli polskie wojsko nie będzie interweniować, zrobią to Rosjanie i ich sojusznicy. Co więcej, według niedawno odtajnionych materiałów CIA, ich analitycy szacowali, że w takiej sytuacji będzie około 200 tysięcy ofiar po stronie Polaków. Trudno to sobie wyobrazić, ale taka wtedy była sytuacja - mówił Miller.

Dalszy  ciąg rozmowy z generałem Jaruzelskim.  
  
Ci, których nie było przy Okrągłym Stole i którzy w czasach przemian bawili się w piaskownicy, dzisiaj chcą mnie rozliczać i mścić się na mnie. Gdzie byli wtedy ci, którzy dzisiaj organizują marsz 13 grudnia? Historia mnie oceni i wierzę w to, że zrobi to uczciwie – powiedział dla Onetu, w rozmowie z Jackiem Nizinkiewiczem, generał Wojciech Jaruzelski. - Ci, których nie było przy Okrągłym Stole i którzy w czasach przemian bawili się w piaskownicy, dzisiaj chcą mnie rozliczać i mścić się na mnie. Gdzie byli wtedy ci, którzy dzisiaj organizują marsz 13 grudnia? - pytał Jaruzelski.
Z gen. Wojciechem Jaruzelskim – generałem armii Wojska Polskiego, byłym prezydentem Polski, premierem PRL, I sekretarzem KC PZPR - rozmawia Jacek Nizinkiewicz.
Jacek Nizinkiewicz: Czuje się Pan wyklęty w wolnej Polsce?
gen. Wojciech Jaruzelski: Nie, nie czuję się wyklęty w III RP. Dzisiaj żyjemy w lepszej Polsce niż tej sprzed 30 lat. Podpis prezydenta Jaruzelskiego widnieje pod fundamentalnymi dokumentami konstytuującymi dzisiejszą Polskę. Mnie, już jako osobę prywatną, trzykrotnie przyjmował papież Jan Paweł II. Ostatnie moje spotkani z Janem Pawłem II miało miejsce prawie w dwudziestą rocznicę wprowadzenia stanu wojennego. Czy Jan Paweł II nie wiedział co robi spotykając się ze mną? Papież musiał się ze mną spotykać, kiedy byłem szefem państwa, ale nie musiał kiedy byłem osobą prywatną. To o czymś świadczy. Jan Paweł II rozumiał politykę i aspekt historyczny bardziej niż dzisiejsi bałwani polityczni, którzy robią sobie pożywkę z rocznicy wprowadzenia stanu wojennego.
- Społeczeństwo jest podzielone nie tylko odnośnie do stanu wojennego, ale również obrad Okrągłego Stołu.
- Myśląca część społeczeństwa zdaje sobie sprawę, że Okrągły Stół był mądrym, pozytywnym krokiem ku demokratycznej i gospodarczo wolnorynkowej  Polski. Cały świat uznaje wartość obrad Okrągłego Stołu. Byłem zaproszony do Sejmu na dwudziestolecie rozpoczęcia obrad Okrągłego Stołu, jako jeden z architektów tego doniosłego w historii świata wydarzenia. Niestety część społeczeństwa uważa Okrągły Stół za zdradę. Dla pewnych mniejszości w Polsce Lech Wałęsa jest zdrajcą i Tadeusz Mazowiecki też jest zdrajcą. Wszystko to przez manipulantów, którzy sączą do umysłów młodych ludzi nieprawdziwe informacje. Szczęśliwie, większość Narodu rozumie słuszność wprowadzenia stanu wojennego, ale mam wrażenie, że z biegiem lat społeczeństwo również mnie będzie oceniać surowiej, ponieważ świadkowie tamtego czasu odejdą, a IPN nie informuje o prawdzie wydarzeń z grudnia 1981 r. Tylko niegodziwcy rozgrywają dziś stan wojenny.
- Na pewno jest pan uważnym obserwatorem bieżących wydarzeń politycznych. Jaka jest pańska ocena wystąpienia berlińskiego Radosława Sikorskiego?
- Nie wchodząc w detale przemówienia pana ministra Radosława Sikorskiego, popieram  integrację Polski z Unia Europejską. Niestety mamy tendencje do megalomanii narodowej i ksenofobii, ale musimy pamiętać, że jesteśmy częścią składową Unii Europejskiej i wspólnym wysiłkiem powinniśmy stawiać czoło wyzwaniom, które przed nami stoją. Wystąpienie ministra Sikorskiego uważam za słuszne.
- A jak pan reaguje na głosy, że po wystąpieniu szefa MSZ Polska jest gotowa zrzec się własnej suwerenności i może stracić niepodległość?
- Określę to jednym słowem: brednie. Nie ma sensu komentować absurdów powtarzanych przez prawą część sceny politycznej.
- Czy Leszek Miller to dobry wybór dla SLD. Były premier uratuje, czy pogrąży Sojusz?
- Na drugie pytanie odpowiem, nie wiem. A na pierwsze: tak, Leszek Miller to dobry wybór dla SLD, bo nie było innego. Znam Millera od politycznego dziecka i wiem, że to człowiek przygotowany, doświadczony, wytrwały, dynamiczny i inteligentny, co daje SLD szansę na przyszłość. Oczywiście Miller popełnił wiele błędów na swojej życiowej drodze, ale szczęśliwie udało mu się wrócić na dobry kurs.
- A liderem lewicy nie jest dzisiaj Janusz Palikot?
- Nie znam osobiście pana Palikota, ale życzę mu dobrze. To bardzo dynamiczny i inteligentny człowiek, który podejmuje w Polsce tematy tabu. Mam nadzieję, że Palikot z SLD będą maszerować oddzielenie, ale uderzać będą wspólnie - parafrazując Napoleona.
- Zgadza się pan ze stanowiskiem prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, że SLD powinno współpracować z Ruchem Palikota?
- Tak, zgadzam się. Oba ugrupowania powinny ze sobą współpracować.
  (.....)
- I na koniec, czy ustępując z urzędu prezydenta Polski spodziewał się Pan, że wkrótce zasiądzie na sądowej ławie oskarżonych?
- Nie, nie spodziewałem się tego, bo uważałem że nasi partnerzy z czasów Okrągłego Stołu są poważnymi ludźmi. Często moi współpracownicy z czasów PRL mają do mnie pretensje, dlaczego nie zastrzegłem dla nas w umowach okrągłostołowych nietykalności jak Jelcyn za czasów Putina. A to przecież byłoby poniżej mojej oficerskiej godności zapisywać sobie asekurację. Nigdy nie chciałem żadnej asekuracji i jej nie miałem. Ci, których nie było przy Okrągłym Stole i którzy w czasach przemian bawili się w piaskownicy, dzisiaj chcą mnie rozliczać i mścić się na mnie. Gdzie byli wtedy ci, którzy dzisiaj organizują marsz 13 grudnia? Historia mnie oceni i wierzę w to,  że zrobi to uczciwie.
- Dziękuję za rozmowę.
Koniec części drugiej.
Rozmawiał: Jacek Nizinkiewicz 


PS. Wspomnienia generała Skrzypczaka: http://tiny.pl/hjcpq